Nawet Węgry rządzone przez Magyara mają inne standardy niż Polska za Tuska. Premier odpowie za kradzież!

Decyzja w sprawie Magyara zapadła przy pełnej jednomyślności – 139 posłów zagłosowało „za”, przy braku głosów sprzeciwu. Wobec urzędującego premiera może teraz ruszyć oficjalne postępowanie karne w sprawie o kradzież.
Telefon w Dunaju i odrzucony wniosek Brukseli
Sprawa ma swój początek w czerwcu 2024 roku, tuż po wyborach do Parlamentu Europejskiego. Podczas imprezy w jednym z budapeszteńskich klubów Magyar wdał się w sprzeczkę z mężczyzną, który nagrywał go telefonem. Pod wpływem emocji polityk wyrwał aparat z rąk klubowicza i wrzucił go do Dunaju (telefon wyłowili później nurkowie).
Gdy węgierska prokuratura wystąpiła o uchylenie immunitetu europosła Magyara do Parlamentu Europejskiego, Bruksela w październiku 2025 roku wniosek odrzuciła, roztaczając nad politykiem parasol ochronny. Sprawa wróciła jednak ze zwielokrotnioną siłą, gdy Magyar objął fotel premiera na Węgrzech.
Sam szef rządu nie szukał tanich wymówek: „Doskonale pamiętam tamtą noc i ponownie postąpiłbym tak samo, by bronić swoich przyjaciół przed nękaniem ze strony opłaconego prowokatora. Zrobiłbym to ponownie i jeśli trzeba, poniosę tego konsekwencje” – oświadczył Magyar, wzywając własny obóz do zagłosowania za pozbawieniem go immunitetu.
Dwa światy politycznych standardów. Przypadek Polski i Węgier
Wydarzenia w Budapeszcie stawiają trudne pytania o standardy panujące w polskiej przestrzeni publicznej i wymiarze sprawiedliwości. Podczas gdy na Węgrzech urzędujący premier sam staje przed prokuraturą z powodu zniszczonego w emocjach telefonu, w Polsce obserwujemy zupełnie inny model.
W polskiej rzeczywistości sprawy dotyczące kluczowych postaci obozu władzy lub polityków wygodnych dla obecnego układu – jak choćby głośne wątki Sławomira Nowaka, Romana Giertycha czy głośna ostatnio sprawa byłego prezydenta Lecha Wałęsy – kończą się umorzeniami. Wywoływać to musi poczucie, że polityczne zaplecze gwarantuje u nas pełną bezkarność, podczas gdy na Węgrzech polityk – bez względu na zajmowane stanowisko – idzie do sądu wyjaśniać swoje czyny.
źr. wPolsce24 za PAP









