W Syrii doszło do pogromów. Ogromna ilość ofiar

Reżym Assada upadł na początku grudnia zeszłego roku, obalony przez ofensywę sił opozycji, w której główną rolę odegrała islamistyczna organizacja Hajat Tahrir asz-Szam. Zwycięska opozycja obiecywała od początku, że zjednoczy kraj, zrujnowany 14-letnią wojną domową. W czwartek doszło jednak do starć z siłami, które nadal są wierne Assadowi. Nowy rząd Syrii twierdził początkowo, że winne nowej fali przemocy są „indywidualne akcje”. Jak informuje AP, początkiem tej przemocy była próba aresztowania mężczyzny w mieście Jableh na wybrzeżu i zasadzka na przedstawicieli rządu, którzy próbowali jej dokonać.
Odwet na alawitach
W piątek rozpoczęły się także morderstwa odwetowe. Assad należał do mniejszości alawitów, i z niej rekrutowali się głównie członkowie jego reżymu. W piątek sunnici, którzy stanowią w Syrii większość, zaatakowali szereg wiosek zamieszkiwanych przez Alawitów. Zabijali w nich głównie mężczyzn, na ulicach i podwórkach domów. Wiele ich domów zostało splądrowane i podpalone. Tysiące osób uciekło przed nimi w góry.
Jednym z miast, którego mieszkańcy ucierpieli najbardziej, było Banijas. Jego mieszkańcy twierdzili, że zwłoki leżały na ulicach, w domach i na dachach, a napastnicy nie pozwalali im ich pogrzebać. 57-letni Ali Sheha, któremu udało się uciec z rodziną na kilka godzin przed początkiem rzezi, powiedział dziennikarzom, że tylko w jego dzielnicy zamordowano co najmniej 20 osób. Wielu świadków twierdzi, że wśród napastników były osoby spoza Syrii.
Około tysiąca ofiar
Odwetowe mordy skończyły się w sobotę rano. Działające w Wielkiej Brytanii Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka poinformowało, że w walkach i pogromach zginęło co najmniej tysiąc osób, w tym 745 cywili. Tym samym był to jeden z najbardziej krwawych dni od początku wojny domowej.
Państwowa agencja prasowa poinformowała, w oparciu o anonimowe źródło w Ministerstwie Obrony, że siły rządowe odzyskały kontrolę nad większością terytorium na którym trwały walki. Zablokowały też drogi prowadzące na wybrzeże, gdzie miała miejsce większość przemocy, by stopniowo przywrócić stabilność.
Libański poseł Haidar Nasser, który zajmuje jedno z dwóch miejsc przyznanych Alawitom, powiedział agencji AP, że wiele osób w obawie o swoje życie ucieka do Libanu, ale nie wie o ilu uchodźcach dokładnie mowa. Dodał, że inni szukali schronienia w rosyjskiej bazie w Hmeimin. Podkreślił, że po upadku Assada wielu Alawitów zmaga się z prześladowaniami, jak chociażby zwolnienia z pracy, a wielu żołnierzy zabito mimo tego, że nie chcieli walczyć z nowym rządem.
źr. wPolsce24 za AP