Niemcy mają poważny problem. Od pożaru lasu zapaliły im się złoża węgla

Do pożaru doszło 27 czerwca między miejscowościami Meuselwitz, Mumsdorf i Falkenhain. Strażacy podejrzewają, że na skutek rekordowych upałów przewód wysokiego napięcia zwisał bardziej, niż zwykle i wszedł w kontakt z rosnącym w pobliżu drzewem. Zwarcie wywołało iskry, od których zajął się las.
Zapaliło się złoże węgla
Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie miejsce, w którym do niego doszło. W pobliżu znajdowała się bowiem nieczynna kopalnia węgla brunatnego, w której wydobycie prowadzono od początku XX wieku do lat sześćdziesiątych. Płomienie dotarły do zbiornika, do którego wylewano w przeszłości muł węglowy – mieszaninę wody, cząsteczek węgla i pyłu węglowego, która była odpadem wydobywczym. To sprawiło, że doszło do zapłonu złóż węgla tuż pod powierzchnią ziemi.
Jak informuje portal Euronews, wybuchł tam tzw. pożar tlący się. Jako, że do złoża nie dociera zbyt wiele tlenu, więc węgiel jedynie się tli, a otwartych płomieni praktycznie nie widać. Ten pożar produkuje jednak gryzący dym, a mieszkańcy okolicznych miasteczek skarżą się na smród i problemy z oddychaniem. To, która społeczność ma z tym akurat problemy, zależy od kierunku i siły wiatru danego dnia. Równocześnie w wielu z nich rozpoczęto regilarne pomary m.in. tlenku i dwutlenku węgla, metanu czy siarkowodoru. LMBV – państwowa spółka zajmująca się likwidacją skutków dawnego górnictwa – uspokaja, że ich poziomy nie są na razie niebezpieczne dla zdrowia.
Walczą, by lasy znów nie zapłonęły
Wysiłki, by ugasić ten pożar, trwają już od trzech miesięcy. Nie jest to jednak łatwe. Fakt, że ogień tli się pod ziemią, sprawia, że samoloty i śmigłowce gaśnicze są bezużyteczne. Strażacy nie mogą się także, ze względów bezpieczeństwa, zbliżyć do źródła ognia. Obecnie ich wysiłki koncentrują się na tym, by nie zajęły się od niego okoliczne lasy i łąki oraz na ograniczeniu ilości dymu. W tym celu poszerzono do 50 metrów przecinkę wokół pożaru i zainstalowano systemy zraszające wokół perymetru. Teren pożaru jest również monitorowany codziennie przez drony, a straż nawilża były zbiornik na muł węglowy.
To jednak nie wystarczy i jeśli akcja nie ulegnie intensyfikacji, to to złoże może się palić jeszcze przez wiele lat. Są już jednak plany jak je ugasić. LMBV ujawniła, że planują nie tylko zalać to złoże setkami tysięcy metrów sześciennych wody, ale także przysypać je warstwą nowej ziemi, by odciąć pożarowi tlen.
Nie będzie to jednak ani tanie, ani szybkie. Najbliższe źródło wody jest bowiem oddalone o ok. 4 km. By dostarczyć potrzebną ilość, konieczne więc będzie zbudowanie specjalnego rurociągu, a także wykopanie w pobliżu pożaru studni. Oba te projekty zakończą się najwcześniej w listopadzie. Rzecznik prasowy LMBV powiedział, że pracują tak szybko, jak to tylko możliwe, a akcja gaśnicza zacznie się najpóźniej w styczniu przyszłego roku. Do tego czasu strażacy nadal będą walczyć, by sytuacja nie wymknęła się spod kontroli.
źr. wPolsce24 za Euronews









