Rząd szykuje nowy podatek. Zapłacą ci, którzy zarabiają najmniej

Z doniesień "Rzeczpospolitej" wynika, że resort finansów planuje wprowadzenie wyższej stawki podatku dla części ryczałtowców. Przykładowo, przedsiębiorcy korzystający dziś z popularnej stawki 8,5 proc. mieliby zapłacić aż 15 proc. od nadwyżki przychodów powyżej 100 tys. zł rocznie. To oznacza realny, odczuwalny wzrost obciążeń – szczególnie dla drobnych usługodawców.
Co więcej, aby uniknąć podwyżki, przedsiębiorca musiałby zatrudnić pracownika na etat przez cały rok. W praktyce oznacza to narzucanie sztucznego modelu prowadzenia działalności. Wielu mikroprzedsiębiorców po prostu nie potrzebuje pracowników albo nie stać ich na etat. Państwo chce więc wymuszać zatrudnienie, zamiast tworzyć warunki do rozwoju.
Mają mikroprzedsiębiorców za "naciągaczy"
Ministerstwo tłumaczy zmiany koniecznością „uszczelnienia systemu podatkowego” i walką z optymalizacją. Problem w tym, że – jak wskazują doradcy podatkowi – nowe przepisy dotkną także tych, którzy z żadną optymalizacją nie mają nic wspólnego. Wśród potencjalnie poszkodowanych są m.in. trenerzy, kosmetyczki, handlowcy, szkoleniowcy, czy pracownicy firm zatrudnieni w ramach umów B2B.
To właśnie te grupy – często prowadzące jednoosobowe firmy – stanowią fundament polskiej gospodarki. Tymczasem zamiast wsparcia dostają kolejne regulacje i rosnące podatki. Już wcześniej pojawiały się projekty, które przewidywały drastyczne podwyżki stawek nawet do 17 proc. w niektórych przypadkach.
Warto przypomnieć, że ryczałt był dotąd jedną z najprostszych i najbardziej przejrzystych form opodatkowania. To rozwiązanie wybierane właśnie przez najmniejsze firmy, które nie mają zaplecza księgowego ani sztabów doradców. Dziś państwo zdaje się odchodzić od tej filozofii, komplikując system i zwiększając fiskalne obciążenia.
Planowane zmiany mają wejść w życie od 2027 roku. Jeśli wejdą w proponowanej formie, wielu drobnych przedsiębiorców stanie przed wyborem: podnieść ceny, ograniczyć działalność albo całkowicie zamknąć firmę.
Rząd po raz kolejny pokazuje, że najłatwiej sięgnąć do kieszeni tych, którzy nie mają siły przebicia – najmniejszych przedsiębiorców. Hasła o walce z „kombinowaniem” brzmią dobrze w komunikatach, ale rzeczywistość jest taka, że zapłacą zwykli ludzie prowadzący swoje małe biznesy.
źr. wPolsce24 za rp.pl








