Rząd rozhuśtał rynek e-papierosów. Luka akcyzowa może trwać do 2027 roku

Rząd naciska na wąski projekt, szeroki odkłada na później
Ministerstwo Finansów proceduje projekt, który dotyczy tylko niewielkiej części rynku e-papierosów. Rozwiązanie obejmuje jedynie e-papierosy indukcyjne, czyli około 1 proc. całego rynku, podczas gdy równolegle przygotowany projekt mógłby objąć wszystkie rodzaje wkładów i zbiorników do e-papierosów.
Problem w tym, że ten szerszy projekt został odłożony ad acta, a według zapowiedzi resortu ma wrócić dopiero w II kwartale roku. Taki układ oznacza, że zamiast jednego, spójnego systemu pojawiają się dwa oddzielne tryby procedowania.
Jeden ma wejść szybko, z bardzo krótkim vacatio legis, a drugi – choć bardziej kompletny – czeka w kolejce. W praktyce może to utrwalić obecne luki w akcyzie i dać przewagę tym podmiotom, które już dziś potrafią obchodzić przepisy.
Luka, którą rynek już wykorzystuje
Sytuacja na rynku e-papierosów jest poważna, bo aż około 58 proc. rynku funkcjonuje poza legalnym systemem sprzedaży i opodatkowania. Dominującą część szarej strefy - aż 87 proc. - stanowi zorganizowany, komercyjny obrót poza systemem.
To nie są pojedyncze nadużycia, ale na dobrze zorganizowana struktura, która omija kontrolę państwa.
Właśnie na tym tle widać ograniczenia obecnego podejścia rządu. Jeśli nowe regulacje obejmą tylko jedną kategorię produktów, rynek szybko przeniesie sprzedaż do innych konstrukcji i modeli, które pozostaną poza opodatkowaniem. To już się dzieje. Na rynku pojawiają się np. nowe e-papierosy z ceramiczną grzałką, które mogą nie podlegać opłacie przewidzianej dla wkładów w obecnym kształcie przepisów.
Krytyka z konsultacji publicznych
Procedowany przez rząd projekt wywołał bardzo szeroką krytykę podczas konsultacji.
Zgłoszono do niego ponad 700 uwag, a zastrzeżenia dotyczyły przede wszystkim wąskiego zakresu zmian, głównie nierównego traktowania przedsiębiorców oraz zbyt krótkiego vacatio legis. Rządowe Centrum Legislacji miało zwracać uwagę, że 14 dni to za mało, szczególnie przy zmianach podatkowych wpływających na prowadzenie działalności gospodarczej.
Krytyczne stanowiska zgłaszały także organizacje branżowe i eksperckie.
Pojawiały się zarzuty naruszenia zasad równości podatkowej, neutralności systemu fiskalnego i proporcjonalności działań państwa. W praktyce główny zarzut brzmiał prosto: państwo zamiast naprawić cały system, wprowadzi fragmentaryczną zmianę, która może premiować jednych graczy, a innych dodatkowo obciążać.
Budżet traci, a czas ucieka
Dodatkowo widać już, iż reformy akcyzowe z 2025 roku nie przyniosły zakładanych efektów. Zamiast prognozowanych około 37 mld zł wpływów z akcyzy od wyrobów tytoniowych, do budżetu trafiło około 32 mld zł, co oznacza lukę rzędu 5 mld zł.
To pokazuje, że same podwyżki podatkowe nie wystarczają, jeśli system da się łatwo obejść.
Jeśli resort finansów nie przyspieszy prac nad szeroką regulacją, luka może utrzymywać się długo, a realnym terminem zamknięcia dziury akcyzowej może być dopiero 2027 rok. Dla państwa oznacza to nie tylko straty fiskalne, ale też dalsze osłabianie legalnego rynku i utrwalenie przewagi szarej strefy.
Kto zyskuje?
Na chaosie legislacyjnym korzystają dziś duzi gracze rynkowi, którzy szybko dostosowują ofertę do obowiązujących luk. Pojawiły się już firmy, które wprowadzają na rynek nowe produkty, zaprojektowane tak, by omijać opłatę akcyzową w obecnym kształcie. To pokazuje, że nawet głośne zapowiedzi uszczelnienia rynku nie muszą przekładać się na realne działania.
Z punktu widzenia państwa problem jest szerszy niż sam spór o jeden projekt ustawy. To pytanie o skuteczność legislacji, równe traktowanie firm i zdolność fiskusa do reagowania na zmieniający się rynek. Na dziś odpowiedź nie wygląda optymistycznie.
źr. wPolsce24











