„To będzie katastrofa”. Ukraina rozszerza żądania, polscy rolnicy drżą o swoją przyszłość

Rozmowy handlowe początkowo koncentrowały się na pszenicy, jednak strona ukraińska zdecydowała się na znaczne rozszerzenie swoich oczekiwań. Kijów domaga się zwiększenia dostępu do unijnego rynku dla takich produktów jak cukier, sok jabłkowy, bioetanol i etanol.
Warto przypomnieć, że Komisja Europejska już wcześniej odrzuciła wniosek o zwiększenie limitów eksportowych na samą pszenicę. Równolegle Ukraina dąży do podwojenia tranzytu swoich towarów rolnych przez terytorium Polski – z 300 tysięcy do aż 600 tysięcy ton miesięcznie.
Polscy rolnicy pełni obaw. „Plony są już o 30-40 proc. mniejsze”
Perspektywa napływu tańszych produktów ze Wschodu wywołuje niepokój w polskim sektorze rolniczym. Ryszard Borys, prezes Dolnośląskiej Izby Rolniczej, zwraca uwagę na fatalną sytuację wyjściową polskich gospodarstw. Przez anomalie pogodowe tegoroczne plony wielu rolników są mniejsze o około 30–40 proc. Kolejny spadek cen skupu wywołany niekontrolowanym napływem towarów mógłby okazać się dla nich gwoździem do trumny.
- Boimy się, że napływ tego zboża jeszcze obniży ceny. To będzie dla naszych rolników katastrofalna sytuacja – alarmuje Ryszard Borys.
„Jasne weto” kontra szczelny tranzyt
Wokół problemu narasta gorąca dyskusja polityczna, w której ścierają się różne wizje ochrony polskiego rynku. Michał Kołodziejczak, poseł i założyciel Agrounii, uważa, że Polska powinna kategorycznie zablokować plany Ukrainy. Wskazuje on, że polska debata zbyt mocno skupia się na innych tematach (np. umowie Mercosur), podczas gdy to właśnie ukraińskie rolnictwo stanowi realne i gigantyczne wyzwanie dla unijnego rynku.
Z kolei Stefan Krajewski, minister rolnictwa, podkreśla, że kluczowe jest niedopuszczenie do sytuacji, w której ukraińskie towary trafiające do Polski w ramach tranzytu zostaną w kraju. Dodaje, że tranzyt musi odbywać się pod ścisłym nadzorem Krajowej Administracji Skarbowej.
Były minister rolnictwa, Jacek Janiszewski, proponuje, aby Polska walczyła jakością. Jego zdaniem żywność niespełniająca wyśrubowanych norm unijnych powinna być natychmiast cofana na granicy, co wymagałoby jednak znacznego wzmocnienia służb weterynaryjnych i fitosanitarnych.
Co ciekawe, eksperci i przedstawiciele izb rolniczych ostrzegają przed całkowitym zamknięciem granic. Taki krok mógłby wywołać odwetowe ograniczenia ze strony innych państw, co uderzyłoby bezpośrednio w polski eksport rolno-spożywczy, którego wartość w 2025 roku osiągnęła rekordowy poziom 58,4 mld euro.
Ukraińska konkurencja rośnie w siłę i zmienia taktykę
Ukraina nie ogranicza się już wyłącznie do eksportu surowców. Choć Kijów nakłada 10-procentowe cło na wywóz rzepaku, soi i słonecznika, chroniąc własne przetwórstwo, to tamtejsza branża dynamicznie przestawia się na sprzedaż produktów przetworzonych.
Wskazują na to twarde dane rynkowe z lat 2025–2026, ponieważ właśnie w tym sezonie ukraiński eksport rzepaku spadł o blisko 39 proc. (do najniższego od 9 lat poziomu 1,9 mln ton). Jednocześnie w okresie od 1 lipca do 23 sierpnia 2026 roku do Unii Europejskiej trafiło ponad 24 tysiące ton ukraińskiego oleju rzepakowego, co stanowiło aż 55,7 proc. całego unijnego importu tego produktu w tym czasie.Nasi wschodni sąsiedzi rozwijają także nowoczesny eksport biometanu do Niemiec, posiadając już 7 działających biometanowni.
źr. wPolsce24 za biznes.interia.pl











