Reaktywowali krwawy festiwal. Trudno uwierzyć, jak niebezpieczna może być dziecinna zabawa

Basant to popularne święto wiosny w kulturze Pendżabczyków – ludu zamieszkującego północno-zachodnie Indie i wschodni Pakistan. To święto nie ma korzeni religijnych i zwykle obchodzono je publicznymi zgromadzeniami, jedzeniem słodkich dań czy dekorowaniem domów żółtymi kwiatami. W czasach kolonialnych obchody tego święta, zwłaszcza w dużych miastach, zaczęto jednak łączyć z niezwykle popularnymi w Azji latawcami.
Przynosił liczne ofiary
To jednak sprawiło, że to święto stało się niebezpieczne. Głównym powodem były linki używane podczas tradycyjnych walk latawców. Często wykonywano je z metalu lub pokrywano odłamkami szkła, by odciąć linkę od latawca przeciwnika. Powodowały jednak groźne – często śmiertelne – okaleczenia wśród widzów i przypadkowych przechodniów. Uczestnicy tego święta często też spadali z dachów lub byli rażeni prądem, gdy próbowali odzyskiwać swoje latawce. Krwawe żniwo zbierały też popularne w tym regionie strzały z broni palnej w powietrze, oddawane przez podekscytowanych uczestników. Z tego powodu w wielu miastach regionu to święto zostało zakazane.
Najsłynniejszy festiwal Basant, który przyciągał turystów z całego świata, odbywał się w Lahore, drugim największym mieście Pakistanu. Seria śmiertelnych wypadków spowodowanych przez ostre linki, w której życie straciło co najmniej 12 osób – głównie motocyklistów, którym wiszące nad ulicami linki podcinały gardła – sprawiła, że w 2007 roku władze Pendżabu zabroniły tego święta w całej prowincji. Jak informuje agencja AP, od lat rozmawiano jednak o jego reaktywacji. W końcu zwolennikom tej tradycji udało się postawić na swoim i w ten weekend latawce znów wzniosły się w powietrze.
Radykalne środki bezpieczeństwa
Przed festiwalem władze poinformowały, że wyraziły na niego zgodę tylko pod warunkiem zachowania standardów bezpieczeństwa. W czasie jego trwania motocykliści z Lahore są zobowiązani, by zainstalować na swoich pojazdach anteny, które w razie czego złapią linkę latawca. Wprowadzono ograniczenia wielkości latawców, a nad niektórymi ulicami rozciągnięto siatkę. Policjanci obserwowali uczestników przy pomocy dronów i kamer monitoringu, tylko pierwszego dnia skonfiskowali ponad 100 tys. latawców i 2100 rolek linki, które uznano za niebezpieczne. Władze prowincji zdecydowały także, że ten weekend będzie wolny od pracy, by zredukować ruch uliczny. Zapowiedziały także, że osoby łamiące regulamin – zwłaszcza zapisy o zakazie stosowania ostrych linek – będą karane grzywnami, a nawet więzieniem.
Jak donosi BBC, festiwal okazał się wielkim sukcesem. Wielu mieszkańców Lahore wyszło na dachy, by przyglądać się setkom latawców nad miastem. Szczególną radość wywołał szczególnie wśród młodszych pokoleń, które po raz pierwszy w życiu mogły wziąć w nim udział. Aptekarz Kaszif Siddiqui powiedział dziennikarzom, że gdy ostatni raz brał w nim udział, jego syn miał trzy lata – a teraz bierze w nim udział ze swoimi dziećmi. To wyjątkowe święto dla mieszkańców Lahore – mamy to we krwi – powiedział – Tu nie chodzi o latawce i sznurki, tu chodzi o tradycję. Mój ojciec to robił, tak jak jego ojciec.
Na razie nie wiadomo, czy ten festiwal znów spowoduje ofiary. Władze prowincji nie ukrywają, że bardzo zależy im, by tak nie było. Nie tylko z troski o mieszkańców – liczą, że jego reaktywacja przyciągnie do Lahore turystów. Jousaf Salahuddin, który od lat walczył o jego reaktywację, powiedział, że wcześniej przynosił miastu ogromne zyski, które w większości trafiały do jego najbiedniejszych mieszkańców – ulicznych sprzedawców, właścicieli małych restauracji itp. W jego czasach był tak popularny, że miejsce w hotelach trzeba było rezerwować z dużym wyprzedzeniem, a linie lotnicze podstawiały dodatkowe samoloty. Przyznał, że widząc znów latawce nad miastem, czuł silne emocje. To zawsze była część nas, nie pamiętam miasta bez latawców – powiedział. Dodał jednak, że on sam nie świętuje. Nie mam cierpliwości, wczoraj polatałem jednym i go odcięto – wyznał – Więc powiedziałem „już nie latam – mam dosyć!
źr. wPolsce24 za BBC, AP











