Zielona "pasza" w szkolnych stołówkach, luksusy w ministerstwie. Tak wygląda „dieta planetarna” w praktyce
Pomysł wprowadzania ideologicznych trendów żywieniowych do szkolnych stołówek zderzył się z brutalną rzeczywistością. Mowa o tzw. „diecie planetarnej” – koncepcji żywienia, która pod hasłami ochrony klimatu drastycznie ogranicza mięso i nabiał na rzecz produktów roślinnych.
Papka zamiast wartościowego obiadu
Materiały zebrane przez Rafała Jarząbka pokazują smutną codzienność polskich uczniów. Dania serwowane na stołówkach, choć w teorii proekologiczne i zdrowe, w praktyce odrzucają samym wyglądem, przypominając bardziej paszę dla zwierząt niż pełnowartościowy, smaczny posiłek dla dorastających dzieci.
W efekcie jedzenie ląduje w koszach na śmieci, a dzieci wracają z lekcji głodne. Zrezygnowani rodzice nie chcą płacić za posiłki, których ich dzieci nawet nie dotykają, i masowo wypisują je ze szkolnych stołówek.
Podwójne standardy. Zobaczcie, co jedzą w ministerstwie!
Gdy polskim dzieciom serwuje się ekologiczny ascetyzm, reporter wPolsce24 postanowił zajrzeć do bufetu w samej siedzibie Ministerstwa Edukacji Narodowej. Zderzenie obu tych światów budzi ogromne oburzenie.
W ministerialnym menu nie ma śladu po przymusowym poście czy skazywaniu urzędników na planetarną zieleninę. Na stołach w resorcie króluje szeroki wybór tradycyjnych, bogatych potraw – od klasycznych dań mięsnych po smaczne naleśniki czy klasyczne pierogi. Prawodawcy i urzędnicy, którzy z entuzjazmem przyklaskują nowym wytycznym dla szkół, sami wolą wybierać pełnowartościowe i smaczne jedzenie.
Mamy do czynienia z klasycznym przykładem hipokryzji: ideologiczne eksperymenty i zaciskanie pasa dla uczniów, a komfort i pełne talerze dla władzy.
źr. wPolsce24









