Świat

Ciemna strona in vitro. Gangsterzy prowadzą "fabrykę jajeczek". Przetrzymują niewolnice i faszerują je hormonami

opublikowano:
ivf-1514174_1280 (1)
Gangsterzy zarabiają na nielegalnym in vitro (fot. ilustracyjna Pixabay)
Kobiety z Tajlandii dostały propozycję pracy w Gruzji jako surogatki. Na miejscu czekał je koszmar.

Jak informuje portal Thai Examiner, kobieta o pseudonimie Na – jej prawdziwe nazwisko nie zostało podane – znalazła się w trudnej sytuacji finansowej. Pracowała jako sprzedawczyni, ale jej pensja ledwie starczała na utrzymanie swojego dziecka. Postanowiła więc poszukać dodatkowego, lepiej płatnego zajęcia. 

Atrakcyjna oferta 

W internecie znalazła ogłoszenie firmy, która rekrutowała surogatki – kobiety, które rodzą dzieci dla innych osób. Musiałaby w tym celu wyjechać do Gruzji – w Tajlandii surogacja jest nielegalna – ale warunki finansowe były bardzo atrakcyjne. Oferowano od 400 tys. do 600 tys. batów rocznie (47-71 tys. zł). Gdy zadzwoniła pod podany w ogłoszeniu numer telefonu, wszyscy byli dla niej bardzo mili.

Na powiedziano, że do Gruzji poleci 30 sierpnia 2024 roku z lotniska międzynarodowego w Rayong. Tego dnia na lotnisku poznała dziesięć innych kobiet, które również przyjęły tę ofertę pracy. Towarzyszyła im także przewodniczka. Wręczyła im po 17 tys. batów (ok. 2 tys. zł) w gotówce – wyjaśniła, że urzędnicy imigracyjni mogą spytać, czy mają pieniądze na wyjazd.

Kobiety poleciały najpierw do Dubaju, gdzie przesiadły się do samolotu lecącego do Armenii. Tam spędziły trzy dni w hotelu. Przewodniczka zachęcała je, by robiły sobie zdjęcia jakby były na wakacjach – zapewne chciano ich użyć przy rekrutacji kolejnych kobiet. Następnie wsiadły do pociągu i po dziesięciu godzinach dotarły do Gruzji. Tam spędziły kolejny dzień w hotelu. Tego dnia przewodniczka zabrała im paszporty. Twierdziła, że to „wymóg administracyjny”. 

Traktowano je jak bydło

Następnego dnia zabrano je do składającego się z kilku domów kompleksu. Jeden z nich był szczególnie duży. Na spotkała w nim ok. stu Tajek, które przybyły przed nią. Zauważyła, że wiele z nich wygląda bardzo niezdrowo. Powiedziały jej, że nie są zadowolone ze swojej sytuacji, wiele z nich płakało. Zauważyła też, że po rezydencji kręciło się wielu Chińczyków.

Następnie zabrano ją do małego domku, w którym zamieszkała z dziesięcioma innymi kobietami. Dopiero tam poznała prawdę o tym, co ją czeka. Okazało się, że nie zostanie surogatką. Zamiast tego członkowie chińskiego gangu, którego padła ofiarą, podawali jej i innym kobietom hormony, które stymulowały produkcję jajeczek. Potem je usypiano i wyciągano je z nich przy pomocy specjalnej maszyny, by sprzedać je chętnym na zapłodnienie in vitro. Takie praktyki mogą mieć straszny wpływ na zdrowie i doprowadzić do bezpłodności, ale nikt się tym nie przejmował. Kobiety były traktowane jak niewolnice, nikt im nawet nie płacił. Jedna z kobiet powiedziała później mediom, że traktowano je jak bydło.

Musiała zapłacić za wolność 

Gangsterzy powiedzieli Na, że jeśli chce odzyskać wolność, to musi im zapłacić 70 tys. batów (ok. 8,2 tys. zł). Jej krewni dali radę uzbierać potrzebną kwotę, a gangsterzy dotrzymali słowa i odesłali ją 9 września do Tajlandii, z wieloma innymi kobietami. Wcześniej Na zaprzyjaźniła się jednak z towarzyszkami niedoli i postanowiła im pomóc – zwłaszcza trzem koleżankom, które nie miały pieniędzy na okup.

Po powrocie do kraju skontaktowała się z Paveeną Hongsakul, której fundacja pomaga ofiarom handlu żywym towarem. Ta następnie skontaktowała się z Tajską Policją Królewską, a generał Suraphan Thaiprasert zgodził się im pomóc. Po przesłuchaniu Na tajska policja skontaktowała się ze swoimi gruzińskimi kolegami po fachu. 

Trzy kobiety zostały uratowane. Setki innych może nadal cierpieć 

Zorganizowanie wspólnej akcji trochę potrwało. W końcu 30 stycznia policjanci dokonali nalotu na tę placówkę. Udało im się uratować trzy kobiety, które wróciły już do kraju i przebywają obecnie w policyjnej kryjówce. Dochodzą tam do siebie po tym, co je spotkało, a policja bada niebezpieczeństwo, które może im teraz grozić ze strony gangsterów. Nie wiadomo, ile kobiet jeszcze w niej zostało. Władze Tajlandii podkreślają, że śledztwo w tej sprawie nadal się toczy.

Dla wszystkich jest jasne, że ta „fabryka jajeczek” nie była jedyną. Nielegalne usługi in vitro stają się coraz bardziej popularne, a to oznacza, że przestępczość zorganizowana coraz lepiej na nich zarabia. W Tajlandii surogacja została zakazana w 2015 roku, więc wiele kobiet jest zwabiana lub porywana do państw, w których przepisy są bardziej liberalne. Hongsakul powiedziała na konferencji prasowej, że jej fundacja dostaje setki zgłoszeń o takich przypadkach.

W Azji wiodącą rolę na tym rynku odgrywają chińskie gangi. Aktywistka wezwała władze Chin, by wreszcie się z nimi rozprawiły, bo stanowią ogromne zagrożenie. Zauważyła też, że wiele dzieci urodzonych przez ich działalność może być zabijana celem pobrania organów czy komórek macierzystych. Ostrzegła też kobiety, które szukają pracy za granicą, by zachowały szczególną ostrożność. Gdy już wyjedziesz, możesz nie mieć szansy wrócić – podkreśliła.

źr. wPolsce24 za Thai Examiner, The New Feminist 

Świat

Czas ożywić projekt Trójmorza! Prezydent Nawrocki poleciał na szczyt organizacji do Chorwacji

opublikowano:
Szczyt Inicjatywy Trójmorza na Zamku Królewskim w Warszawie z udziałem prezydenta Andrzej Dudy i prezydenta USA Donalda Trumpa, 2017 rok
Szczyt Inicjatywy Trójmorza na Zamku Królewskim w Warszawie z udziałem prezydenta Andrzej Dudy i prezydenta USA Donalda Trumpa, 2017 rok (Fot. Fratria)
Prezydent Karol Nawrocki rozpoczął wizytę w Chorwacji, gdzie we wtorek w Dubrowniku odbędzie się 11. szczyt Inicjatywy Trójmorza. Wydarzeniu towarzyszy także Forum Biznesu, z udziałem licznej delegacji przedsiębiorców z Polski.
Świat

Rosyjski terror przekroczył granicę NATO! Dron uderzył w blok mieszkalny w Rumunii. Są ranni, płoną budynki

opublikowano:
Blok mieszkalny w Rumunii zaatakowany przez rosyjski dron
(fot. screeny za portalem X/@EuromaidanPress)
Rosyjski dron bezzałogowy, biorący udział w zmasowanym ataku na Ukrainę, wleciał w przestrzeń powietrzną NATO i uderzył w budynek mieszkalny w Rumunii. W mieście Gałacz wybuchł pożar, a ranni cywile musieli uciekać z płonącego wieżowca. To kolejny dowód na to, że kremlowska agresja bezpośrednio zagraża państwom Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Świat

Strażak z Paryża: "płakałem, gdy wracałem z piekła". W tle porównania z cywilizowaną Polską

opublikowano:
Po lewej Kraków, po drugiej Paryż. To już nie są dwa różnie sposoby świętowania, to dwie różne cywilizacje
Po lewej Kraków, po drugiej Paryż. To już nie są dwa różnie sposoby świętowania, to dwie różne cywilizacje
Po zwycięstwie Paris Saint-Germain w finale Ligi Mistrzów ulice Paryża zamieniły się w strefę wojny. Zamiast radości – pożary, ataki na policję i strażaków, demolka i chaos. Najbardziej porażająca jest anonimowa relacja francuskiego strażaka, który uczestniczył w nocnej akcji. Przedstawiła ją w swoim programie na antenie telewizji wPolsce24 red. Aleksandra Jakubowska.
Świat

Zapytał na szkoleniu o zamachy islamistów i wyleciał z pracy w policji. Po roku zapadł wyrok

opublikowano:
Luke Salmons rok walczył o to, by móc wrócić do pracy, którą stracił w wyniku chorych zasad w brytyjskiej policji
Luke Salmons rok walczył o to, by móc wrócić do pracy, którą stracił w wyniku chorych zasad w brytyjskiej policji
Kolejny skandal z Wielkiej Brytanii pokazuje, jak daleko zaszła tam ideologiczna cenzura w instytucjach publicznych. Luke Salmons, chrześcijanin i policjant z North Yorkshire, został zawieszony, a następnie zwolniony ze służby i wpisany na listę zakazaną (Police Barred List) tylko dlatego, że podczas obowiązkowego szkolenia z „różnorodności i inkluzywności” ośmielił się zadać kilka pytań dotyczących islamu.
Świat

Cudownie młody, roześmiany. Czy można było go uratować? – poruszająca rozmowa z przyjaciółką rodziny Henry’ego Nowaka

opublikowano:
Henry Nowak
Był wspaniały. Kiedy po jego śmierci rodzina weszła do jego pokoju, znaleźli Biblię i różaniec. Wcześniej nawet o tym nie wiedzieli – mówi w poruszającej rozmowie na antenie telewizji wPolsce24 przyjaciółka rodziny zamordowanego Henry’ego Nowaka.
Świat

Polski dziennikarz udał się do migranckiej dzielnicy w Paryżu. To, co zobaczył na miejscu, przeraża. Czy Polskę czeka to samo?

opublikowano:
Redaktor Jarząbek w Paryżu
Redaktor Jarząbek w Paryżu (fot. wPolsce24)
Paryż z turystycznych pocztówek to dziś jedynie fasada. Zamiast romantycznych spacerów, brutalna rzeczywistość stolicy Francji to dziś imigranckie getta, wszechobecna przemoc i handel narkotykami w biały dzień. To przerażające oblicze Zachodu ukazuje prawdzie realia niekontrolowanej migracji. Jeśli nie zablokujemy unijnego paktu migracyjnego, polskie ulice mogą wkrótce stać się równie niebezpieczne.