Kolejny „prezent” od rządu. Po chaosie z kaucjami nadchodzi ROP. Polacy znów zapłacą za ideologiczne mrzonki Brukseli i uległość Tuska!

Jak donosi portal FXMAG, rządowe plany dotyczące polityki śmieciowej wkraczają w nową, niebezpieczną fazę. Tym razem urzędnicy wzięli na celownik producentów opakowań, forsując mechanizm Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta. Brzmi proekologicznie? Tylko w teorii. W praktyce to kolejny element ideologicznej układanki, którą Bruksela narzuca państwom członkowskim, a polski rząd posłusznie wdraża, nie patrząc na koszty społeczne.
Powtórka z rozrywki? System kaucyjny to był dopiero początek
Pamiętamy doskonale niedawne zapowiedzi dotyczące systemu kaucyjnego. Miał być porządek, czyste lasy i wygoda. Co dostaliśmy? Gigantyczne koszty wdrożenia, dezorientację handlowców i wzrost cen napojów, oraz kolejki do zbyt małej liczby butelkomatów. Eksperci cytowani przez FXMAG nie zostawiają na tych pomysłach suchej nitki: wiele osób z branży uważa, że taki system miał sens 20-30 lat temu, a dziś – przy dobrze działających instalacjach segregacji – jest po prostu niepotrzebnym mnożeniem kosztów.
Teraz rząd idzie o krok dalej. ROP ma zmusić firmy do płacenia za każde wprowadzone na rynek opakowanie. Kwoty? Astronomiczne. Mówi się o miliardach złotych, które mają rzekomo „załatać dziury” w budżetach gmin. Ale nie łudźmy się – producenci nie pokryją tych wydatków z własnej kieszeni. Każda złotówka doliczona do butelki mleka, kartonu soku czy opakowania twarogu zostanie ostatecznie wyciągnięta z portfela polskiego emeryta, pracownika czy studenta.
Gminy stracą, a my zapłacimy podwójnie
Największym absurdem nowej polityki jest fakt, że system kaucyjny paradoksalnie... uderza w samorządy. Dlaczego? Bo zabiera z gminnych strumieni odpadów najbardziej wartościowe surowce, jak puszki aluminiowe czy plastik PET, na których sprzedaży gminy dotychczas zarabiały.
Aby uniknąć gigantycznych podwyżek opłat za śmieci, które rozwścieczyłyby wyborców, rząd chce nałożyć na producentów nowy haracz (wspomniany ROP), z którego środki mają trafić do gmin. To klasyczne „przekładanie pieniędzy z lewej kieszeni do prawej”, przy czym po drodze sporą część pochłonie biurokracja i nowo tworzone systemy nadzoru. Efekt? Zapłacimy więcej w sklepie, a opłaty za śmieci wcale nie muszą spaść – w najlepszym wypadku „jedynie” przestaną rosnąć w tak zastraszającym tempie. Ale to tylko pozorne działanie, bo wiemy, jak to skończy się w praktyce - ceny produktów wzrosną, czyli zapłacimy my wszyscy.
Ideologia ponad logikę
Zamiast budować nowoczesną gospodarkę opartą na realnych możliwościach polskich firm, rządzący wolą ścigać się w dyscyplinie „kto bardziej dokręci śrubę w imię ekologii”. Jak zauważa FXMAG, mamy już w Polsce dobrze rozwiniętą infrastrukturę i systemy, które radziły sobie z odpadami. Wprowadzanie kolejnych nakładek, podatków i skomplikowanych mechanizmów kaucyjnych to dolewanie oliwy do ognia inflacji.
Czy Polacy są gotowi na kolejną falę drożyzny w imię unijnych dyrektyw? Tym bardziej, że nawet najbardziej progresywni Niemcy już dziś ubolewają nad skutkami ekologizmu, który zatryumfował nad zdrowym rozsądkiem. Czy znów usłyszymy, że „to dla naszego dobra”, gdy rachunek w markecie wzrośnie o kolejne kilkanaście procent? Jedno jest pewne: śmieciowa rewolucja rządu może przynieść nam jedynie bałagan, którego nie posprzątają żadne unijne dotacje.
źr. wPolsce24 za fxmag.pl











