To się w głowie nie mieści! Premier do prezydenta: zrezygnuj sam albo usuniemy cię z urzędu!

Prezydent Sulyok w obliczu groźby premiera wobec swojej osoby zdecydował się na publiczne wystąpienie, w którym podkreślił, że nie ma żadnych podstaw prawnych ani konstytucyjnych do odejścia z urzędu. Powołał się na złożoną przysięgę, lojalność wobec całego narodu i obowiązek wypełniania mandatu do końca kadencji, czyli do 2029 roku.
Mimo to w poniedziałek rano Magyar wraz z ministrem sprawiedliwości spotkał się z prezydentem w Pałacu Sandora, by ponowić swoje groźby. Zgodnie z węgierską konstytucją prezydent może zostać odwołany jedynie w przypadku celowego naruszenia ustawy zasadniczej, nieprzestrzegania praw związanych z urzędem lub popełnienia przestępstwa. Żadna z tych przesłanek nie została publicznie wykazana.
Hipokryzja Brukseli bije rekordy
Gdy przez kilkanaście lat Viktor Orban bronił suwerenności Węgier, Bruksela, media głównego nurtu i lewicowo-liberalni politycy z całej Europy (w tym z Polski) codziennie grzmieli o „końcu demokracji”, „autorytaryzmie” i „łamaniu praworządności”. Dzisiaj, gdy nowy, probrukselski premier Peter Magyar grozi prezydentowi wybranemu zgodnie z konstytucją, używa języka ultimatów i zapowiada zmiany prawa w celu usunięcia głowy państwa – panuje cisza. Żadnych pilnych posiedzeń Parlamentu Europejskiego, żadnych apeli o ochronę instytucji, żadnych artykułów o „zamachu na demokrację”. Gdzie są wszyscy ci „obrońcy wartości europejskich”, którzy jeszcze niedawno robili z Węgier głównego wroga? Dlaczego tym razem nie słychać ostrzeżeń przed „dyktaturą większości” i „łamaniem konstytucji”?
Odpowiedź jest prosta: tym razem władzę przejął ktoś, kto podoba się Brukseli i Berlinowi. To klasyczny przykład podwójnych standardów. Gdy prawica wygrywa – każde działanie jest „zagrożeniem dla demokracji”. Gdy lewicowo-liberalna siła przejmuje stery, nawet jawne naciski na prezydenta i groźby zmiany konstytucji pod konkretną osobę stają się „konieczną reformą”.
Kto nauczył Magyara takiej polityki?
Trudno nie dostrzec wzorców z innych europejskich stolic, gdzie „rządy prawa” nagle stają się bardzo elastyczne, gdy chodzi o usunięcie niewygodnych instytucji odziedziczonych po poprzednikach. Polacy doskonale znają ten mechanizm z własnych doświadczeń. Dlatego z tym większym zdumieniem patrzymy na milczenie tych, którzy jeszcze niedawno pouczali całą Europę.
źr. wPolsce24 za PAP











