Szok! Najpierw stracił pieniądze w wyniku błędu urzędników, a teraz musi udowadniać swoją niewinność: "To może spotkać każdego"

Mandat "na odległość"
Pan Ryszard od lat mieszka i pracuje w Irlandii. Pochodzący z Gorzowa Wielkopolskiego mężczyzna wymeldował się z tego miasta dawno temu, choć nadal jest właścicielem mieszkania, które wynajmuje. Co istotne, regularnie opłaca podatek od nieruchomości, a urząd miasta bez problemu wysyła mu decyzje podatkowe na aktualny adres do korespondencji. Tym większe było jego zdziwienie, gdy okazało się, że w zupełnie innej sprawie miasto korzystało z… nieaktualnych danych sprzed kilkudziesięciu lat.
Kilka dni temu podczas rutynowego sprawdzania rachunku bankowego mężczyzna zauważył zajęcie komornicze. Po kontakcie z kancelarią dowiedział się, że to efekt przegranej sprawy sądowej dotyczącej niezapłaconego mandatu za jazdę komunikacją miejską.
– Nikt mnie o niczym nie informował. Po prostu pewnego dnia zobaczyłem, że ktoś zabrał mi 900 zł – relacjonuje pan Ryszard w rozmowie z "Gazetą Lubuska"– Usłyszałem, że egzekucja już trwa, a w systemie widnieją kolejne mandaty czekające na realizację.
Szok był podwójny. Po pierwsze, pan Ryszard nie mieszka w Gorzowie i od lat nie korzysta z tamtejszej komunikacji miejskiej. Po drugie, nigdy nie otrzymał żadnego wezwania, zawiadomienia ani pisma z sądu.
Samorząd popełnił rażące błędy...
Jak doszło do tej sytuacji? Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada, że podczas kontroli biletów ktoś podał dane pana Ryszarda, posługując się jego dawnym adresem zamieszkania. Z sobie tylko znanego powodu kontroler nie zdecydował się na zweryfikowanie danych ukaranego pasażera komunikacji miejskiej, choć miał taki obowiązek. Co jeszcze ciekawsze mandaty na dane personalne pana Ryszarda zostały wystawione aż pięciokrotnie, za każdym razem bez wcześniejszego sprawdzenia dokumentu tożsamości.
Szokujący jest również fakt, iż co prawda cała dokumentacja w tej sprawie była wysyłana mężczyźnie, jednak na adres pod którym był zameldowany w czasach dzieciństwa. I to pomimo faktu, że w każdej innej sprawie gorzowski urząd przesyłał wszelką korespondencję pod wcześniej wspomniane mieszkanie, od którego pan Ryszard regularnie spłaca ciążące na nim podatki.
...ale to poszkodowany musi walczyć o swoją niewinność
Gdy sprawa wyszła na jaw, miasto wstrzymało kolejne czynności windykacyjne, jednak ciężar „odkręcania” całej sytuacji spadł na poszkodowanego.
– Zamiast przeprosin i zwrotu pieniędzy mam pisać pisma, pilnować terminów i udowadniać, że nie jestem winny. Robię to z zagranicy, bo nie mogę po prostu przylecieć do Polski, żeby prostować cudze błędy – mówi.
Pan Ryszard nie zamierza odpuszczać. Przygotował już zawiadomienie do prokuratury. Chce, by śledczy sprawdzili nie tylko wątek ewentualnego wykorzystania jego danych, ale także to, czy osoby odpowiedzialne za kontrole i windykację dopełniły swoich obowiązków. Jak sam przyznał jest szczególnie oburzony faktem, że państwo najpierw zabrało mu pieniądze w wyniku rażących błędów oraz zaniedbań, a później domaga się od niego, aby to on udowodnił swoją niewinność. "Jeśli mnie to spotkało, jutro może spotkać każdego" – podkreśla.
Źr. wPolsce24 za Gazeta Lubuski











