Ukraińcy boją się polskich serów. Jak oni sprzedają do nas, to dobrze, a jak my do nich, to źle

Polskie sery i rolnicy pod presją
Związek Przedsiębiorstw Mleczarskich Ukrainy informuje w alarmistycznym tonie, że udział importowanych serów na rynku ukraińskim wzrósł z 38% do aż 45% w 2025 roku i nadal rośnie. Oznacza to, że ukraińskie przetwórstwo coraz chętniej wykorzystuje tańsze produkty z Polski i z innych krajów UE – co dla miejscowych producentów stanowi ogromną presję konkurencyjną. Ukraińcy powoli zaczynają dostrzegać problem, którego nie widzieli, gdy wysyłali swoje produkty spożywcze i rolne do Polski.
A przecież polscy mleczarze i rolnicy od dawna sygnalizują, że otwarcie rynku i liberalne zasady handlu w ramach UE powodują napływ produktów, które podcinają lokalną produkcję. Tani import odbiera naszym producentom klientów, zmusza ich do obniżania cen i zagraża utrzymaniu wielu gospodarstw mleczarskich i serowarskich, stąd poszukiwanie rynków zbytu za granicą.
Polska – eksporter, ale i obrońca rynku
Trzeba przypomnieć, że Polska nie jest krajem uzależnionym od importu żywności – wręcz przeciwnie. W 2023 roku wartość eksportu polskich produktów rolno-spożywczych przekroczyła 51 mld euro, przy czym znaczący udział w tej wartości mają produkty mleczarskie.
Polska żywność cieszy się uznaniem w wielu krajach UE i poza nią, a produkty takie jak mięso, pieczywo czy właśnie sery są eksportowane do licznych odbiorców.
Chociaż eksport do Ukrainy wciąż się rozwija (wartość przekracza 1 mld euro), zauważalna jest asymetria w handlu – to Ukraina eksportuje znaczne ilości produktów do Polski, które mogą osłabiać naszą produkcję rolną.
Problemy jakości i bezpieczeństwa żywności
To nie wszystko. Jak informował portal money.pl, kontrole jakości wykazują, że importowane z Ukrainy partie produktów rolno-spożywczych często nie spełniają wymogów – wiele z nich zawierało szkodniki, pleśń lub było nieprawidłowo oznakowane, co skutkowało zakazem wprowadzenia ich do obrotu na terenie Polski.
Dla polskich konsumentów i producentów to sygnał, że kwestia importu zza wschodniej granicy to nie tylko walka konkurencyjna, ale także wyzwanie w zakresie bezpieczeństwa żywnościowego i jakości produktów dostępnych w sklepach.
Rolnicy biją na alarm
Protesty polskich rolników w ostatnich latach pokazały, jak poważne są obawy społeczności branżowej. Blokady granic, blokady dróg, a nawet akcje rolników, którzy wysypywali zboże na jezdnie – wszystko to świadczy o skali niezadowolenia związanej z polityką handlową UE i dopuszczaniem tanich ukraińskich produktów na rynek UE, często kosztem rodzimych gospodarstw i przetwórców.
Czy rząd naprawdę stoi po stronie polskich producentów?
Choć rząd i ministerstwo rolnictwa deklarują dialog z partnerami ukraińskimi oraz chęć rozwiązania spornych kwestii, wiele środowisk rolniczych ocenia te działania jako niewystarczające. Negocjacje i rozmowy, choć ważne, muszą iść w parze z ochroną interesów polskich producentów przed zalewem taniego importu, który dziś niszczy lokalne rynki.
Podsumowanie
Spór o sery i inne produkty rolno-spożywcze między Polską a Ukrainą to o wiele więcej niż kwestia bilateralna – to poważne wyzwanie dla polskiego sektora rolno-spożywczego, który zasługuje na realne wsparcie i ochronę rynku.
Należy pamiętać, że polski rolnik pracuje na jakość, bezpieczeństwo i tradycję, a nadmierny napływ tańszych produktów zza wschodniej granicy może to wszystko podważać.
Polska powinna konsekwentnie bronić swoich interesów, a nie stawać się bezwolnym rynkiem docelowym dla importu, który okazuje się korzystny jedynie dla stron trzecich, a nie dla rodzimych producentów mleka i sera. Stąd rozumiejąc ukraińskie obawy, pamiętać jednak powinniśmy przede wszystkim o naszych wytwórcach.
źr. wPolsce24 za money.pl, portalspozywczy.pl











