HAŃBA BERLINA! Niemcy cynicznie grają na czas w sprawie wypłat dla polskich ofiar. Zdumiewające doniesienia prasy

„SZ” przypomina, iż rząd Niemiec blokuje ustalenia dotyczące tzw. „humanitarnego gestu” wobec ok. 50 tys. żyjących polskich ofiar niemieckiego nazizmu. Gazeta dodaje, że każdego miesiąca z powodu podeszłego wieku umiera około tysiąca uprawnionych do odszkodowań Polaków, a niemieccy politycy zasłaniają się problemami budżetowymi i rzekomym „zamknięciem” tematu reparacji.
Nawet w ocenie niemieckiej prasy zwłoka rządu federalnego naraża Berlin na zarzut, że celowo czeka on na śmierć ofiar, by zatrzymać pieniądze w kasie państwa.
Puste obietnice i urzędnicza ściana
Jeszcze w grudniu kanclerz Friedrich Merz z wielkim patosem zapewniał, że jego rząd jest „świadomy historycznej odpowiedzialności” Niemiec wobec Polski. Jak te górnolotne deklaracje wyglądają w zderzeniu z rzeczywistością? Jak typowa zasłona dymna. Z ustaleń opublikowanych w poniedziałkowym wydaniu „Sueddeutsche Zeitung” (cytowanych m. in. przez portal RMF24) wynika, że sprawa zadośćuczynienia utknęła w martwym punkcie, a niemieckie ministerstwa zajmują się niekończącym się „omawianiem” polskiego planu.
Dodajmy, iż nawet niemieckie media konstatują, iż polski projekt jest przy tym niezwykle konkretny i wyjątkowo ugodowy.
Zakłada on, że w pierwszym roku jego obowiązywania (2027 r.) z niemieckiego budżetu popłynęłoby na rzecz ofiar zaledwie 100 milionów euro, a w kolejnych latach ta kwota systematycznie by malała. Nawet tak ułamkowa suma okazała się jednak dla gospodarczej potęgi Europy powodem do mnożenia biurokratycznych przeszkód.
„Czekają, aż ofiary wymrą”
Sytuacja jest dramatyczna, ponieważ czas bezlitośnie gra na niekorzyść poszkodowanych Polaków. Mówimy o ludziach, którzy przeszli przez piekło niemieckiego terroru i na elementarną sprawiedliwość czekają od osiemdziesięciu lat. Według statystyk, co miesiąc umiera około tysiąca z nich.
Niemiecki publicysta Daniel Brössler na łamach „SZ” nie owija w bawełnę i potępia zachowanie własnego rządu. „Im dłużej Niemcy zwodzą polskie ofiary nazizmu, tym większa staje się hańba” – alarmuje dziennikarz, miażdżąc argumenty przeciwników wypłat. Przypomina, że ewentualny opór ze strony politycznych populistów wewnątrz Niemiec nie może być żadną wymówką do pozostawienia ofiar II wojny światowej „na lodzie”.
W tekście pada również najcięższy zarzut: rząd w Berlinie naraża się na uprawnione podejrzenie, że jego jedyną strategią jest przeczekanie problemu. Im dłużej niemiecka administracja będzie zwlekać, tym więcej pieniędzy rzekomo zaoszczędzi.
Cynizm zamiast pojednania
Dlaczego zatem Niemcy wciąż odmawiają Polakom należnych im środków? Argumentacja podnoszona przez krytyków wypłat za Odrą to prawdziwy festiwal politycznego cynizmu. Urzędnicy w Berlinie zasłaniają się... „trudną sytuacją budżetową” oraz podsycają sztuczne obawy, że finansowy gest wobec Polski otworzy puszkę Pandory i wywoła żądania ze strony innych państw.
W kuluarowych rozmowach powraca także stały, odrzucany przez Polskę argument, jakoby sprawa reparacji za II wojnę światową była prawnie „kwestią zamkniętą”.
To kolejny bolesny dowód na to, jak w praktyce wygląda słynne niemieckie "pojednanie" i uprawiana przez Berlin polityka historyczna. Państwo, które nieustannie kreuje się na moralne supermocarstwo i chętnie poucza inne narody w kwestiach praworządności, w obliczu realnego zadośćuczynienia za własne, niewyobrażalne zbrodnie na Polakach, decyduje się na perfidną grę na czas. Dla niemieckiej biurokracji budżetowe tabele po raz kolejny okazały się ważniejsze niż sprawiedliwość dziejowa i szacunek wobec gasnącego pokolenia ofiar.
źr. wPolsce24.tv do „Sueddeutsche Zeitung”










