Skandal w Sejmie. Największy opozycyjny klub wciąż bez wicemarszałka
Sejmowa arytmetyka i cyniczny manewr koalicji
Podczas 65. posiedzenia Sejmu doszło do kluczowego głosowania nad obsadą wakującego od początku kadencji fotela wicemarszałka izby. W szranki stanęli poseł Marcin Ociepa – oficjalny kandydat klubu Prawa i Sprawiedliwości – oraz Marcin Horała, reprezentujący wyodrębniony klub Rozwój Plus.
Zamiast kompromisowego rozwiązania i elementarnej parlamentarnej przyzwoitości, opinia publiczna była świadkiem precyzyjnie wyreżyserowanego manewru rządzącej większości. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, działając w ścisłym porozumieniu z Donaldem Tuskiem, zablokował procedowanie uchwały o poszerzeniu składu Prezydium Sejmu.
Gdyby poddano pod głosowanie wniosek o powiększenie prezydium do siedmiu członków, w izbie mogło znaleźć się miejsce dla dwóch reprezentantów środowisk prawicowych i konserwatywnych, co odzwierciedlałoby rzeczywistą strukturę polskiego parlamentu. Taki scenariusz był jednak nie na rękę rządzącym. Koalicja 13 grudnia wolała postawić opozycję pod ścianą i doprowadzić do bezpośredniego starcia dwóch prawicowych kandydatów.
Rozłam i nielojalność obozu Morawieckiego
W tej politycznej pułapce kluczową rolę odegrała postawa środowiska Rozwoju Plus. Zamiast solidarności z największym klubem opozycyjnym i twardego domagania się konstytucyjnych praw dla całego obozu prawicy, frakcja byłego premiera Mateusza Morawieckiego postanowiła zagrać na siebie.
Jeszcze przed głosowaniem ze strony polityków Rozwoju Plus płynęły sygnały o rzekomej woli współpracy i możliwości poparcia Marcina Ociepy, jeśli prezydium nie zostanie rozszerzone. W sali plenarnej te deklaracje okazały się jednak bez pokrycia. Ambicje partykularne wzięły górę nad jednością: kandydatura Horały została podtrzymana do samego końca, rozbijając głosy prawicy i otwierając Donaldowi Tuskowi drogę do upokorzenia Prawa i Sprawiedliwości.
Horała wybrany głosami Koalicji Obywatelskiej
Najbardziej uderzający jest jednak sam układ głosów w decydującym starciu. Marcin Horała nie zdobyłby większości bez zorganizowanego i zdyscyplinowanego poparcia ze strony… Koalicji Obywatelskiej.
To właśnie posłowie Tuska w decydującym momencie gremialnie zagłosowali za kandydaturą polityka Rozwoju Plus, jednocześnie blokując Marcina Ociepę. Rządzący zrealizowali swój plan: zamiast silnego, zjednoczonego głosu opozycji w Prezydium Sejmu, zainstalowano kandydata, który swój fotel zawdzięcza wyłącznie woli i głosom koalicji rządzącej.
Podsumowanie: Smutny dzień dla prawicy
Wybór Marcina Horały przy pomocy parlamentarzystów KO to bolesna lekcja dla całej polskiej sceny konserwatywnej. Koalicja Tuska po raz kolejny udowodniła, że potrafi bezwzględnie wykorzystywać pęknięcia po prawej stronie, a politycy dawnego zaplecza Mateusza Morawieckiego pokazali, że dla jednego fotela w prezydium są gotowi przyjąć poparcie od politycznych oponentów niszczących instytucje państwa.
źr. wPolsce24









