Marine Le Pen apeluje od wyroku! Władze miękną, premier mówi o „możliwości refleksji”

Liderka Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen złożyła apelację od poniedziałkowego wyroku, który, poza karą więzienia, oznacza dla niej zakaz startu w wyborach prezydenckich. Le Pen jest liderką sondaży.
Zdążą przed wyborami?
Nie wiadomo, kiedy zostanie rozpatrzona apelacja. Ocenia się, że proces w sądzie wyższej instancji może odbyć się najwcześniej za rok, czyli wiosną 2026 roku. Wyrok zapadłby po kolejnych kilku miesiącach - jak szacuje AFP - nie wcześniej jednak niż jesienią 2026 r. Wybory są zaplanowane na wiosnę 2027 roku. Jeśli sędziowie „postaraliby się” mogliby w ogóle nie rozpatrzyć apelacji faworytki do zwycięstwa.
Premier i minister sprawiedliwości miękną w sprawie Le Pen?
Wydaje się jednak, że powszechne oburzenie na ewidentnie polityczny wyrok wobec Le Pen nieco zmroziło francuską władzę. Premier Francji François Bayrou podczas wtorkowej sesji parlamentu przyznał, że ma wątpliwości wobec przepisu pozwalającego na wykluczenie z wyborów na podstawie wyroku pierwszej instancji. Powiedział, że ta sprawa może być przedmiotem „refleksji” parlamentu. Z kolei minister sprawiedliwości Gérald Darmanin wyraził nadzieję na szybkie rozpatrzenie sprawy przez sąd wyższej instancji.
Wyrok, który zszokował świat
Przypomnijmy: sąd skazał Le Pen na cztery lata pozbawienia wolności (dwa w zawieszeniu, dwa w areszcie domowym pod dozorem elektronicznym) i grzywną w wysokości 100 tysięcy euro. Te kary nie wejdą jednak w życie, dopóki polityk nie wyczerpie wszystkich możliwych apelacji od wyroku. Inaczej jest z pozbawieniem Le Pen biernych praw wyborczych. Ta kara zacznie obowiązywać od razu, a nie po odwołaniach. Zadecydowała o tym wcześniej francuska Rada Konstytucyjna, kierowana przez człowieka, który do niedawna był jednym z ważniejszych współpracowników prezydenta Emmanuela Macrona.
Za co naprawdę ją skazali?
Za co skazana została Le Pen? Za sprzeniewierzenie funduszy publicznych, które miało polegać – w uproszczeniu – na tym, że asystenci zatrudniani w latach 2004-2016 przez polityków Frontu Narodowego w Europarlamencie pracowali faktycznie na rzecz partii. Jest to dość powszechna praktyka, kaliber sprawy wydaje się mniejszy, niż np. w przypadku fikcyjnego rozpisywania kilometrówek. Nie ma mowy o żadnej „kradzieży”, wydając wyrok sąd potwierdził, że działania Le Pen i innych osób zamieszanych w sprawę nie były prowadzone w celu osobistego wzbogacenia się.
źr. wPolsce za AFP, The Guardian