Niecodzienny efekt operacji szczęki. Pacjentka zaczęła mówić z brytyjskim akcentem

Kim Hall wychowała się w miasteczku Goulburn w Nowej Południowej Walii. W 2021 roku udała się do dentysty, bo od wielu dni zmagała się z uporczywym bólem zęba. Dentysta wykonał biopsję, która pokazała, że cierpi na raka kolczystokomórkowego skóry w dolnej szczęce. Kobieta powiedziała portalowi news.com.au, że zupełnie nie spodziewała się takiej diagnozy. - W najdzikszych snach nie myślałam, że to rak głowy i szyi. Powiedzieć, że byłam w szoku, to nic nie powiedzieć - relacjonowała.
Zauważyły, że mówi inaczej
Hall w ramach leczenia przeszła chemioterapię i kilka operacji. Udało jej się pokonać raka. Jedna z operacji – rekonstrukcja szczęki – miała jednak wysoce niecodzienny efekt.
Mniej więcej tydzień po operacji w szpitalu odwiedziła ją mama i siostra. Podczas rozmowy siostra zauważyła, że Hall brzmi inaczej – stwierdziła, że mówi bardziej wykwintnie. Wkrótce potem inni ludzie, łącznie z jej, chirurgiem również to zauważyli. W końcu i ona sama to usłyszała – zamiast zwyczajnego australijskiego zaśpiewu, zaczęła mówić z brytyjskim akcentem.
Hall powiedziała dziennikarzom, że powiedziano jej, że jej nowy akcent brzmi jakby pochodziła z Yorkshire na północy Anglii. Musi wierzyć im na słowo, bo nigdy nie była w tym mieście. Na dodatek nigdy nie miała ochoty na odwiedzenie Wielkiej Brytanii, ale być może teraz to zrobi.
Niezwykle rzadkie schorzenie
To, co spotkało Hall, to tzw. syndrom zagranicznego akcentu. To niezwykle rzadkie schorzenie neurologiczne – do 2019 roku na całym świecie odnotowano jedynie 112 przypadków.
Dr Emma Carter, patolog mowy wyjaśniła, że wbrew nazwie nie zmienia on akcentu. Zmienia jedynie sposób, w jaki chory wymawia samogłoski. - Samogłoski niosą wiele akcentów. Więc to, co się w rzeczywistości stało, to to, że jej mózg w pewien sposób stworzył zmianę w tym, jak brzmią samogłoski, i my, jako słuchacze, dopasowujemy sobie to do czegoś, z czym jesteśmy zaznajomieni – przez co brzmi jak akcent z Yorkshire – tłumaczyła.
Dodała, że schorzenie jest wyjątkowo rzadkie, bo zwykle ten syndrom pojawia się na skutek wylewu lub urazu mózgu, a u Australijki pojawił się po operacji. Dodała, że jej głos raczej nie wróci do normy, bo powrót do australijskiego akcentu wymagałby gigantycznego wysiłku.
Zmaga się z nowym akcentem
Hall opowiedziała tę historię mediom, żeby - jak twierdzi - zwiększyć świadomość tego raka, siódmego najczęściej diagnozowanego nowotworu w Australii oraz pomóc organizacji Surfebruary, która zbiera pieniądze na badania nad rakiem. Dr Carter wyjaśniła, że dzięki tej organizacji mogła skorzystać z Restorabite, urządzenia do rehabilitacji. Powiedziała, że początkowo mogła otwierać usta tylko na centymetr, a teraz otwiera je już na trzy, dzięki czemu może jeść, mówić czy myć zęby.
Hall wyjaśniła jednak, że daleko jej jeszcze do normalnego życia. Powiedziała, że straciła poczucie smaku, a obecnie nie może jeść stałych pokarmów, a jedynie zupy i koktajle. Wciąż zmaga się z nowym akcentem i ma problemy z wymawianiem niektórych słów, takich jak np. „Australia”. Nie potrafi też powiedzieć mum – czyli „mama” po australijsku, co jest dla niej szczególnym problemem, bo pracuje w szkole z małymi dziećmi.
Czasem tęskni też za swoim starym akcentem i za życiem przed diagnozą. Jest jednak wdzięczna, że udało się wyleczyć jej raka i liczy, że praca z terapeutką mowy pozwoli jej komunikować się bez wysiłku. Żyję, mam gdzieś to, jak mówię – podkreśliła.
źr. wPolsce24 za "New York Post"