Gospodarka

To może być koniec polskiej cukierniczej legendy

opublikowano:
Liczne batoniki na taśmie produkcyjnej
Liczne batoniki na taśmie produkcyjnej (fot. shutterstock)
Czy to początek końca kolejnej ikony polskiego przemysłu spożywczego, czy jedynie rynkowe przetasowanie? Informacja o planowanym przejęciu znanego polskiego producenta słodyczy zelektryzowała opinię publiczną. Gdy sprawa zaczęła budzić uzasadniony niepokój o losy rodzimego kapitału, do tablicy wywołany został rząd.

Urzędnicy Donalda Tuska natychmiast ruszyli z uspokajającym przekazem. Problem w tym, że w historii III RP żadne zapewnienia władzy nie brzmiały tak groźnie, jak te, że „wszystko jest pod kontrolą”.

Sektor rolno-spożywczy, a w szczególności rynek cukierniczy, to od lat jedna z nielicznych, prawdziwych pereł w koronie polskiej gospodarki. Marki produkujące polskie słodycze – budowane dekadami, często na fundamencie tradycyjnych, przedwojennych marek – z powodzeniem konkurują z globalnymi gigantami. Niestety, w realiach współczesnego, drapieżnego kapitalizmu, polskie firmy coraz częściej stają się celem zagranicznego kapitału, który chętnie pożarłby konkurencję, przejmując udziały w rynku.

Tym sposobem w rękach zagranicznego kapitału znalazły się między innymi takie legendy jak Wedel, Wawel, Odra czy Olza, a cześć zniknęła z rynku nie dając rady wielkim koncernom. 

Dlatego doniesienia o potencjalnym przejęciu polskiego producenta Pszczółki, firmy która wchodzi w skład Krajowej Grupy Spożywczej, będącej pod kontrolą Skarbu Państwa, a która za rządów poprzedniego rządu odnosiła spore sukcesy finansowe, wywołały lawinę pytań o suwerenność gospodarczą kraju.

Perspektywa, w której polskie zakłady trafiają w obce ręce, a z czasem zostają zmarginalizowane do roli tanich podwykonawców, to dla naszej gospodarki czarny scenariusz. Choć pesymiści już wieszczą koniec i załamanie, eksperci tonują nastroje: w świecie biznesu fuzje i przejęcia to chleb powszedni, a odpowiednia struktura transakcji teoretycznie może otworzyć nowe rynki zbytu. To może być koniec polskości tej marki, ale wcale nie musi – wszystko zależy od determinacji i postawy państwa. 

O to, jakie kroki zamierza podjąć Ministerstwo Aktywów Państwowych postanowił zapytać poseł PiS Michał Moskal.

Urzędniczy „optymizm” kontra brutalna rzeczywistość

I w tym kluczowym momencie na scenę wkracza obecna władza. Gdy za sprawą interwencji posła Moskala, w mediach zaczęły pojawiać się pytania o przyszłość "Pszczółki" , przedstawiciele rządu pospiesznie zabrali głos, zapewniając o monitorowaniu sytuacji i ochronie „polskiego interesu narodowego”. Słyszymy okrągłe słówka o „dialogu”, „stabilności zatrudnienia” i „bezpieczeństwie ekonomicznym” i zapewniania, że firma nie jest na sprzedaż. Problem w tym, że władze nie mają też pomysłu na dalszy rozwój przedsiębiorstwa. 

Nie mają pomysłu, ponieważ ogromny bałagan, do którego doprowadzili w Spółkach Skarbu Państwa, walcząc z menadżerami w zatrudnionymi przez PiS: straszenie więzieniem, prokuraturą, konsekwencjami za często trudne decyzje, spowodował, że dziś żaden menadżer nie chce podjąć decyzji, bo boi się odpowiedzialności. Zarządza, dryfując, byle do przodu, nie myśląc o rozwoju czy inwestycjach. A to prowadzi do stagnacji. Widzimy to na przykładzie naszych narodowych czempionów, takich jak Orlen, KGHM, czy bliska mojemu sercu Bogdanka, ale widzimy i w innych, nie tak "medialnych" przedsiębiorstwach, nad którymi pieczę sprawuje Skarb Państwa" - mówi w rozmowie z portalem wPolsce24 poseł Michał Moskal i dodaje, że choć nie wierzy w zapewnienia rządzących, że sytuacja jest pod kontrolą, to już sam fakt, że zrobiło się o niej głośno, pozwala żywić nadzieję, że nie zostaniemy postawieni przed faktem dokonanym i firma pozostanie w polskich rękach.

Trudno się dziwić sceptycyzmowi parlamentarzysty, ponieważ fundamentalna zasada ograniczonego zaufania wobec tej ekipy każe postawić sprawę jasno: rządowi Donalda Tuska w kwestiach gospodarczych po prostu nie wolno wierzyć. Dlaczego? Ponieważ pamięć historyczna Polaków nie jest tak krótka, jak chcieliby tego eksperci z Koalicji Obywatelskiej. To za rządów tej formacji w latach poprzednich polski przemysł był systematycznie wyprzedawany pod płaszczykiem „modernizacji” i „praw rynku”. Dla liberałów z Brukseli i Warszawy narodowość kapitału rzekomo nie ma znaczenia – co wielokrotnie udowadniali, bezradnie rozkładając ręce, gdy kluczowe gałęzie naszej gospodarki trafiały w ręce kapitału niemieckiego czy francuskiego.

Przypomnijmy choćby próbę sprzedaży LOT-u.

Co więcej, obecny gabinet wielokrotnie udowodnił, że jego deklaracje i faktyczne działania to dwa zupełnie różne światy. Piękne hasełka o wspieraniu przedsiębiorczości bledną w zderzeniu z drastycznym wzrostem kosztów energii, unijnym obłędem klimatycznym (Zielony Ład), który dobija polskie przetwórstwo, oraz biernością wobec zagranicznych sieci handlowych dyskryminujących rodzimych dostawców.

Gra pozorów

Uspokajające komunikaty rządowe w sprawie producenta słodyczy mogą być jedynie zasłoną dymną. Władza, przerażona spadkiem w sondażach i rosnącym niezadowoleniem społecznym, próbuje sprawiać wrażenie, że trzyma rękę na pulsie. W rzeczywistości – co pokazała historia wielu innych polskich przedsiębiorstw – kiedy gasną światła jupiterów, urzędnicy zgadzają się na dyktat silniejszych graczy międzynarodowych.

Czy to definitywny koniec polskiego producenta? Jeszcze nie. Polska branża cukiernicza jest silna i ma potencjał, by walczyć o swoje. Jednak bez twardej, podmiotowej polityki gospodarczej rządu, bez realnego wetowania niekorzystnych umów i bez wsparcia dla obrony polskiej własności, staniemy się bezbronni.

Dziś, zamiast ślepo wierzyć w zapewnienia płynące z ministerialnych gabinetów, musimy patrzeć władzy na ręce. Każda decyzja, każdy podpis pod dokumentami dotyczącymi tej, ale też innych państwowych spółek, musi być publicznie prześwietlony. Jeśli pozwolimy rządzącym na usypianie naszej czujności opowieściami o „bezpiecznym przejęciu”, obudzimy się w rzeczywistości, w której kolejne polskie logotypy będą już tylko wspomnieniem na zagranicznych opakowaniach. Wolny rynek – tak, ale nigdy kosztem polskich interesów i polskiej własności. Na to zgody być nie może..

źr. wPolsce24 

Gospodarka

Sukces, który przerósł polską kolej. PKP ratuje się „niemieckim szrotem”

opublikowano:
Peron na dworcu w Warszawie
PKP sięga po niemieckie wagony. (fot. Fratria)
Polskie koleje przeżywają boom frekwencyjny, jednak ten sukces ma wyjątkowo gorzki posmak. Pasażerowie masowo wybierają pociągi, ale państwowy przewoźnik nie jest w stanie obsłużyć rosnącego popytu nowym taborem. Aby uniknąć paraliżu tras i drastycznego braku miejsc, PKP Intercity ratuje się zakupem używanych wagonów wycofywanych z Niemiec, które krytycy nazywają wprost „niemieckim szrotem”.
Gospodarka

Niemiecki gigant tnie kolejne etaty w Polsce - nawet 250 osób straci pracę

opublikowano:
sklep sieci macro
Fala zwolnień u niemieckiego giganta! Makro tnie kolejne etaty w Polsce, zagrożonych 250 pracowników (fot. mediamakro.pl)
Niemiecki gigant handlu hurtowego Makro Cash & Carry szykuje kolejną falę redukcji zatrudnienia w Polsce. Z informacji przekazanych przez zakładową „Solidarność” wynika, że do likwidacji może pójść nawet 250 stanowisk w halach oraz w Centrum Wsparcia Biznesu. To kolejna odsłona drastycznych cięć po tym, jak w minionym roku sieć zamknęła cztery wielkie hurtownie i zwolniła około 400 pracowników.
Gospodarka

Dziura w gminnej drodze kosztowała fortunę. McLaren rozbity, samorząd dopłacał z budżetu!

opublikowano:
McLaren 570 GT
Kosztowna dziura w jezdni. Samorząd nie przewidział takiego rachunku za uszkodzonego McLarena (fot. commons.wikimedia.org)
Niewielka prędkość, głęboka wyrwa w gminnym asfalcie i rachunek sięgający niemal pół miliona złotych. Jedna z polskich gmin boleśnie przekonała się, czym kończy się oszczędzanie na sumie gwarancyjnej ubezpieczenia drogowego. Po zniszczeniu luksusowego McLarena polisa samorządu okazała się za mała, a resztę gigantycznego odszkodowania urzędnicy musieli wyłożyć z kieszeni podatników.
Gospodarka

Górnicy z „Silesii” wykiwani i wyrzuceni na bruk. Tak w praktyce wygląda państwo Donalda Tuska!

opublikowano:
Kopalnia SIlesia
Kopalnia SIlesia (fot. wPolsce24)
Puste obietnice, uśmiechy przed kamerami, a w tle brutalna rzeczywistość – likwidacja miejsc pracy, brak wypłat i zastraszanie pracowników. Gdy górnicy z kopalni PG Silesia w Czechowicach-Dziedzicach zjechali pod ziemię, by walczyć o swój byt, władza i zarząd zrobili wszystko, byle tylko spacyfikować nastroje. Podpisano „porozumienie”, kazano wyjechać na powierzchnię i… natychmiast zapomniano o obietnicach. Dziś ludzie zostali na lodzie.
Gospodarka

Bruksela przejmuje nadzór nad giełdą. W tle walka o suwerenność i uderzenie w NBP

opublikowano:
Oddawanie kompetencji Brukseli i polowanie na Glapińskiego. Dwa fronty walki o niezależność gospodarczą Polski
Wzmocnienie unijnego nadzoru kosztem państw narodowych. Opozycja uderza w ministra Domańskiego (fot. PAP/Radek Pietruszka)
Ministrowie finansów państw Unii Europejskiej porozumieli się w sprawie wdrożenia nowych regulacji, które znacząco wzmocnią centralny unijny nadzór nad rynkiem finansowym. Zgodnie z ustaleniami kluczowe uprawnienia ma przejąć Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) z siedzibą w Paryżu. Krytycy projektu zwracają uwagę na nierówne traktowanie poszczególnych rynków, wskazując, że nowe unijne regulacje obejmą niemal wszystkie giełdy, z wyjątkiem giełdy we Frankfurcie.
Gospodarka

Obrona przed ekspansją Pekinu. Twarde ograniczenia na hybrydy już od grudnia

opublikowano:
gabryka samochodów byd/ barteii w chinach
Koniec zalewu Europy tanimi autami z Chin. Unia wprowadza roczny kontyngent i blokadę portów (fot. www.byd.com)
Komisja Europejska potwierdziła zawarcie przełomowego, czteroletniego porozumienia z Pekinem, które drastycznie ograniczy napływ samochodów hybrydowych z Chin na unijny rynek. Zgodnie z ustaleniami, od grudnia obowiązywać będzie roczny limit importowy na poziomie 350 tysięcy pojazdów. Bruksela zakłada, że krok ten pozwoli zredukować obecny udział Chin w tym segmencie o połowę, zatrzymując gwałtowną ekspansję azjatyckich producentów.