Gospodarka
Miała być tania eksploatacja, jest finansowy szok. Elektryki drogie nawet na lawecie
opublikowano:

Samochody elektryczne często przedstawiane są jako nowoczesna i ekologiczna alternatywa dla aut spalinowych. Cicha praca, brak emisji spalin i dynamiczne przyspieszenie to ich niewątpliwe atuty. Jednak w praktyce okazuje się, że eksploatacja takich pojazdów potrafi przynieść również bardzo kosztowne niespodzianki.
Jednym z problemów są wydatki związane z awariami, kolizjami czy transportem pojazdu do serwisu. Analizy na największym rynku motoryzacyjnym w Europie, czyli w Niemczech pokazują, że w 2025 roku przeciętny koszt transportu samochodu elektrycznego do warsztatu był niemal dwa razy wyższy niż w przypadku tradycyjnych aut spalinowych.
Rozładowany akumulator i już pojawia się problem
Tak jak każdy samochód, także elektryk może się zepsuć lub zostać unieruchomiony. W praktyce jedną z najczęstszych przyczyn jest rozładowany akumulator trakcyjny, który zasila silnik elektryczny. Wielu kierowców zakłada, że w takiej sytuacji wystarczy po prostu odholować pojazd do najbliższej stacji ładowania.W przypadku aut elektrycznych nie jest to jednak wcale takie proste. Często konieczne jest wezwanie specjalistycznej lawety i transport pojazdu do wyspecjalizowanego serwisu. A to oznacza znacznie wyższe rachunki.
Ponad 20 tysięcy euro po wypadku
Skala kosztów potrafi być naprawdę zaskakująca. Niemiecki tygodnik "Der Spiegel" opisał historię właściciela jednego z najbardziej skromnych i tanich aut elektrycznych - Peugeota e‑208, który po zderzeniu z ciężarówką otrzymał rachunek przekraczający 20 tysięcy euro.Dlaczego wyszło aż tyle? Po wypadku konieczne było zastosowanie specjalnych procedur bezpieczeństwa. Na miejsce zdarzenia wezwano lawetę przystosowaną do transportu ciężkich samochodów elektrycznych. Następnie specjalista musiał wymontować akumulator wysokiego napięcia. Bateria była później przechowywana przez tydzień w specjalnych warunkach, aby wykluczyć ryzyko zapłonu lub uszkodzenia.
Sam koszt pracy eksperta i magazynowania akumulatora wyniósł około 4100 euro.
Dlaczego obsługa elektryków jest droższa
Firmy analityczne od dłuższego czasu wskazują, że użytkownicy aut elektrycznych zgłaszają wyższe rachunki w sytuacji awarii. Co ciekawe, nie chodzi przede wszystkim o naprawy, lecz o sam transport pojazdu do odpowiedniego serwisu.Powód tkwi w konstrukcji elektrycznego układu napędowego. Gdy taki samochód porusza się bez pracy silnika – na przykład podczas holowania – układ napędowy może generować energię. Instalacja nie zawsze jest przygotowana na jej odbiór, co grozi przegrzaniem lub uszkodzeniem baterii trakcyjnej. A wymiana takiego elementu to koszt liczony często w dziesiątkach tysięcy złotych.
Holowanie? Producenci mówią jasno
Dlatego większość producentów samochodów elektrycznych ostrzega przed klasycznym holowaniem pojazdu. Dotyczy to marek takich jak Tesla, BMW, Hyundai czy Volvo. W instrukcjach często można znaleźć jednoznaczne zalecenia, aby w razie awarii korzystać wyłącznie z profesjonalnego transportu na lawecie.Brakuje wiedzy i jasnych procedur
Problem komplikuje jeszcze jeden czynnik – ograniczona wiedza o obsłudze elektryków. Strażacy, ratownicy czy firmy holownicze często działają bardzo ostrożnie, aby uniknąć ryzyka związanego z akumulatorami wysokiego napięcia. Zdarza się więc, że pojazdy przez kilka dni pozostają na placach holowniczych, tylko dlatego że służby chcą upewnić się, iż nie grozi im zapłon baterii.Eksperci podkreślają, że lepsze szkolenia i bardziej przejrzyste procedury mogłyby znacząco ograniczyć takie sytuacje. Na razie jednak kierowcy samochodów elektrycznych muszą liczyć się z tym, że w razie problemów rachunek za pomoc drogową może okazać się znacznie wyższy, niż wielu z nich się spodziewało.
źr. wPolsce24 za Interia.pl
Czytaj także

Mocne tematy.
Najważniejsze wydarzenia.
Rzetelne informacje.
Najlepsze newsy wPolsce24.tv wprost na Twój email










