Pouczali całą Europę, teraz robią wyjątek dla siebie. Niemcy wpompują miliardy w gaz, zapłaci UE

Farsa za miliardy euro
Zgodnie z najnowszymi doniesieniami niemieckiej prasy, Bruksela ugięła się pod żądaniami rządu w Berlinie i zaakceptowała wart miliardy pakiet subsydiów na budowę nowych mocy opartych na błękitnym paliwie. Niemiecka strategia zakłada stworzenie gigantycznych rezerw sterowalnych elektrowni gazowych, które mają wejść do systemu w ramach tzw. mechanizmu mocowego.
Powód? Banalny i od lat przewidywany przez każdego trzeźwo myślącego eksperta: wiatraki i panele słoneczne nie działają, gdy nie wieje wiatr i nie świeci słońce. Niemcy, zamykając w amoku ideologicznym swoje w pełni sprawne, bezpieczne i bezemisyjne elektrownie atomowe, doprowadzili własny system energetyczny na skraj zapaści. Zamiast jednak przyznać się do strategicznej katastrofy i błędu stulecia, Berlin postanowił przepchnąć w Brukseli wyjątek dla samego siebie: miliardowe dopłaty państwowe do paliw kopalnych.
Moralizatorstwo dla maluczkich, forsa dla Berlina
To podręcznikowy przykład unijnej podwójnej moralności. Kiedy kraje Europy Środkowo-Wschodniej walczą o utrzymanie konkurencyjności przemysłu i domagają się sprawiedliwego okresu przejściowego dla swoich źródeł energii, z Brukseli słychać wyłącznie groźby, sankcje i zarzuty o „sabotowanie celów klimatycznych”. Gdy jednak Niemcy uświadamiają sobie, że ich „Energiewende” grozi blackoutem i ucieczką przemysłu za ocean i do Azji, unijne reguły dotyczące zakazu pomocy publicznej i redukcji paliw kopalnych nagle stają się niezwykle elastyczne.
W oficjalnej propagandzie elektrownie te nazywa się oczywiście „gotowymi na wodór” (H2-ready). Każdy inżynier wie jednak doskonale, że to listek figowy. Przez najbliższe dekady turbiny te będą spalać klasyczny, kopalny gaz ziemny. Niemcy chcą po prostu zabezpieczyć swój przemysł kosztem reguł, które sami stworzyli, by zdusić konkurencję innych państw w regionie.
Ostateczny upadek mitu „zielonej transformacji”
Decyzja Brukseli to ostateczny dowód na to, czym w rzeczywistości jest unijna polityka klimatyczna. To nie bezinteresowna troska o temperaturę globu, lecz bezwzględna gra interesów gospodarczych, w której zielone hasła służą jako bicz na mniejszych i mniej zamożnych.
Plan był prosty: zmusić Europę do rezygnacji z węgla, uzależnić od importu technologii OZE, a stabilność oprzeć na gazie, którym Niemcy mieli handlować jako europejski hub. Choć geopolityczne realia zburzyły dawne kalkulacje, niemiecka arogancja pozostała niezmienna. Dla Polaków i reszty Europejczyków przewidziano drogi prąd, podatek ETS i zakazy kotłów gazowych w domach – dla niemieckich koncernów przygotowano miliardowe dotacje na nowe bloki gazowe.
Pora, by w Warszawie wreszcie wyciągnięto z tego wnioski. Zielony Ład w obecnym wydaniu to ideologiczna utopia dla mas i narzędzie dominacji gospodarczej dla najsilniejszych. Gdy w grę wchodzi niemiecki interes narodowy, wszelkie „ekologiczne dogmaty” lądują w koszu na śmieci. Czas, aby Polska zaczęła prowadzić równie asertywną politykę – bez oglądania się na berlińskie kazania.
źr. wPolsce24 za sueddeutsche.de











