Polska sieć podbija zagraniczny rynek jako Froo. „Żabka” brzmiała zbyt groźnie

Decyzja o rebrandingu na potrzeby rumuńskiego rynku nie była kwestią estetyki, lecz koniecznością uniknięcia fatalnych skojarzeń. Jak wyjaśnia Kamil Całus, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, problemem jest fonetyka.
"Grabież" zamiast zakupów? Pułapka językowa
Polska nazwa „Żabka” brzmi niemal identycznie jak rumuńskie słowo japcă (wymawiane jako żapka z miękkim „a” na końcu). W języku rumuńskim oznacza ono: grabież, wymuszenie, odebranie czegoś siłą.
Żadna sieć handlowa nie chciałaby, aby jej marka kojarzyła się klientom z tak negatywnymi działaniami. Co ciekawe, słowo to ma rodowód słowiański – Rumuni zapożyczyli je z bułgarskiego, gdzie oznacza sidła lub pętlę.
Pomimo konieczności zmiany nazwy, Rumunia stała się naturalnym kierunkiem ekspansji dla polskiego giganta. Z populacją przekraczającą 19 mln mieszkańców jest to drugi co do wielkości rynek konsumencki w regionie, a profil tamtejszego konsumenta jest zbliżony do polskiego.
Nie tylko nazwa – co oferuje Froo?
Rumuńskie Froo, działające we współpracy z lokalnym dystrybutorem DRIM Daniel Distributie, różni się nieco od polskich Żabek. Placówki są zazwyczaj większe i oferują szeroki wybór produktów świeżych, mrożonych oraz dań gotowych. Dużą popularnością cieszą się mechanizmy lojalnościowe oraz oferta gastronomiczna: kawa i wypiekane na miejscu przekąski.
źr. wPolsce24 za portalspozywczy.pl











