OBI chciało zawłaszczyć... kolor pomarańczowy. Jest decyzja sądu

Wielkie zachodnie korporacje od lat próbują przekraczać granice absurdu prawnego, dążąc do monopolizacji wszystkiego, co tylko da się wpisać do urzędowego rejestru. Tym razem jednak niemiecki gigant z branży budowlanej – sieć marketów OBI – musiał uznać wyższość zdrowego rozsądku i fundamentalnych zasad wolnego rynku. Federalny Trybunał Sprawiedliwości (BGH) ostatecznie odebrał sieci prawo do wyłączności na charakterystyczny, pomarańczowy odcień.
Chcieli sprywatyzować tęczę
Wszystko zaczęło się w 2010 roku, gdy OBI zgłosiło swój pomarańczowy kolor do niemieckiego urzędu patentowego jako znak towarowy. Prawnicy koncernu forsowali tezę, że odcień ten stał się na tyle nierozerwalnie złączony z ich tożsamością, iż przeciętny konsument widząc pomarańcz na markecie budowlanym, myśli wyłącznie o OBI.
Miał to być potężny oręż w walce z rywalami – z pomarańczowych i zbliżonych czerwonych barw od lat legalnie korzystają inne niemieckie sieci handlowe, m.in. Hornbach czy Globus. W praktyce, jak wykazały ekspertyzy, aż sześć z siedmiu największych sieci handlowych z tego segmentu opiera swoją identyfikację na odcieniach czerwieni i pomarańczu. Gdyby roszczenia OBI zostały utrzymane, niemiecki gigant zyskałby nieuzasadniony bicz prawny na każdego konkurenta, który odważyłby się użyć ciepłych barw w swoich materiałach reklamowych.
Sondaże obróciły się przeciwko nim
W toku batalii prawnicy OBI doprowadzili jednak do spektakularnego samobója. Aby udowodnić przed sądem swoją „wyjątkowość”, przedstawili wyniki dwóch zleconych badań opinii publicznej. Wynikało z nich, że pomarańczowy kolor z siecią OBI skojarzyło niespełna połowa ankietowanych (odpowiednio 45,6% oraz 49,6%). Druga strona sporu przedstawiła z kolei ekspertyzy wskazujące na wynik zaledwie ok. 30%.
Dla sędziów był to dowód koronny: kolor pomarańczowy nie identyfikuje konkretnej firmy, lecz kojarzy się klientom po prostu z całą branżą marketów budowlanych i majsterkowania. Sąd przypomniał fundamentalną definicję znaku towarowego: ma on jednoznacznie wskazywać na konkretnego przedsiębiorcę i chronić uczciwy obrót, a nie tworzyć sztuczne bariery wejścia i blokować powszechnie stosowane kody wizualne.
Nauczka dla korporacyjnego monopolizmu
Jak odnotował niemiecki dziennik Süddeutsche Zeitung, w przeszłości niektórym molochom udawało się dokonać podobnych zawłaszczeń – przykładem jest koncern Deutsche Telekom, który od lat 90. zazdrośnie strzeże monopolu na odcień magenty. W przypadku branży budowlanej sąd postawił jednak tamę próbom kolonizowania przestrzeni publicznej przez jedną markę.
Wyrok ten nie zmusza oczywiście OBI do przemalowania swoich marketów ani porzucenia firmowych barw. Sieć może nadal promować się pomarańczowym logo. Traci jednak możliwość pozywania i zastraszania konkurencji za sam fakt użycia zbliżonego koloru.
Dla obrońców wolnego rynku i uczciwej konkurencji to bez wątpienia dobra wiadomość: wolność gospodarcza opiera się na rywalizacji jakością i ceną, a nie na urzędowym zawłaszczaniu podstawowych barw ze szkodą dla mniejszych uczestników rynku.
źr. wPolsce24 za sueddeutsche.de









