Syren nie uruchomiono nawet tam, gdzie spadła rakieta. Bełkotliwe tłumaczenie wiceministra

Wojewoda zaprzecza słowom premiera
Premier Donald Tusk podczas swojej ostatniej wizyty w Tarnawie-Kolonii przekonywał, że mieszkańcy zostali prawidłowo ostrzeżeni o zagrożeniu z powietrza, które dotarło do Polski. Jednak relacje osób mieszkających w pobliżu miejsca upadku rakiety były zgoła odmienne. Wielu z nich twierdziło, że nie usłyszało żadnego alarmu, mimo że od miejsca zdarzenia dzieliła ich zaledwie kilka kilometrów.
Co ciekawe słowom Tuska zaprzeczył wojewoda lubelski Krzysztof Komorski. Zgodnie z jego słowami syren nie włączono w dziesięciu powiatach, w tym również w powiecie biłgorajskim, gdzie ostatecznie odnaleziono rosyjską rakietę. Polityk uznał nawet, że część osób odpowiedzialnych za uruchomienie alarmu zamiast działać natychmiast, wolała kontaktować się z przełożonymi lub Wojewódzkim Centrum Zarządzania Kryzysowego, aby tylko potwierdzić decyzję.
Czytaj także
Wojewoda zapowiedział zmiany w procedurach, aby uniknąć podobnych problemów w przyszłości. W tym też celu wojewoda chciałby przenieść większą odpowiedzialność za uruchamianie syren do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. Wówczas dyżurni pracownicy będą mogli podejmować decyzję bez dodatkowych konsultacji, pozostając w stałym kontakcie z Rządowym Centrum Bezpieczeństwa.
Absurdalne tłumaczenia wiceministra
Tymczasem wiceminister cyfryzacji Rafał Rosiński w rozmowie z Polskim Radiem stwierdził jedynie, że polskie służby zadziałały bardzo dobrze. Mężczyzna jednak nie umiał do końca wytłumaczyć, dlaczego mieszkańcy pobliskich powiatów ani nie otrzymali powiadomienia RCB o zagrożeniu, ani o jego zakończeniu. Co ciekawe w jego opinii wszystko działo się bardzo szybko, z czym nie mógł się zgodzić sam prowadzący rozmowę Roch Kowalski.
To co wydarzyło się dziś w @PR24_pl jest kwintesencją skrajnej niekompetencji rządu @donaldtusk.
— Michał Dworczyk (@michaldworczyk) August 3, 2026
Załączam cały, bez cięć wywiad z wiceministrem @CYFRA_GOV_PL bo bardzo możliwe, że ten materiał zniknie z sieci. Nawet redaktor Roch Kowalski był zniesmaczony i musiał podać pomocną… pic.twitter.com/5d4thjIFYt
-Sianie paniki nie jest też, czymś takim, niepotrzebnym przez naszych obywateli, jeżeli to niebezpieczeństwo miałoby faktycznie zagrażać życiu i zdrowiu obywateli - mówił wyraźnie zagubiony wiceminister.
Polityk twierdził przy tym, że przelot rosyjskiej rakiety od samego początku do końca był kontrolowany, jednak i z tym nie zgodził się prowadzący rozmowę. Dziennikarz przypomniał o fakcie, że pilot myśliwca śledzącego rosyjską konstrukcję nie zdecydował się na jej zestrzelenie tylko dlatego, że rakieta spadła zanim zdążył ją zobaczyć. Dopytał go również o przyczyny, dla których alert RCB nie zadziałał prawidłowo oraz jaką diagnozę wyciągnął rząd po błędach, które powstały przy informowaniu obywateli.
-Państwo zadziałało - stwierdził jedynie poddenerwowany Rosiński.
Jak przebiegała cała akcja informacyjna?
Z przedstawionej przez wojewodę chronologii wynika, że pierwsza informacja o konieczności prowadzenia nasłuchu trafiła do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego o godz. 3:09. O godz. 3:39 pojawiło się potwierdzenie realnego zagrożenia z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, a sześć minut później do 17 powiatów wysłano polecenie uruchomienia syren. Alarm został jednak skutecznie włączony jedynie tylko w siedmiu z nich.
Dopiero po około dwóch godzinach o przesłaniu komunikatu RCB zdecydowało się przesłać informację o zakończeniu zagrożenia. Stało się to ok. godziny 5:34 nad ranem.
Źr.wPolsce24 za Wirtualna Polska











