Niemcy znowu badają, dlaczego ich dziadkowie tak bardzo pokochali Adolfa. Czy tylko nas to nie dziwi?

Najnowszym tego dowodem jest debata na łamach „Süddeutsche Zeitung”, która pochyla się nad wiecznie żywym za Odrą problemem: „Dlaczego właściwie nasi dziadkowie masowo zapisywali się do NSDAP?”.
Obca cywilizacja podbiła Niemcy?
No właśnie, dlaczego? Przecież z dzisiejszych opowieści przeciętnego Helmuta czy Hansa wynika, że w latach 1933–1945 w granicach Trzeciej Rzeszy mieszkali niemal wyłącznie bojownicy o wolność, antyfaszyści i zdezorientowani „mitlaufwers” (bierni współuczestnicy), którzy legitymację partyjną z ze swastyką przyjęli zapewne przez pomyłkę, myśląc, że zapisują się do kółka wędkarskiego.
Z cytowanych badań i ankiet wyłania się obraz wręcz komiczny, idealnie pasujący do słynnego socjologicznego hasła „Opa war kein Nazi” (Dziadek nie był nazistą). Otóż, według niedawnych sondaży przeprowadzonych dla tygodnika "Die Zeit", zaledwie... 3 procent współczesnych Niemców uważa, że większość ich rodziny popierała narodowy socjalizm. Mało tego, aż 26 procent ma absolutną pewność, że ich przodkowie byli wręcz zagorzałymi wrogami i przeciwnikami Hitlera!
Gdyby zsumować te deklaracje z dzisiejszymi, postępowymi standardami Berlina, okazałoby się, że Trzecia Rzesza była okupowana przez jakąś tajemniczą, zewnętrzną cywilizację, a rodowici Niemcy cierpieli pod jej butem ramię w ramię z resztą Europy.
Archiwa nie kłamią
Jednak archiwa i zachowana kartoteka członków NSDAP psują to dobre samopoczucie. „Süddeutsche Zeitung”, piórem Roberta Probsta – z właściwym dla tamtejszej lewicowo-liberalnej elity bólem serca – musi przyznać, że motywacje ich przodków były boleśnie przyziemne, a skala zjawiska masowa. Antykomunizm? Kult wodza? Owszem. Ale przede wszystkim: zwykła chciwość, chęć zrobienia kariery, zdobycia lepszego stanowiska, przypodobania się władzy i – mówiąc wprost – chęć zagarnięcia mienia tych, których system akurat eliminował.
To zresztą fascynujący mechanizm psychologiczny, który u naszych zachodnich sąsiadów nie zmienia się od pokoleń. Kiedyś masowo ulegali zbiorowej psychozie pod znakiem brunatnego totalitaryzmu, bo tak było wygodnie i zyskownie. Dziś z dokładnie tą samą gorliwością, bezrefleksyjnie i stadnie, udają naród „oczyszczony”, pouczając całą Europę (a zwłaszcza Polskę) w kwestiach demokracji, praworządności i moralności.
Zamiast więc pisać kolejne opasłe tomiska i analizować, czy dziadek z Wehrmachtu albo babcia z Bund Deutscher Mädel zapisali się do systemu z miłości do Führera, czy tylko po to, by dostać tańszy talon na Volkswagena, niemieccy publicyści powinni spojrzeć w lustro. Trudno jednak oczekiwać szczerości od narodu, w którym co czwarta rodzina wierzy, że jej własny dziadek spędził wojnę na konspirowaniu przeciwko Hitlerowi. Z taką kreatywnością w pisaniu historii na nowo, za kolejne kilkadziesiąt lat Niemcy zapewne oficjalnie ogłoszą, że to oni pierwsi ruszyli do wyzwalania Europy w 1939 roku.
źr. wPolsce24 za „Süddeutsche Zeitung”, "Die Zeit"











