Niepokojący raport GUS: Spadek pensji i zwolnienia z pracy. Nadchodzi też uderzenie drożyzny

21 maja Główny Urząd Statystyczny opublikował najnowszy raport dotyczący zatrudnienia i wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw. Wynika z niego, że średnia pensja brutto w dużych i średnich firmach (zatrudniających powyżej 9 osób) wyniosła w kwietniu dokładnie 9530 złotych i 74 grosze.
Choć liczby te na pierwszy rzut oka mogą wyglądać imponująco, diabeł tkwi w szczegółach – a te dla kondycji polskiej gospodarki są alarmujące. W porównaniu z marcem br., kiedy średnia płaca wynosiła 9583 zł i zbliżała się do psychologicznej granicy 10 tysięcy złotych, odnotowano spadek o 1,3 proc.
Koniec premii, początek zaciskania pasa
Analitycy zwracają uwagę, że kwietniowy zjazd to efekt drastycznego ograniczenia lub całkowitego braku dodatkowych wypłat. Firmy, szukając oszczędności, masowo rezygnują z premii rocznych, nagród kwartalnych czy bonusów świątecznych, które dotychczas ratowały budżety domowe Polaków.
Równie fatalnie wyglądają dane w ujęciu rocznym. Nominalny wzrost płac wyhamował do 5,4 proc. rok do roku, podczas gdy jeszcze w marcu wynosił on 6,6 proc. To wynik znacznie gorszy od oczekiwań rynkowych i prognoz ekonomistów, którzy spodziewali się wzrostu na poziomie przynajmniej 6 procent.
Drożyzna pożera nasze portfele
Jednak prawdziwy dramat polskich rodzin ujawnia się dopiero po zderzeniu tych danych z powracającą falą drożyzny. W kwietniu inflacja w Polsce ponownie przyspieszyła, osiągając poziom 3,2 proc. rok do roku. To bezpośredni efekt rosnących cen energii, gazu oraz galopujących cen paliw na stacjach benzynowych.
Efekt? Realny wzrost wynagrodzeń drastycznie osłabł i wyniósł zaledwie ok. 2,1 proc. Dla porównania, w marcu realne płace rosły jeszcze w tempie 3,5 proc., a w pamiętnym 2024 roku notowano dwucyfrowe wzrosty. Dzisiejsze tempo wzrostu realnych dochodów Polaków staje się iluzoryczne – podwyżki niemal w całości są natychmiast pożerane w sklepach i przez rachunki od dostawców energii.
Fatalne skutki rządowego dekretowania płac. Polacy tracą pracę
Równie niepokojący sygnał płynie z danych dotyczących zatrudnienia. W kwietniu w polskich firmach pracowało niespełna 6,5 miliona osób. Choć w ujęciu miesięcznym wynik utrzymał się na podobnym poziomie, to w zestawieniu z kwietniem ubiegłego roku zatrudnienie zmniejszyło się o blisko 1 procent.
Eksperci nie mają wątpliwości, że to prosta konsekwencja uderzenia w rentowność polskich przedsiębiorstw. Przypomnijmy, że od stycznia 2026 roku decyzją rządu ustawowe minimalne wynagrodzenie zostało arbitralnie wywindowane do kwoty 4806 złotych brutto. Dla wielu małych i średnich przedsiębiorstw, zwłaszcza w regionach o niższym stopniu zamożności, ta kolejna urzędowa podwyżka – połączona z rosnącymi składkami ZUS (których podstawa w tym roku wzrosła do 5652 zł) – okazała się barierą nie do przejścia.
Zamiast zapowiadanego przez rządzących dobrobytu, mamy do czynienia z klasycznym efektem ubocznym socjalistycznej inżynierii społecznej: pracodawcy, nie będąc w stanie udźwignąć kosztów pracy i narzutów fiskalnych, po prostu likwidują etaty, wstrzymują rekrutacje i rezygnują z rozwoju.
Co dalej z polską gospodarką?
Prezentowane przez GUS dane nie pozostawiają złudzeń. Kończy się paliwo, które przez lata napędzało dynamiczny wzrost polskich przedsiębiorstw. Zamiast mądrego wsparcia dla rodzimego kapitału, obniżania podatków i tworzenia warunków do inwestycji, polski biznes jest systematycznie drenowany.
Jeśli obecny trend się utrzyma, spadek dynamiki płac w połączeniu z inflacją i kurczącą się liczbą miejsc pracy może jesienią doprowadzić do poważnego tąpnięcia nastrojów konsumenckich. Czas na otrzeźwienie ekipy rządzącej, zanim „zielona wyspa” ostatecznie utonie w morzu stagflacji.
źr. wPolsce24 za GUS, money.pl











