Żurek wpadł w popłoch na wieść o ujawnieniu "aneksu WSI". Czy on się czegoś boi?

Autorem jednej z najostrzejszych reakcji na plany Kancelarii Prezydenta Karola Nawrockiego o ujawnieniu aneksu jest, co dość zaskakujące, minister sprawiedliwości Waldemar Żurek.
„W obecnej sytuacji geopolitycznej publikowanie jakichkolwiek raportów (…) jest po prostu absurdem” – wypalił nerwowo Żurek na antenie TVN24 i poszedł jeszcze dalej: – „Jeżeli w Moskwie teraz siedzą, to zacierają ręce. Mówią: znowu mamy pożytecznych idiotów. Nie ma nic gorszego niż tego typu polityczne hucpy” - wyrzucił z siebie szef resortu, który nie odpowiada przecież za służby specjalne.
Według niego ujawnienie dokumentu mogłoby zagrozić życiu współpracowników służb i zaszkodzić bezpieczeństwu państwa.
Dukaczewski też przeciw, ale to akurat zrozumiałe
Podobny ton przyjmuje były szef WSI Marek Dukaczewski.
– „Publikowanie dokumentów niejawnych wyłącznie dla potrzeb politycznych godzi w interesy bezpieczeństwa państwa” – przekonuje. I dodaje, że jeśli aneks jest podobny do raportu sprzed lat, jego publikacja może przynieść więcej szkody niż pożytku.
Z drugiej strony mamy działania kancelarii prezydenta Karola Nawrockiego, która rozpoczęła procedurę prowadzącą do odtajnienia dokumentu. To ruch, który dla wielu jest próbą domknięcia sprawy ciągnącej się od 2007 roku. Bo trudno nie zadać pytania: dlaczego raport pozostaje tajny aż 18 lat?
Tajemnica czy narzędzie nacisku?
Dokument przez niemal dwie dekady nie ujrzał światła dziennego, co siłą rzeczy rodziło pytania o ryzyka, czy jego zawartość nie jest wykorzystywana w politycznych rozgrywkach? Tajność w takich przypadkach bywa nie tylko ochroną – ale i potencjalnym narzędziem wpływu. A to już kwestia, która powinna interesować opinię publiczną. Wyczekiwane przez społeczeństwo odtajnienie raportu raz na zawsze przetnie te wszystkie spekulacje i z pewnością choć w niewielkim stopniu pomoże oczyścić duszną atmosferę polskiej sceny politycznej.
Skąd ten popłoch?
Spór o aneks WSI to nie tylko dyskusja o historii. To także pytanie o przejrzystość państwa i zaufanie obywateli. Czy Polacy mają prawo poznać dokument, który od lat budzi kontrowersje? Czy jego ujawnienie rzeczywiście zagraża bezpieczeństwu – czy raczej kończy pewien rozdział niedopowiedzeń? I wreszcie: czego tak naprawdę obawiają się dziś jego przeciwnicy?
Czym były Wojskowe Służby Informacyjne (WSI)?
Wojskowe Służby Informacyjne były służbą specjalną działającą w Polsce w latach 1991–2006. Powstały po transformacji ustrojowej, jednak przez lata narastały wobec nich poważne kontrowersje. WSI postrzegane były jako struktura w dużej mierze wywodząca się z dawnych służb PRL, co rodziło zarzuty o brak pełnej weryfikacji kadr po upadku komunizmu.
Likwidacja WSI i raport
WSI zostały zlikwidowane w 2006 roku decyzją rządu Prawa i Sprawiedliwości. W ich miejsce powołano nowe służby wojskowe – Służbę Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbę Wywiadu Wojskowego. W lutym 2007 roku opublikowano raport z weryfikacji WSI, przygotowany przez komisję kierowaną przez Antoniego Macierewicza. Dokument ten wskazywał na szereg nieprawidłowości w działalności służby, a jego publikacja wywołała ogromne kontrowersje oraz liczne spory prawne. Równolegle powstał aneks do raportu, który do dziś pozostaje niejawny. To właśnie jego ewentualne ujawnienie jest dziś przedmiotem politycznej debaty.
Kontrowersje i zarzuty
WSI przez lata były łączone z różnymi aferami i nieprawidłowościami w III RP. W przestrzeni publicznej pojawiały się opinie, że środowisko związane z tą służbą mogło mieć wpływ na życie gospodarcze i polityczne kraju. Jedną z najgłośniejszych afer, której autorstwo przypisuje się WSI było wyprowadzenie majątku ze SKOK-u Wołomin. Operacja ta miała charakterystyczny przebieg - z jednej strony pozwoliła wzbogacić się jej autorom o setki milionów złotych, a z drugiej starano się wizerunkowo zaszkodzić całemu sektorowi Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych, mimo iż to Kasa Krajowa SKOK jako pierwsza zaalarmowała instytucje państwowe o złodziejskim procederze, który rozpoczął się w Wołominie.
źr. wPolsce24 za PAP











