Dramatyczny skok cen na stacjach. Daniel Obajtek nie gryzie się w język: „To jest zwykłe złodziejstwo!”

Szok na stacjach paliw. Rachunki grozy po 1 września
Z najnowszych danych analityków rynku paliw (m.in. e-petrol.pl) wyłania się ponury obraz sytuacji na polskich stacjach. W zaledwie tydzień średnia ogólnopolska cena benzyny Pb95 wzrosła aż o 1,06 zł, osiągając poziom 7,63 zł za litr. Jeszcze mocniej uderzono w użytkowników silników Diesla, olej napędowy podrożał o 88 groszy, szybując do kwoty 8,39 zł za litr.
Podwyżki to bezpośredni efekt decyzji obecnego rządu o zakończeniu z dniem 31 sierpnia programu „Ceny Paliwa Niżej” (CPN), który w drugiej połowie sierpnia tymczasowo obniżał stawkę VAT z 23% do 8% oraz wprowadzał limity cenowe.
Obajtek: „Za naszych czasów nie miałoby to miejsca”
Do drastycznych podwyżek i polityki koalicji rządzącej odniósł się na antenie Radia ZET europoseł oraz wieloletni prezes Orlenu, Daniel Obajtek. Jego ocena sytuacji nie pozostawia złudzeń co do intencji rządzących:
To jest zwykłe złodziejstwo, w życiu za naszych czasów nie miałoby to miejsca. To okłamywanie Polaków i narzucenie podatku do budżetu, który tonie - grzmiał Daniel Obajtek.
Były szef płockiego koncernu przedstawił konkretne wyliczenia rynkowe, pokazujące, jak mocno drenowane są obecnie portfele polskich rodzin i przedsiębiorców.
Dziś realna cena na stacjach paliw benzyny 95 powinna wynosić 6,60 – 6,70 zł, a oleju napędowego około 7 zł. Jeśli ceny paliw znów pójdą w górę, to będzie kolejny skandal, bo powinny iść w dół - wyliczał europoseł.
Polska droższa niż Zachód. „Coś jest nie tak”
Obajtek zwrócił uwagę na absurdalną sytuację, w której polscy kierowcy płacą za paliwo więcej niż mieszkańcy bogatszych krajów Europy Zachodniej. Przypomniał, że Polska spadła na odległe, 14. miejsce w Europie pod względem cen paliw, a olej napędowy nad Wisłą jest obecnie droższy niż w Hiszpanii. Jak podkreślił Obajtek, tłumaczenia o braku przestrzeni do obniżek są bezpodstawne, biorąc pod uwagę bieżące zyski i marże przetwórcze Orlenu.
Zdaniem byłego szefa koncernu, rządowe programy osłonowe okazały się jedynie zasłoną dymną dla sięgania do kieszeni obywateli:
Program CPN i pierwszy, i drugi jest ściemą, bo wysokie ceny paliw są podyktowane dziurą w budżecie państwa. Podatki odkreśla się od kwoty bazowej - wskazał polityk.
Rząd rozkłada ręce i szuka winnych
Tymczasem przedstawiciele obozu rządzącego przyznają wprost, że... na wsparcie dla kierowców zabrakło pieniędzy. Minister energii Miłosz Motyka ogłosił, że program CPN to już definitywna przeszłość ze względu na „bardzo napięty” budżet państwa, próbując jednocześnie przerzucać polityczną odpowiedzialność za drożyznę na... prezydenta.
Dla milionów Polaków codziennie dojeżdżających do pracy, rolników czy przedsiębiorców walczących z kosztami transportu fakt pozostaje jeden: paliwowy szok uderza w fundamenty polskiej gospodarki, a zapowiedzi taniego tankowania okazały się kolejną niespełnioną obietnicą.
źr. wPolsce24 za Radio Zet









