Świat

W końcu się doczekali. Amerykańska marynarka przeprosiła za zbrodnię wojenną sprzed stulecia

opublikowano:
Zrzut ekranu 2024-10-28 152723
Rzekomy bunt wywołał bardzo ostrą reakcje US Navy (il. Moss Eng Co., NY\Wikipedia)
142 lata temu amerykańska marynarka wojenna zaatakowała i ostrzelała wioskę Indian na Alasce. Teraz w końcu za to przeprosili.

W 1867 roku rząd USA odkupił Alaskę od Cesarstwa Rosyjskiego. Rosjanie sprzedali ją, bo jej kolonizacja okazała się trudna, a Moskwa potrzebowała pieniędzy po przegranej wojnie krymskiej. Zgodzili się oddać ją za 7.2 miliona dolarów – ok. 129 milionów po dzisiejszym kursie. Ten zakup początkowo wywołał mieszane reakcje wśród Amerykanów. Wiele osób nazywało go nawet „szaleństwem Sewarda”. William H. Seward był sekretarzem stanu, który negocjował ten zakup. Po latach okazało się, że Amerykanie zrobili świetny interes, bo na Alasce odkryto ogromne ilości surowców naturalnych, jak złoto czy ropa. 

Przejęcie Alaski doprowadziło do licznych konfliktów między jej rdzennymi mieszkańcami i rządem oraz amerykańskimi firmami. Często interweniowała w nich US Navy. Jedna z takich interwencji miała miejsce w zamieszkiwanej przez plemię Tlingit wiosce Angoon, na południowym wschodzie stanu. 

Mieli wziąć zakładników

Dzisiaj nie wiadomo, co było jej powodem. Wiadomo tylko, że 22 października 1882 roku na statku wielorybniczym należącym do firmy Northwest Trading Company doszło do eksplozji harpuna. Kilku członków załogi odniosło rany, a szaman o imieniu Til'tlein, który na nim pracował, stracił życie. Według US Navy członkowie tego plemienia zmusili statek do przybicia do brzegu, wzięli dwóch zakładników i zażądali 200 koców jako odszkodowania za tę śmierć. Przedstawiciele firmy odmówili i kazali im wracać do pracy. Kiedy pomalowali sobie twarze na czarno przy pomocy smoły i łoju, firma wystraszyła się, że szykują się do powstania, po czym poprosiła marynarkę o pomoc.

Samo plemię przedstawia inną wersję. Twierdzą, że załoga statku, wśród której było wielu Tlingitów, sama przybiła do brzegu i została w pobliżu wioski z szacunku dla zmarłego i po to, by wziąć udział w uroczystościach pogrzebowych. Twierdzą też, że nie zażądaliby odszkodowania od firmy tak szybko po śmierci szamana. Plemienni historycy uważają też, że informacja o zakładnikach to kłamstwo. Dokumenty US Navy zdają się to potwierdzać – nie ma w nich ani słowa o ich odbiciu. 

Surowa kara

To, co stało się potem, nie budzi już wątpliwości. Komandor Edgar C. Merriman postanowił interweniować. Jego okręt, USS Adams, miał zbyt duże zanurzenie, by zbliżyć się do wioski. Przejął więc holownik Favorite, a w skład jego formacji wciągnął także kuter skarbowy USRC Thomas Corwin, który uzbroił w kartaczownicę Gatlinga i haubicę. 

Jego okręty dotarły do wioski 25 października. Merruman zażądał od Tlingitów uwolnienia zakładników i oddania firmowej własności. Zażądał także, by w ramach kary przekazali mu 400 koców, które w zimnym klimacie Alaski były na wagę złota. Udało im się zebrać jedynie 81. Gdy o tym usłyszał, rozkazał otwarcie ognia w kierunku wioski i wysadzenie na brzeg desantu piechoty morskiej. Wioska, w tym składy żywności i kajaki jej mieszkańców, została doszczętnie zniszczona. Mieszkańcom udało się uciec, ale sześcioro dzieci zmarło na skutek zatrucia dymem z płonących budynków. Nieznana liczba członków tego plemienia nie przeżyła też zimy z powodu braku żywności i schronienia. Według tradycji plemienia wielu starców wyszło tej zimy do lasu, by tam umrzeć, by więcej jedzenia zostało dla młodych.

Mizerne odszkodowanie

Ten atak odbił się w USA bardzo szerokim echem i oburzył wielu Amerykanów. Dwa lata później w Kongresie pojawiła się specjalna ustawa, która odbierała kontrolę nad Alaską z rąk wojska i utworzyła z niej terytorium pod cywilną kontrolą. Dziś wielu historyków jest przekonanych, że ekspedycja karna Merrimana miała na to ogromny wpływ. Kalifornijski kongresman James Budd przyznawał to w trakcie debaty nad nią. Indianie nie spełnili apodyktycznego rozkazu tego królewskiego dyktatora. O ile rozumiem, nie mieli koców. Dowódca okrętu USA był prawem sam w sobie i nad ranem on, amerykański oficer, sędzia, ława przysięgłych i szeryf, spełnił swoją groźbę i ostrzelał indiańską wioskę - grzmiał w Kongresie.

Mimo tego Tlingitom przyszło bardzo długo czekać na przeprosiny. Dopiero w 1973 roku rząd przyznał im 90 tys. dolarów odszkodowania za zniszczone wtedy mienie. To była kwota, na jaką obliczono ich straty w 1882 roku, bez uwzględnienia inflacji – po wzięciu jej pod uwagę kwota powinna wynieść ok. 4,5 miliona dolarów. Plemię zaakceptowało jednak to odszkodowanie jako formę przyznania się, że padli ofiarą zbrodni wojennej z rąk US Navy. Na początku lat 90-tych ówczesny gubernator Alaski Jay Hammond ogłosił, że setna rocznica ostrzelania Angoon będzie „dniem pamięci Tlingitów”. 

Przeprosiny po wielu latach

Teraz w końcu zostali przeproszeni także przez marynarkę USA.

Marynarka bierze odpowiedzialność za ból i cierpienie sprawione ludowi Tlingit i przyznajemy, że te złe czyny spowodowały straty życia, straty surowców, straty kultury oraz stworzyły pokoleniową traumę dla tych klanów” - powiedział w trakcie rocznicowych obchodów w Angoon wiceadmirał Marc Sucato, dowódca regionu północno-zachodniego.

Dodał, że marynarka traktuje tamten incydent bardzo poważnie i ma świadomość, że powinna przeprosić za niego dużo wcześniej.

To nie są pierwsze takie przeprosiny. W zeszłym miesiącu US Navy przeprosiła za zniszczenie w 1869 trzech wiosek i dwóch fortów Tlingitów w pobliżu dzisiejszego miasta Kake. Było to pokłosiem konfliktu między nimi i białymi traperami. Ich zniszczenie również sprawiło, że wielu przedstawicieli plemienia nie przeżyło najbliższej zimy. Armia planuje też przeprosić za ostrzelanie w tym samym roku wioski Wrangel, kiedy mieszkający w niej Indianie Stikine nie chcieli wydać podejrzanego o morderstwo żołnierza, który wcześniej zabił jego syna. Po dwudniowym ostrzale w końcu go wydali, a żołnierze postawili go przed sądem wojennym i powiesili. Była to pierwsza kara śmierci na Alasce pod rządami USA.

źr. wPolsce24 za AP

Świat

Wpadka czy strategia? Burza w UE po słowach von der Leyen o „członkostwie” Kanady

opublikowano:
Premier Kanady Mark Carney, przewodnicząca Parlamentu Europejskiego Roberta Metsola i przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w Strasburgu.
Mark Carney, Roberta Metsola i Ursula von der Leyen podczas wizyty premiera Kanady w Parlamencie Europejskim w Strasburgu. Spotkania dotyczyły zacieśniania współpracy Kanady z Unią Europejską m.in. w obszarach handlu, inwestycji i bezpieczeństwa (fot. PAP/EPA graf. AI)
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wywołała dyplomatyczną burzę, ogłaszając publicznie chęć uczynienia z Kanady pierwszego „członka stowarzyszonego” Unii Europejskiej. Deklaracja, która padła w obecności kanadyjskiego premiera Marka Carneya, spotkała się z aplauzem eurodeputowanych, jednak natychmiast obnażyła brak spójności wewnątrz UE oraz wywołała ostre reakcje za oceanem. Główny problem polega na tym, że status „członkostwa stowarzyszonego” formalnie nie istnieje w unijnych traktatach, a sama Kanada nie wydaje się gotowa na przyjęcie takiej nomenklatury.
Świat

Koniec „niemieckiego eldorado”. Korporacyjny gigant zamyka zakład, setki polskich rodzin na bruku

opublikowano:
Załamana kobieta przed biurkiem.
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Pixabay)
Przez lata wmawiano Polakom, że praca u zachodnich sąsiadów to gwarancja dostatku i stabilizacji życiowej. Ta iluzja właśnie boleśnie pęka na oczach setek naszych rodaków w Turyngii. Gigant e-commerce Zalando bezwzględnie likwiduje swoje potężne centrum logistyczne w Erfurcie. Z dnia na dzień pracę traci 2700 osób, w tym co najmniej pół tysiąca polskich pracowników, którzy związali z tym miejscem całe swoje życie. Coraz więcej z nich mówi wprost: czas wracać do Polski.
Świat

Popierali partie otwarte na migrantów. Teraz buntują się i chcą odłączyć się od Wielkiej Brytanii!

opublikowano:
Mieszkańcy Piddington opowiedzieli się za symbolicznym odłączeniem od Wielkiej Brytanii w proteście przeciwko planom zakwaterowania ponad 1200 osób ubiegających się o azyl w pobliskim kompleksie wojskowym.
Flaga Wielkiej Brytanii (fot.PxHere)
Mieszkańcy maleńkiej wioski Piddington w hrabstwie Oxfordshire opowiedzieli się za symbolicznym odłączeniem od Wielkiej Brytanii. Powodem są plany zakwaterowania migrantów w pobliżu tej miejscowości.
Świat

Miał być sprzęt dla polskiego wojska, jest niespodziewana decyzja Brukseli. Te pieniądze popłyną na Ukrainę

opublikowano:
Kobieta przemawiająca przy mikrofonie podczas wystąpienia w Parlamencie Europejskim
Zaskakujący ruch Brukseli. Polacy spłacą pożyczkę, ale pieniędzy na nasze wojsko nie zobaczą (fot. PAP/EPA)
Czy Unia Europejska dba jeszcze o bezpieczeństwo swoich własnych członków? Słowa przewodniczącej Komisji Europejskiej nie pozostawiają złudzeń. Niewykorzystane miliardy euro z funduszu pożyczkowego SAFE, na które liczyła Warszawa, by wzmocnić nasz potencjał militarny, mają trafić na wspólne projekty z ukraińskim przemysłem zbrojeniowym. Polska i inne kraje członkowskie zostały całkowicie zignorowane, a w kuluarach mówi się o gigantycznym skandalu.
Świat

Klamka zapadła. Waszyngton zamyka granice dla urzędników z RPA. Poszło o dyskryminację białych i grabież ziemi

opublikowano:
Donald Trump podczas publicznego wystąpienia. Zdjęcie ilustruje artykuł o napięciach między Stanami Zjednoczonymi a Republiką Południowej Afryki oraz restrykcjach wobec przedstawicieli władz RPA.
Donald Trump. Administracja USA zaostrza politykę wobec Republiki Południowej Afryki w związku ze sporem dotyczącym wywłaszczeń ziemi i sytuacji Afrykanerów (fot. PAP/EPA)
Stany Zjednoczone zaostrzają kurs wobec Republiki Południowej Afryki. Waszyngton ogłosił wprowadzenie restrykcji wizowych wobec urzędników i polityków z RPA, którym zarzuca promowanie dyskryminacji rasowej wymierzonej w białą mniejszość afrykanerską oraz umożliwianie konfiskaty ziemi bez odszkodowania. „Stany Zjednoczone nie pozwolą, by takie zachowania pozostały bez odpowiedzi” – ostrzegł sekretarz stanu USA Marco Rubio.
Świat

Tak zwycięża "praworządność". Uśmiercili dwulatka, ale za to zgodnie z przepisami

opublikowano:
W Holandii nie ma być chorych i cierpiących. Wszystkich można zabić, nawet jeśli są zbyt młodzi, by o to samodzielnie poprosić
W Holandii nie ma być chorych i cierpiących. Wszystkich można zabić, nawet jeśli są zbyt młodzi, by o to samodzielnie poprosić (Fot. Pixabay/ zdjęcie ilusttracyjne)
W Holandii po raz pierwszy zastosowano procedurę tzw. "aktywnego zakończenia życia" wobec dziecka w wieku poniżej 12 lat. Chodzi o niemal dwuletnie dziecko, które urodziło się po 26. tygodniu ciąży i cierpiało z powodu rozległego uszkodzenia mózgu, ciężkiej niepełnosprawności, padaczki oraz poważnych problemów z oddychaniem i połykaniem. Specjalna komisja, która zbadała sprawę, uznała, że lekarz działał z należytą starannością. Jej ustalenia trafiły jednak do prokuratury, która może jeszcze podjąć decyzję o wszczęciu postępowania.