Pięć dni pod gruzami. Po trzęsieniu ziemi wciąż jest szansa na ratunek

Najbardziej dotknięta kataklizmem została właśnie Birma. Bilans ofiar śmiertelnych wzrósł tu do 2886 - poinformował w środę rzecznik rządzącej krajem junty, generał Zaw Min Tun. Obrażeń doznało 4639 osób, a 373 są nadal uznawane za zaginione.
Eksperci uważają jednak, że liczba ofiar śmiertelnych może być znacznie wyższa niż podawana oficjalnie, ponieważ trzęsienie ziemi nawiedziło najludniejsze regiony kraju, ze stolicą Naypyidaw i Mandalay, drugim co do wielkości miastem włącznie. Według doniesień największe zniszczenia są właśnie w Mandalay.
Cudownie uratowani
Od czasu trzęsienia ziemi, które miało miejsce w piątek, do Birmy przybyło ponad tysiąc zagranicznych ratowników, aby wesprzeć słabo wyposażone lokalne służby. Z informacji przekazywanych przez wojskowe władze Birmy wynika, że dotąd spod gruzów wydobyto żywych około 650 osób.
Młody mężczyzna wydobyty we wtorek był kolejną cudem uratowaną osobą. Wcześniej tego samego dnia ratownicy dotarli do 60-letniej kobiety, uwięzionej pod gruzami przez 91 godzin.
Bez zawieszenia broni
Zbieranie informacji o ofiarach utrudnia trwająca w Birmie wojna domowa, w której biorą udział dziesiątki uzbrojonych grup mniejszości etnicznych. O ile jednak z uwagi na kataklizm kilka grup rebelianckich ogłosiło zawieszenie działań wojennych, o tyle przywódca junty Min Aung Hlaing ani myśli tego zrobić. Przeciwnie, zapowiedział kontynuację „działań obronnych” przeciwko „terrorystom”. „Terroryści dokonują aktów sabotażu i zakłócają dostawy prądu” – stwierdził w oświadczeniu wydanym we wtorek późnym wieczorem. Armia „będzie nadal prowadzić niezbędne działania obronne” – dodał.
Według doniesień lokalnych mediów junta wciąż przeprowadza naloty na obszary kontrolowane przez siły opozycyjne.
Trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,7 w skali Richtera nawiedziło Birmę 28 marca. Wstrząsy były odczuwalne również w Tajlandii, Chinach i Indiach. W Tajlandii zginęły co najmniej 22 osoby.
źr. wPolsce24 za BFMTV/AFP