Unijna hipokryzja energetyczna. Niemcy dostają zgodę, Polacy zakaz

Po długich i trudnych negocjacjach Berlin uzyskał zgodę Komisji Europejskiej na dotowanie budowy nowych elektrowni gazowych. Jak opisuje „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, niemiecki rząd i Bruksela uzgodniły ramy strategii ds. elektrowni, która zakłada subwencjonowany rozwój nawet 12 gigawatów nowych, sterowalnych mocy wytwórczych. Mają to być przede wszystkim elektrownie gazowe, które – według planów – wejdą do użytku najpóźniej do 2031 roku.
Muszą powstać nowe elektrownie, bo będzie katastrofa
To decyzja o znaczeniu fundamentalnym. Niemcy oficjalnie przyznają bowiem, że odnawialne źródła energii nie są w stanie samodzielnie zastąpić tradycyjnych elektrowni. Produktywność energetyczna wiatru i słońca zależą od pogody, pory dnia i sezonu, a w czasie tzw. „ciemnych flaut” system energetyczny musi być ratowany przez import energii, magazyny lub konwencjonalne bloki. Bez nich nie da się zagwarantować stabilności sieci.
Paradoks polega na tym, że odpowiedzią na problemy Energiewende okazuje się… kolejny paliwowy kompromis. Po odejściu od atomu i w trakcie wygaszania węgla Niemcy wracają do gazu – paliwa kopalnego, które w unijnej narracji coraz częściej określane jest jako „nieekologiczne”.
Berlin próbuje osłodzić ten fakt obietnicą przyszłości. Nowe elektrownie mają być „wodorowe” albo przynajmniej „wodorowo-gotowe”. Problem w tym, że sami niemieccy urzędnicy i przedstawiciele branży przyznają, iż dziś technologia pełnego zasilania takich bloków wodorem po prostu nie istnieje w skali przemysłowej. Nie ma infrastruktury, nie ma taniego zielonego wodoru i nie ma pewności, że w przewidywalnym czasie to się zmieni. Założenie, że „kiedyś się uda”, staje się więc bardziej aktem wiary niż planem opartym na faktach.
Tymczasem Polak nie dostanie dotacji nawet na kocioł
Jeszcze bardziej uderzający jest kontekst unijny. Podczas gdy Niemcy otrzymują zgodę na miliardowe dotacje dla gazowych elektrowni przemysłowych, zwykli obywatele w innych krajach UE – w tym w Polsce – słyszą, że gaz jest już rozwiązaniem „niezgodnym z celami klimatycznymi”. W polskim programie „Czyste Powietrze” oraz w nowych unijnych zasadach wsparcia instalacji grzewczych kotły gazowe zostały praktycznie wykluczone z dotacji. Bruksela uznała je za zbyt mało „zielone”, by wspierać je publicznymi pieniędzmi.
Efekt? Niemiecki przemysł może liczyć na subsydiowane, stabilne źródła energii, a polski obywatel nie dostanie wsparcia nawet na gazowy piec do ogrzewania domu. Dla jednych gaz jest „mostem do neutralności klimatycznej”, dla drugich – ekologicznym grzechem.
Niemcom zawsze wolno w Unii więcej...
FAZ nie pozostawia wątpliwości: bez nowych elektrowni gazowych Niemcy nie są w stanie utrzymać bezpieczeństwa energetycznego. Federalna Agencja Sieci szacuje, że do 2035 roku luka w sterowalnych mocach może sięgnąć nawet 36 gigawatów – trzykrotnie więcej, niż przewidują pierwsze planowane aukcje. To skala, która jasno pokazuje, jak daleko rzeczywistość odbiega od politycznych sloganów o „energii tylko z wiatru i słońca”.
Niemcy właśnie to przyznali – i Bruksela im na to pozwoliła. Pytanie brzmi, dlaczego ta sama Unia stosuje zupełnie inne standardy wobec innych państw i ich obywateli. I czy europejska polityka klimatyczna wciąż opiera się na faktach, czy już wyłącznie na selektywnie stosowanej ideologii.
żr. wPolsce24 za faz.net











