Żenujące kulisy wizyty Macrona w Gdańsku. Tusk i Dulkiewicz dali popis

Podczas spaceru po mieście premier Donald Tusk opowiadał Macronowi o historii Gdańska i losach swojej rodziny. Robił to marną angielszczyzną, ale najwięcej emocji wzbudziło użycie niemieckiej nazwy miasta – „Danzig” – zamiast angielskiego „Gdansk”.
Czy angielski Tuska jest tak słaby, że nie wie jak wymawia się "Gdańsk" po angielsku, czy to jednak coś innego? Cóż, premier sam otworzył pole do spekulacji.
Natarczywe powitanie
Drugim szeroko komentowanym momentem było zachowanie prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz. Podczas powitania z Macronem uwagę zwrócił uścisk dłoni, który trwał wyraźnie dłużej niż dyplomatyczny standard. Sytuacja zrobiła się na tyle niezręczna, że Donald Tusk próbował delikatnie zasygnalizować zakończenie tego momentu, ale Dulkiewicz nie zamierzała przestać ściskać prawicy francuskiego prezydenta.
Nagrania z tego zdarzenia szybko zaczęły krążyć w sieci, wywołując falę komentarzy i żartów.
Wizerunek ma znaczenie
Takie detale, choć mogą wydawać się błahe, w polityce międzynarodowej mają znaczenie. Każdy gest, każde słowo i sposób zachowania budują obraz kraju i jego przedstawicieli. Wizyta Macrona w Gdańsku miała być okazją do podkreślenia współpracy polsko-francuskiej i wyzwania wspólnych "wartości europejskich", czymkolwiek by one teraz były. Ostatecznie jednak to nie deklaracje polityczne, a właśnie te mniej formalne momenty przyciągnęły największą uwagę.
źr. wPolsce24 za X











