Legendarna rosyjska jakość na przykładzie pucharu dla Spartaka Moskwa

Kryształowa konstrukcja rozpadła się na kawałki jak tania waza z bazaru. Na murawie zostały tylko odłamki, wstążki i głupia mina Solariego, który kompletnie nie wiedział, co się właściwie stało. Nie upuścił bowiem trofeum ani nie uderzył nim w jakiś inny przedmiot.
Ale to nie jest przypadek. To kwintesencja rosyjskiej inżynierii trofeowej. Tam, gdzie na Zachodzie wlewa się w formę solidny metal, który wytrzymuje napełnienie po brzegi szampanem, podskoki, a nawet upadek z piętrowego autokaru, choć już nie zmiażdżenie przez koła pojazdu (co zrobił kiedyś Sergio Ramos z pucharem Hiszpanii, zwanym tam Pucharem Króla), Rosjanie poszli w „ekskluzywny kryształ”. Bo przecież kto by chciał trwałości, kiedy można mieć efekt „jednorazowego użytku”?
Wyobraźcie sobie: cały sezon, walki, kontuzje, nerwowe mecze – a na koniec trofeum, które nie przetrwało nawet sesji zdjęciowej. Klasyka. Jak rosyjski czołg, który pada po pierwszym błocie, jak rosyjski samolot naddźwiękowy Tu-144, który rozpada się w powietrzu.
Spartak ma teraz puchar. A raczej jego wspomnienie. I piękną tradycję: w Rosji nawet trofea wiedzą, że lepiej nie przywiązywać się za bardzo do rzeczywistości. Bo i tak wszystko może się rozpaść w jednej chwili.
źr. wPolsce24 za X











