"Za stara czy za głupia?” Wielki płacz ikony „uśmiechniętej Polski”. Nawet TVP w likwidacji nią wzgardziła

Jak donosi niezawodny portal Pudelek, celebrytka, która przez lata uosabiała „warszawski salon” i z dumą reprezentowała obóz dzisiejszego establishmentu, przeżyła bolesne zderzenie ze ścianą. Richardson bardzo chciała załapać się do nowego programu telewizji publicznej. Chodziła, pytała, przypominała o swoich „zasługach”. Efekt? Została odprawiona z kwitkiem.
Swoją frustrację wylewa teraz w mediach społecznościowych, stawiając dramatyczne pytania: „Jestem za głupia, czy za stara?”.
Cóż, pani Moniko, na tak postawione pytanie aż strach odpowiadać, żeby nie narazić się na zarzuty o ageizm, ale spieszymy z wyjaśnieniem, jak działa mechanizm, który sama pani przez lata żyrowała.
Rewolucja pożera własne paprotki
Przez ostatnie lata celebryci starej daty, z nostalgią wspominający czasy, gdy w „Pytaniu na śniadanie” pytało się o ulubiony kolor rzodkiewki, robili za medialną partyzantkę. Podpisywali listy protestacyjne, uśmiechali się na demonstracjach, zasilali szeregi „kasty oburzonych” i marzyli o dniu, w którym „nasza telewizja” wróci. Wrócili oni – cała ekipa od likwidacji i „czyszczenia”. Tyle że zamiast czerwonego dywanu i bukietów róż dla zasłużonych weteranów, dawne gwiazdy dostały potężnego kopa w stronę zasiłków dla bezrobotnych.
W nowej, „uśmiechniętej” TVP nie ma już miejsca na sentymenty. Establishment potrzebował waszych twarzy, gdy trzeba było krzyczeć o „wolnych mediach”. Teraz, gdy stołki zostały obsadzone przez nową, młodszą i jeszcze bardziej ortodoksyjną gwardię, dawne ikony okazały się po prostu... zbędnym balastem. Za drogie, zbyt opatrzone, za mało dynamiczne.
Smutny los emerytów „fajnopolizmu”
Przypadek Richardson to idealne studium tego, jak obecna władza traktuje swoje zaplecze. Jesteś przydatny, dopóki służysz jako taran. Kiedy cel zostaje osiągnięty, lądujesz w szafie z napisem „retro”. Na Woronicza liczy się teraz młody, dynamiczny target z TikToka, a nie opowieści o tym, jak to drzewiej bywało w „Europie da się lubić”, czy wspomnianym przez prezenterkę "Turnieju Miast" z lat 70.
Monika Richardson żali się, że telewizja pod obecnym kierownictwem nie potrzebuje profesjonalizmu i doświadczenia. O rany, jakież to odkrywcze! Dopiero teraz Pani to zauważyła? Gdy pisała Pani te słowa: Szanowni aparatczycy państwa PiS: czy to jest wasz patriotyzm? Z czego jesteście tacy dumni? Co znaczy "narodowy" w waszych ustach? Bo na pewno już nie "europejski", "otwarty", "nowoczesny", gdy wyrzucano ludzi z powodów czysto politycznych, to pani salon klaskał uszami z zachwytu. Gdy ten sam walec bezwzględnego pragmatyzmu przejechał po samej Monice, nagle pojawiła się refleksja o „braku szacunku”.
Trudno nie odczuwać pewnej satysfakcji, patrząc na ten festiwal hipokryzji. Celebryci, którzy pomogli stworzyć tego medialnego potwora, dzisiaj płaczą pod jego drzwiami, bo nikt nie chce wpuścić ich do środka.
Pani Moniko, odpowiadając na Pani pytanie: prawdopodobnie ani jedno, ani drugie. Po prostu w świecie „czystej wody”, którą teraz serwuje TVP w likwidacji, dla niektórych zabrakło już tlenu. Witamy w rzeczywistości, którą sami Państwo wykreowaliście! Swoją drogą, z szacunkiem dla Pani drogi zawodowej naprawdę stać Panią na więcej niż dyskusje z prof. Hartmanem, więc nie ma czego żałować.
źr. wPolsce24 za pudelek.pl











