Nie będzie śledztwa w sprawie śmierci ojca z synem w Bardzie. Smutny finał tragedii

Do wypadku doszło 10 czerwca. 52-latek, jadąc Toyotą, nagle zjechał z drogi i z impetem wjechał na chodnik. Uderzył w dwie osoby – 48-letniego mężczyznę oraz jego 9-letniego syna. Obaj zginęli na miejscu.
Siła uderzenia była tak duża, że nie mieli żadnych szans na przeżycie. Spokojny spacer zamienił się w dramat, który na zawsze naznaczył tę spokojną miejscowość na Dolnym Śląsku.
Kierowca usłyszał zarzuty, ale nie trafił do aresztu
Po wypadku sprawca został przetransportowany do szpitala w Polanicy-Zdroju. Tam został przesłuchany, a następnie zwolniony do domu. Sąd nie zdecydował się na jego tymczasowe aresztowanie. Śledczy postawili mu zarzuty, jednak już wtedy pojawiały się informacje, że na przebieg zdarzenia mogła mieć wpływ poważna choroba mężczyzny.
„Nie powinien wsiadać za kierownicę”
Według ustaleń prokuratury, do których dotarł „Fakt”, 52-latek rzeczywiście nie powinien prowadzić samochodu. We wtorek rano jego stan nagle się pogorszył. Trafił do szpitala neurologicznego w Kłodzku, gdzie zmarł.
"Potwierdzam, że 52-latek zmarł w szpitalu neurologicznym w Kłodzku. Przyczyna śmierci nie jest jeszcze znana, wykaże ją sekcja zwłok" - przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy, prok. Mariusz Pindera, w rozmowie z „Gazetą Wrocławską”.
Śledztwo zostanie umorzone
Śmierć sprawcy oznacza, że postępowanie w tej sprawie najprawdopodobniej zostanie umorzone. Tragedia w Bardzie pozostawia jednak ogromny dramat – śmierć ojca i dziecka oraz pytania o to, czy można było jej zapobiec.
źr. wPolsce24 za Radiozet.pl











