Ile kosztowałoby dziś paliwo, gdyby rządziło PiS? Padła konkretna kwota

Kierowcy w Polsce znów przecierają oczy ze zdumienia na widok cen przy dystrybutorach. Paliwo drożeje – i to szybko. Oficjalne wyjaśnienia mówią o „czynnikach rynkowych”. Ale gdy przyjrzymy się bliżej, obraz jest znacznie bardziej złożony – i dla wielu Polaków zwyczajnie niesprawiedliwy.
Połowa ceny to… podatki
Zacznijmy od najważniejszego faktu, o którym rzadko mówi się wprost: nawet połowa ceny paliwa w Polsce to podatki i opłaty publiczne.
W skład tej kwoty wchodzą m.in.:
- VAT,
- akcyza,
- opłata paliwowa,
- opłata emisyjna.
To oznacza, że niezależnie od sytuacji na świecie – państwo i tak zarabia na każdym litrze paliwa. I to niemało. Co więcej, jak wykazują eksperci z portalu cenypaliw.fyi, którzy zajmują się analizowaniem rynku paliw na świecie i w Polsce, gdyby państwo zastosowało stawki i tarcze, jakie wprowadził w 2022 roku rząd Mateusza Morawieckiego, to dziś za benzynę PB95 płacilibyśmy ok 5,80 zł, dziś to ok 7,10 zł. Eksperci pokazują, że 45 proc. ceny paliwa stanową bowiem podatki i opłaty! Płacimy dziś 1zł 30g więcej podatków na litrze niż w marcu 2022!
Wojna i globalna gra o ropę
Choć kluczowym czynnikiem są wydarzenia na świecie i konflikt na Bliskim Wschodzie, który powoduje napięcia wokół transportu ropy, które natychmiast przekładają się na ceny, to państwo nie robi nic, by tę sytuację złagodzić!
A przecież, gdy paliwo drożeje – drożeje wszystko:
- produkcja,
- transport,
Dodatkowo pojawia się tzw. „premia za ryzyko” – czyli dodatkowy koszt wynikający z niepewności geopolitycznej.
Polska uzależniona od importu
Szczególnie źle wygląda sytuacja z dieslem. Polska w dużej mierze opiera się na imporcie tego paliwa – nawet około 35–40 proc. zapotrzebowania pochodzi z zagranicy.
To oznacza jedno: jesteśmy zakładnikami globalnych rynków.
Gdy ceny rosną w Europie – rosną też w Polsce. I to często szybciej niż gdzie indziej.
Kurs dolara i koszty transportu
Do tego dochodzą kolejne czynniki:
- kurs dolara (ropa rozliczana jest w USD),
- koszty logistyki i energii,
- marże producentów i stacji paliw.
W praktyce oznacza to, że nawet jeśli jeden element się stabilizuje, inne mogą nadal windować ceny. Co ciekawe, dziś kurs dolara jest niższy niż w marcu 2022 roku, czyli paliwo powinno być tańsze także i z tej przyczyny.
Drożeje szybko, tanieje wolno
To, co najbardziej irytuje kierowców, to prosty mechanizm: ceny rosną natychmiast, spadają… znacznie wolniej.
Eksperci przyznają wprost, że ceny paliw nie zależą tylko od ropy, ale także od podatków i marż, które nie znikają wraz ze spadkiem cen surowca.
Efekt? Kierowca zawsze płaci więcej, niż się spodziewa. To system, który zawsze obciąża obywatela
Patrząc na całość, trudno oprzeć się wrażeniu, że system działa w jedną stronę:
- gdy rośnie ropa – płacisz więcej,
- gdy rośnie kurs dolara – płacisz więcej,
- gdy rosną podatki – płacisz więcej.
A gdy sytuacja się poprawia? Ulga przychodzi powoli – albo wcale.
Drożyzna na stacjach paliw to nie przypadek ani chwilowa anomalia. To efekt systemu, w którym ogromną część ceny stanowią podatki, Polska jest uzależniona od importu, a globalne konflikty natychmiast uderzają w portfele obywateli.
I dlatego coraz więcej kierowców zadaje dziś proste pytanie: czy paliwo naprawdę musi być tak drogie – czy ktoś po prostu korzysta z sytuacji? Bo przecież tu nie potrzeba czarodziejskiej różdżki - wystarczy , jak zrobił to rząd Morawieckiego obniżyć VAT, wprowadzić tarczę antyinflacyjną i ulżyć Polakom. Tusk i Domański jednak nie robią nic.
źr. wPolsce24 za cenypaliw.fyi











