33 nominacje w UE i ani jednego Polaka. Fantastyczne „wejścia” Tuska w Brukseli

Na początku czerwca Kaja Kallas, pełniąca urząd wysokiego przedstawiciela Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, a jednocześnie wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, ogłosiła nominacje 33 ambasadorów UE i 7 zastępców szefów delegatur Unii Europejskiej, m.in. w Australii, Brazylii, Japonii, Chinach, Rosji, RPA, Indiach, Indonezji czy Nowej Zelandii.
I co się okazało? Wśród nominowanych są Niemcy, Francuzi, Włosi. Hiszpanie i Portugalczycy, ale nie ma ani jednego przedstawiciela Polski.
„Premier Donald Tusk i wicepremier Radosław Sikorski powinni się głęboko zastanowić, co zrobili źle, albo czego nie zrobili, żeby uniknąć tego blamażu” – zwraca uwagę Marek Magierowski w felietonie dla portalu Wirtualna Polska. Autor tekstu sprawami zagranicznymi zajmuje się od wielu lat - najpierw jako dziennikarz i publicysta, a potem ambasador w Izraelu i USA.
„Gdyby do podobnej sytuacji doszło za czasów poprzedniego, konserwatywnego rządu Mateusza Morawieckiego, z ust obu wspomnianych dżentelmenów i wielu innych polityków Koalicji Obywatelskiej zapewne usłyszelibyśmy szydercze komentarze o >dyplomatołkach z PiS<, o nędznych kadrach Zjednoczonej Prawicy, o ludziach, którzy nie mają żadnego doświadczenia w sprawach zagranicznych, nie znają języków” – zwraca uwagę Magierowski, który zadaje pytanie premierowi oraz szefowi dyplomacji, co zrobili w tej sprawie, z kim rozmawiali i czy w ogóle rozmawiali na ten temat z kimkolwiek w Komisji Europejskiej?
Według autora żadna - może poza Moskwą - placówka dyplomatyczna, w której zmieniają się ambasadorzy, nie była poza zasięgiem Polaków. Dlaczego więc nie udało się przeforsować ani jednej kandydatury, mimo że – pisze Magierowski - „macie Panowie tak fantastyczne >wejścia<w Brukseli?”.
No faktycznie, dlaczego?
źr. wPolsce24 za wp.pl











