Co za porażka demokracji! Jednak zabrakło 28 głosów, by odwołać włodarza miasta!

W cieniu głośnego referendum w Krakowie odbyło się wczoraj także podobne głosowanie w Ciechocinku. Dane Państwowej Komisji Wyborczej nie pozostawiają wątpliwości: za odwołaniem burmistrza zagłosowały 2004 osoby, przeciw było zaledwie 85. Skala tej przewagi jest ogromna i pokazuje jednoznaczny kierunek nastrojów wśród tych, którzy zdecydowali się pójść do urn. Problem w tym, że to wciąż za mało.
Aby referendum było ważne, musiało wziąć w nim udział 2123 mieszkańców. Tymczasem frekwencja zatrzymała się na poziomie 2095 osób. Zabrakło dokładnie 28 głosujących.
Matematyka silniejsza niż wola głosujących
W praktyce oznacza to, że mimo przytłaczającego wyniku, referendum jest nieważne. Decyzja kilku, a właściwie kilkudziesięciu osób, które nie pojawiły się przy urnach, przeważyła nad głosem ponad dwóch tysięcy mieszkańców.
To właśnie ten mechanizm budzi największe emocje. Bo choć przepisy są jasne – próg frekwencyjny musi zostać osiągnięty – to efekt końcowy prowadzi do sytuacji, w której wyraźna wola aktywnej części społeczeństwa zostaje unieważniona.
Apel o bojkot zadziałał?
W trakcie kampanii przed referendum burmistrz Jarosław Jucewicz otwarcie zachęcał mieszkańców do… nieuczestniczenia w głosowaniu. Taka strategia, zgodna z obowiązującym prawem, często okazuje się skuteczna – bo w referendum kluczowe jest nie tylko to, kto jak głosuje, ale ilu ludzi w ogóle przyjdzie.
Po ogłoszeniu wyników burmistrz podziękował za wsparcie i zapowiedział powrót do pracy, podkreślając jednocześnie, że „było blisko”, by wynik był inny. Wskazał też na incydenty, które – jego zdaniem – miały miejsce w trakcie głosowania, jak naruszenia ciszy wyborczej czy namawianie mieszkańców do udziału.
Spór o przyszłość uzdrowiska
Referendum było efektem narastającego konfliktu wokół zarządzania miastem. Inicjatorzy zarzucali burmistrzowi m.in. brak dialogu z mieszkańcami oraz forsowanie kontrowersyjnych inwestycji, w tym budowy biogazowni w pobliżu tężni – symbolu uzdrowiska.
Sam burmistrz odpierał zarzuty, wskazując, że z pomysłu biogazowni już się wycofał.
Demokracja czy jej ograniczenie?
Sytuacja z Ciechocinka to podręcznikowy przykład napięcia między literą prawa a poczuciem sprawiedliwości społecznej. Z jednej strony obowiązują jasne reguły – referendum musi spełniać próg frekwencyjny. Z drugiej – trudno ignorować fakt, że niemal wszyscy głosujący opowiedzieli się za odwołaniem burmistrza.
I właśnie tu pojawia się pytanie, które wybrzmiewa najmocniej: czy system, w którym 28 nieobecnych „waży” więcej niż 2004 oddane głosy, rzeczywiście oddaje ducha demokracji?
źr. wPolsce24 za PAP











