Gospodarka

Pensja z Biedronki sprzed lat dziś nie starczyłaby na zakupy. Ale czy naprawdę teraz jest dużo lepiej?

opublikowano:
MK2_shb_2020_ll_DSC05558
Porównaliśmy, jak realnie wyglądały podwyżki w Biedronce na przestrzeni lat (fot. wPolsce24)
Aż trudno uwierzyć, ile kiedyś zarabiali pracownicy Biedronki. Dziś te pieniądze nie wystarczyłyby na życie. A co z obecnymi pensjami?

Jeszcze kilkanaście lat temu praca w Biedronce gwarantowała pensję wyraźnie powyżej minimalnego - wtedy naprawdę bardzo niskiego - wynagrodzenia. Dziś te same kwoty nie wystarczyłyby nawet na podstawowe zakupy. Porównanie wynagrodzeń z lat 2010–2026 z płacą minimalną i kosztami życia pokazuje, jak brutalnie inflacja zmieniła rynek pracy w handlu.

Pensje w Biedronce w 2010 roku. Solidna praca, realne pieniądze

Jak przypomina portal DlaHandlu.pl w 2010 roku nowo zatrudniony pracownik sklepu Biedronki zarabiał od 1730 do 1970 zł brutto. Przy płacy minimalnej wynoszącej 1317 zł brutto oznaczało to wynagrodzenie na poziomie 130–150 proc. ustawowego minimum. 

Koszty życia były oczywiście znacznie niższe niż dziś. Pensja z Biedronki nie była oczywiście luksusem, ale pozwalała w miarę normalnie funkcjonować.

Lata 2013–2016. Pensje rosną, ale przewaga topnieje

W kolejnych latach wynagrodzenia w sieci rosły, jednak coraz wolniej w stosunku do oczekiwań i kosztów życia. W 2013 roku stawki sięgnęły około 2000 zł brutto, a w 2016 roku 2250–2450 zł brutto. Jednocześnie płaca minimalna wzrosła do 1850 zł brutto.

Oznaczało to jedno: nominalnie pracownicy zarabiali więcej, ale realnie coraz trudniej było odczuć poprawę poziomu życia.

2020 rok. Płaca minimalna dogania tę w Biedronce, a inflacja dopiero się rozpędza

W 2020 roku pensje sprzedawców-kasjerów wzrosły do 2650–2950 zł brutto, a w największych miastach przekraczały 3500 zł brutto. Dalsze podwyżki wymuszał fakt, że płaca minimalna niemal zrównała się z tym poziomem. W tym samym czasie inflacja zaczęła przyspieszać, choć jej skutki były jeszcze słabo odczuwalne.

2022 rok. Podwyżki wymuszone inflacją

Gwałtowny wzrost cen w latach 2021–2022, spowodowany pandemią i napaścią Rosji na Ukrainę, zmusił Biedronkę do największych podwyżek w historii. Wynagrodzenia wzrosły do 3460–4050 zł brutto, a sieć przeznaczyła na ten cel setki milionów złotych.

Nominalnie wyglądało to imponująco, ale przy inflacji przekraczającej 14 proc. realna wartość tych pensji szybko topniała. Coraz więcej pracowników zauważało, że mimo wyższych wypłat stać ich na coraz mniej.

2026 rok. Rekordowe stawki, stare problemy

Dziś wynagrodzenia w Biedronce są nominalnie najwyższe w historii. Początkujący sprzedawca-kasjer zarabia 5300–5650 zł brutto, a po doliczeniu premii nawet ponad 6000 zł brutto. Jednocześnie płaca minimalna zbliżyła się do 4600 zł brutto.

Relacja pensji do minimum znów przypomina tę sprzed kilkunastu lat – około 115–130 proc. Różnica polega na kosztach życia. Ceny żywności, energii i mieszkań sprawiają, że dzisiejsza pensja daje zbliżony poziom bezpieczeństwa finansowego do tego z 2010 roku. 

Co pokazuje przykład Biedronki?

Historia wynagrodzeń w największej sieci handlowej w Polsce nie jest więc opowieścią o pensjach jako takich, lecz o tym, jak szybko inflacja zmienia znaczenie pieniędzy. Nominalne kwoty rosły, często skokowo, ale realna wartość wynagrodzeń była w dużej mierze konsumowana przez rosnące ceny i koszty życia.

Pensje w Biedronce od 2010 do 2026 roku wzrosły kilkukrotnie w ujęciu nominalnym, jednak po przeliczeniu na dzisiejsze ceny ich siła nabywcza okazała się zaskakująco stabilna. Dzisiejsze rekordowe stawki w relacji do płacy minimalnej i realnych wydatków dają poziom bezpieczeństwa finansowego zbliżony do tego sprzed kilkunastu lat. To pokazuje nie tyle „wzrost płac”, ile skalę zmian, jakie w Polsce przeszły koszty życia i wartość pieniądza.

źr. wPolsce24 za DlaHandlu.pl

 

Gospodarka

Gdzie można oddawać plastikowe butelki? System kaucyjny w Polsce

opublikowano:
screenshot-www_youtube_com-2024_10_11-09_22_39
Grzegorz Szafraniec, redaktor Gazety Bankowej i portalu wGospodarce.pl, tłumaczy, jak będzie działał system kaucyjny w Polsce.
Gospodarka

Tysiące Polaków zapłacą większe podatki. Podwyżki sprytnie ukryto

opublikowano:
supermarket-5202138_1280
Inflacja zjada nasze pensje, a Tusk w podatkach zabierze ich podwyżki?
Miało być podniesienie kwoty wolnej od podatków do 60 tys. złotych, będzie podniesienie samych podatków. Chodzi o tzw. ukrytą podwyżkę podatku dochodowego PIT.
Gospodarka

Drastyczny wzrost cen żywności. Podwyżki drenują nasze kieszenie

opublikowano:
2410-25 - graf2
Wzrastają ceny w sklepach (fot. PiS)
Miało być taniej, jest jeszcze drożej. Choć Donald Tusk obiecywał, że wraz z dojściem do władzy powstrzyma wzrost cen jedzenia, na skutek jego decyzji, takich jak zniesienie "zerowego" VAT-u na żywność, ceny podstawowych produktów drastycznie rosną. PiS opublikował specjalny spot, który uderza w rząd
Gospodarka

"Dziura Tuska pustoszy budżet Polski". To odbije się na finansach nas wszystkich

opublikowano:
mid-24a30064
Przewodniczący KP PiS Mariusz Błaszczak oraz posłowie PiS Mateusz Morawiecki, Zbigniew Kuźmiuk i Małgorzata Golińska podczas konferencji prasowej o dziurze budżetowej (fot. PAP/Albert Zawada)
Mamy do czynienia z największym deficytem budżetowym w historii Polski. Rząd wydaje rekordowe kwoty, jednocześnie tnąc pieniądze na służbę zdrowia, czy strategiczne inwestycje. Wystarczyło kilka miesięcy rządów tej ekipy, by sytuacja państwa drastycznie się pogorszyła.
Gospodarka

Gdzie są pieniądze z naszych podatków? KAS odbierane są narzędzia do ścigania podatkowych oszustów

opublikowano:
mid-24b07006
Gdzie są nasze pieniądze z podatków panie premierze? (fot. PAP/Leszek Szymański)
"Pieniędzy nie ma i nie będzie" - te słowa Jacka Vincenta Rostowskiego, ministra finansów w drugim rządzie Donalda Tuska, na dobre przylgnęły do polityki obecnego premiera. Niestety, kolejna kadencja Platformy Obywatelskiej to znowu okres zapaści finansów publicznych. Gdzie podziały się pieniądze z naszych podatków? Pytał w Sejmie poseł PiS Zbigniew Bogucki. Jest mniejszy nacisk na walkę z przestępczością - odpowiada urzędniczka z Krajowej Administracji Skarbowej.
Gospodarka

Daniel Obajtek, były prezes Grupy Orlen, skomentował wyniki finansowe koncernu. Padły słowa o "zaorywaniu"

opublikowano:
AWIK_Obajtek_30012024_34 (1)
Daniel Obajtek przygląda się ze smutkiem jak firma, którą rozwijał jest dziś zwijana (fot. Fratria/Andrzej Wiktor)
Były prezes Grupy Orlen, a obecnie europoseł Daniel Obajtek skomentował wyniki finansowe jakie koncern opublikował w środę wieczorem. Fatalne dane, jakie przedstawił Orlen są drastycznie niższe od tych jakie notowała Grupa pod kierownictwem Obajtka. Szymon Hołownia mówi wprost: trzeba przekuć ten balon wielkich inwestycji związanych z marzeniami o wielkiej spółce.