Niemcy płaczą nad sojuszem Trump-Nawrocki. To koniec dyktatu Berlina?

Decyzja o wzmocnieniu wschodniej flanki NATO zapadła – jak podkreślił Donald Trump - dzięki dobrym relacjom z Karolem Nawrockim. Jak zauważa „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, prezydent USA nie kryje, że to właśnie postać nowego polskiego przywódcy, którego darzy sympatią, skłoniła go do zmiany zdania.
To jaskrawy kontrast wobec relacji z Berlinem – wcześniej Trump ogłosił wycofanie 5000 żołnierzy z Niemiec, co miało być reakcją na krytykę jego strategii wobec Iranu ze strony niemieckiego kanclerza. Niemiecka prasa ocenia to jednoznacznie: kto schlebia Trumpowi, zyskuje, kto krytykuje, odczuwa jego gniew.
„Żołnierze jak cukierki” – koniec starego NATO?
Dziennik „Süddeutsche Zeitung” bije na alarm, twierdząc, że obecna administracja w Waszyngtonie radykalnie zrywa z dotychczasową polityką obronną. Przez blisko 80 lat obecność wojsk USA w Europie była namacalnym dowodem na gotowość do realizacji art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego.
Dziś, zdaniem niemieckiej prasy, amerykańscy żołnierze stali się narzędziem w rękach Trumpa. Twierdzą nawet, że służą oni jako „cukierki” dla „grzecznych dzieci”, a decyzje o ich stacjonowaniu nie wynikają ze strategii czy odstraszania, lecz z osobistych preferencji.
Fatalny sygnał dla Moskwy i wyzwanie dla Europy
Niemieccy komentatorzy wskazują, że nieprzewidywalność Trumpa to „fatalny sygnał” wysłany w stronę Kremla. Władimir Putin może dojść do wniosku, że gotowość USA do obrony sojusznika zależy wyłącznie od chwilowej sympatii prezydenta do konkretnych liderów politycznych.
Berlin uważa, że w tej sytuacji przesłanie dla Starego Kontynentu jest jasne: Europa musi uniezależnić się militarnie od Ameryki tak szybko i kompleksowo, jak to tylko możliwe, przejmując odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo konwencjonalne.
źr. wPolsce24 za Deutsche Welle











