Niemieccy eksperci biją na alarm. Zagrożenie dla tysięcy Polaków

Od miesięcy niemiecka gospodarka zmaga się z narastającymi problemami: spada produkcja, utrzymują się wysokie ceny energii, a liczba zamówień w przemyśle szybko maleje. W takiej sytuacji firmy coraz częściej decydują się na najprostsze, ale najbardziej bolesne rozwiązanie, ograniczając liczbę pracowników.
Z danych Instytutu Gospodarki Niemieckiej wynika, że aż 36 proc. przedsiębiorstw planuje zwolnienia w 2026 roku, podczas gdy jedynie 18 proc. myśli o zatrudnianiu nowych pracowników. W przemyśle sytuacja jest jeszcze gorsza – redukcję zatrudnienia zapowiada już 41 proc. firm.
„Nastroje są wyraźnie pesymistyczne”
Michael Grömling, ekonomista Instytutu Gospodarki Niemieckiej, nie ukrywa, że firmy działają dziś w atmosferze ogromnej niepewności.
– Nastroje w gospodarce są wyraźnie pesymistyczne. Firmy odczuwają silną presję geopolityczną i kosztową – podkreśla ekspert.
Jak dodaje, bez głębokich reform sytuacja może się pogorszyć. Jego zdaniem programy wsparcia nie wystarczą, jeśli nie zmienią się fundamenty funkcjonowania gospodarki.
Najgorzej przy polskiej granicy
Choć problemy dotykają całych Niemiec, to właśnie wschodnie landy radzą sobie najsłabiej. Saksonia, Brandenburgia oraz Meklemburgia-Pomorze Przednie od lat rozwijają się wolniej niż zachodnia część kraju, a obecny kryzys tylko pogłębia te różnice.
Prawie połowa firm w tych regionach spodziewa się spadku produkcji, a zaledwie 17 proc. liczy na poprawę sytuacji. To właśnie tam koncentruje się ogromna liczba pracowników z Polski.
Tysiące Polaków w strefie ryzyka
Dla mieszkańców województw zachodniopomorskiego, lubuskiego i dolnośląskiego te dane brzmią szczególnie niepokojąco. Codzienna praca w Saksonii czy Brandenburgii od lat zapewniała stabilne dochody mieszkańcom takich miast jak Zgorzelec, Słubice, Gubin czy Szczecin.
W wielu zakładach – zwłaszcza w logistyce, magazynach, przemyśle i branży spożywczej – Polacy stanowią znaczną część załogi. Jeśli zapowiadane redukcje przyspieszą, to właśnie oni mogą znaleźć się w pierwszej kolejności na liście zwolnień. Najbardziej zagrożone są m.in. Frankfurt nad Odrą, Cottbus, Görlitz czy Pasewalk – miasta, w których rynek pracy już teraz jest wyjątkowo wrażliwy na wahania koniunktury.
źr. wPolsce24 za Business Insider











