Gospodarka

Kanclerz Niemiec przestraszył się potęgi Chin i rewiduje plany dotyczące ETS

opublikowano:
Kanclerz Niemiec już wie, że europejski przemysł nie ma szans na przetrwanie jeśli nie dojdzie do głębokiej reformy systemu ETS. Ale czy wystarczy mu determinacji i siły politycznej, by do reformy doprowadzić
Kanclerz Niemiec już wie, że europejski przemysł nie ma szans na przetrwanie jeśli nie dojdzie do głębokiej reformy systemu ETS. Ale czy wystarczy mu determinacji i siły politycznej, by do reformy doprowadzić (Fot. PAP/EPA/CHRISTOPHER NEUNDORF)
Powrót kanclerza Niemiec z wizyty w Chinach przyniósł coś więcej niż dyplomatyczne deklaracje. Friedrich Merz zobaczył na własne oczy, jak może rozwijać się gospodarka pozbawiona regulacyjnych ciężarów, które dziś krępują Europę. I najwyraźniej zrozumiał coś, czego jeszcze niedawno w Berlinie nie wypadało mówić głośno - unijny system ETS zaczyna zagrażać samej europejskiej gospodarce.

Jeszcze przed wizytą w Chinach, podczas wystąpienia w Antwerpii 11 lutego 2026 roku niemiecki kanclerz wypowiedział słowa, które w Brukseli zabrzmiały niemal jak herezja. - Jeśli system nie spełnia swojej roli, powinniśmy być otwarci na jego rewizję - stwierdził Merz, nawiązując do tego, że ETS miał wymusić rewolucję technologiczną i rozwój przedsiębiorstw, tymczasem stał się dla nich obciążeniem niemal nie do udźwignięcia, gdyż dzisiejsza technologia nie potrafi wyeliminować emisji CO2 na poziomie, który pozwalałby firmom uniknąć kosztów zakupu pozwoleń do jego emisji.

Problem polega na tym, że ETS nie jest zwykłym narzędziem polityki klimatycznej. To fundament całej unijnej strategii energetycznej. System, który przez lata urósł do rangi ideologicznej „świętości” - jak pisze ekspert Warsaw Enterprise Insititute w tekście dla Interii.

Jego politycznymi ojcami byli kanclerze Niemiec - najpierw Gerhard Schröder, a później Angela Merkel, która oparła na nim projekt Energiewende. Dlatego właśnie słowa Merza wywołały w Niemczech konsternację - szczególnie wśród socjaldemokratów i Zielonych.

Tym razem jednak Berlin nie został sam. Premier Włoch Giorgia Meloni nie ograniczyła się do deklaracji. Rzym rozpoczął działania osłabiające mechanizm ETS i zażądał jego zawieszenia do czasu pełnego przeglądu polityki klimatycznej UE. W ślad za Niemcami i Włochami poszły kolejne państwa — ministrowie przemysłu jedenastu krajów Unii zaapelowali o gruntowną przebudowę systemu.

Powód jest prosty: bez zmian Europa może w ciągu kilku lat utracić całe gałęzie przemysłu — od hutnictwa i chemii po produkcję cementu.

Potwór, który zaczął żyć własnym życiem

Problem z ETS polega na tym, że formalnie nie jest on podatkiem. W praktyce jednak działa jak najbardziej dotkliwa danina — tyle że pozbawiona demokratycznej kontroli.

Jak zauważa w swojej analizie Andrzej Krajewski klasyczny podatek ustala państwo. Można go zmienić, obniżyć lub zawiesić. Tymczasem ETS jest instrumentem finansowym funkcjonującym na rynku spekulacyjnym. Uprawnienia do emisji CO2 stały się towarem, którym obracają fundusze inwestycyjne. Cena emisji nie zależy więc wyłącznie od polityki klimatycznej, lecz również od gry rynkowej.

System, którego pierwowzór powstał w USA w ramach ograniczenia emisji tlenków siarki w latach 90., miał zmuszać przedsiębiorstwa do ograniczania emisji poprzez rosnące koszty. W USA się udało - firmy zamiast kupować drogie pozwolenia, zainwestowały w systemy niwelujące emisje tlenków siarki. W Europie chciano powtórzyć ten sukces, problem w tym, że zastosowano go jednak wobec dwutlenku węgla — produktu ubocznego praktycznie całej nowoczesnej gospodarki. Efekt? Energia drożeje, produkcja staje się nieprzewidywalna, a przemysł traci konkurencyjność.

Europa kontra reszta świata

Paradoks polega na tym, że nawet Chiny, które również wprowadziły własny system handlu emisjami, kontrolują jego ceny administracyjnie. Gdy uprawnienia drożeją, państwo natychmiast zwiększa ich podaż. Cena emisji w Chinach utrzymuje się w okolicach 10 euro za tonę CO2. W Unii Europejskiej oscyluje między 60 a 80 euro, a prognozy mówią nawet o 200 euro po 2030 roku!

To oznacza scenariusz, w którym europejskie firmy będą płaciły za emisję dziesięć–piętnaście razy więcej niż ich konkurenci w Azji. W takich warunkach nie ma najmniejszych szans na podjęcie gry konkurencyjnej z przemysłem spoza Europy.

Polska na linii strzału

Dla Polski utrzymywanie systemu ETS mogą być szczególnie dotkliwe. Gospodarka oparta na energochłonnym przemyśle i wciąż transformującym się miksie energetycznym jest znacznie bardziej narażona na wzrost kosztów ETS niż gospodarki Zachodu. A jednocześnie wpływy z systemu - choć liczone w miliardach - nie rekompensują strat konkurencyjnych. Na szczęście dzisiejszy bunt wobec ETS nie jest już tylko głosem „peryferiów”. Gdy Niemcy zaczynają mówić o rewizji, oznacza to jedno: problem stał się systemowy.

Czy można zatrzymać monstrum?

Teoretycznie rozwiązanie jest proste - zastąpić ETS przewidywalnym podatkiem klimatycznym kontrolowanym demokratycznie przez państwa UE. W praktyce oznaczałoby to jednak uderzenie w ogromny rynek finansowy. Fundusze inwestycyjne ulokowały miliardy dolarów w handlu uprawnieniami emisji. Likwidacja systemu oznaczałaby realne straty dla najpotężniejszych graczy globalnych. A instrument finansowy, który generuje takie pieniądze, nie znika łatwo.

Dlatego ETS coraz bardziej przypomina monstrum doktora Frankensteina - projekt stworzony w dobrej wierze, który wymknął się spod kontroli swoich twórców. I dziś nawet jego architekci zaczynają się zastanawiać, czy Europa zdoła go jeszcze okiełznać — zanim zapłaci za niego własnym przemysłem.

źr. wPolsce24 za Interia.pl

Gospodarka

Dramat polskiej wsi i drożyzna w sklepach. Rząd topi rolnictwo, a PSL patrzy bezczynnie

opublikowano:
Ogórki w sklepie drogie, a u rolników tanie
Ogórki w sklepie (fot. shutterstock)
Polski rynek rolno-spożywczy znalazł się w bezprecedensowym kryzysie. Z jednej strony konsumenci w sklepach łapią się za kieszenie, płacąc krocie za podstawowe artykuły, z drugiej – polski rolnik za swoją ciężką pracę otrzymuje grosze. Zjawisko „taniego skupu i drogiej półki” obnaża brutalną rzeczywistość, w której pośrednicy i zagraniczne sieci handlowe notują rekordowe marże, podczas gdy polscy gospodarze stają na skraju bankructwa.
Gospodarka

Szantaż na 780 mln dolarów! Cyberprzestępcy wykiwali Revoluta, dane Polaków wyciekają do sieci

opublikowano:
Karta Revolut, haker przy laptopie i czerwony znak ostrzegawczy symbolizujące wyciek danych klientów i cyberatak
Cyberprzestępcy mieli pozyskać wrażliwe dane klientów Revoluta, w tym dane osobowe, dokumenty tożsamości i informacje o transakcjach (graf AI)
To miał być wzór nowoczesnej i bezpiecznej bankowości, a skończyło się na jednym z największych wycieków danych ostatnich lat. Revolut, z którego korzysta ponad 80 milionów osób na całym świecie, przez kilka miesięcy dobrowolnie wysyłał najbardziej wrażliwe dane swoich klientów cyberprzestępcom. Oszuści po prostu podszyli się pod włoskie organy ścigania. Teraz żądają gigantycznego okupu, a w sieci lądują pierwsze skany dowodów tożsamości – w tym użytkowników z Polski.
Gospodarka

Szokujące spadki cen w skupach. Mercosur zbiera brutalne żniwo na polskiej wsi

opublikowano:
krowa na pastwisku
Szokujące spadki cen w skupach. Mercosur zbiera brutalne żniwo na polskiej wsi. Fotografia ilustracyjna (fot. pixabay)
Tysiące polskich gospodarstw stoi na krawędzi upadku. Zaledwie kilka miesięcy po tymczasowym wdrożeniu umowy handlowej z krajami Mercosur, południowoamerykańska wołowina zalewa europejski rynek, drastycznie zbijając ceny. Polska Platforma Zrównoważonej Wołowiny (PPZW) bije na alarm i oczekuje od polskiego rządu natychmiastowego uruchomienia unijnych procedur ochronnych. Jeśli Bruksela nie zainterweniuje, czeka nas rzeź rodzimej branży mięsnej.
Gospodarka

Potężny bunt w fabrykach Boscha przeciwko unijnym przepisom „Politycy, obudźcie się, bo zaleje nas tania chińszczyzna!”

opublikowano:
fabryka kobieta przy komputerze sterujacym robotem przemysłowym
„Zaleje nas chińszczyzna”. Dramatyczny apel pracowników Boscha, w tle rzeź 100 tys. etatów (fot. bosch-press.pl)
Europejska motoryzacja tonie, a zdezorientowani politycy w Berlinie i Brukseli wciąż udają, że nic się nie dzieje. Rada zakładowa Boscha – największego na świecie dostawcy części samochodowych – bije na alarm i domaga się natychmiastowej ochrony przed nieuczciwą konkurencją z Chin. W tle widmo masowych zwolnień, upadku fabryk i potężnego niepokoju społecznego. „Czas skończyć z tą hipokryzją” – grzmią wściekli pracownicy.
Gospodarka

Dla korporacji to „populizm”, dla Polaków walka o przetrwanie. Biedronka odmawia podwyżek

opublikowano:
Biedronka i Solidarność – protest pracowników oraz plakaty „STRAJK” po zerwaniu mediacji Podpis pod zdjęciem: Spór zbiorowy w Biedronce wchodzi w kolejną fazę. Po fiasku mediacji związkowcy zapowiadają referendum strajkowe.
Spór zbiorowy w Biedronce wchodzi w kolejną fazę. Po fiasku mediacji związkowcy zapowiadają referendum strajkowe (fot. Fratria/graf. AI)
To może być trzęsienie ziemi na polskim rynku handlu detalicznego. Ostatnia runda mediacji między handlową "Solidarnością" a władzami sieci Biedronka zakończyła się fiaskiem. Związkowcy oskarżają pracodawcę o ignorowanie ich postulatów i zapowiadają referendum strajkowe. Z kolei władze sieci odpowiadają ostro: żądania są populistyczne, a ich realizacja kosztowałaby firmę miliard złotych.
Gospodarka

Paliwo za 5,19 zł? Bezlitosna arytmetyka obnaża deklaracje Tuska. Przy dystrybutorach powinniśmy widzieć „czwórkę z przodu”!

opublikowano:
Paliwo wlewane do samochodu
(fot. Fratria)
„Gdybym był premierem, benzyna byłaby dzisiaj po 5,19 zł. I to mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością” – te słowa Donalda Tuska z kampanii wyborczej wryły się w pamięć milionów polskich kierowców. Dziś, gdy uwarunkowania na rynkach surowcowych są znacznie korzystniejsze niż w dniu składania tej obietnicy, weryfikujemy realia. Zamiast taniego tankowania mamy bolesne zderzenie z rzeczywistością, a twarde liczby pokazują jedno: polityczny populizm nie ma nic wspólnego z elementarną ekonomią.