Czy życie dziecka jest warte tylko 25 lat? Kat i wyrodna matka Kamilka uniknęli dożywocia

Przypomnijmy fakty, choć mimo upływu lat wciąż mrożą one krew w żyłach. Kamilek nie zmarł nagle. On umierał w męczarniach przez 35 dni. Wcześniej był bity, przypalany papierosami, polewany wrzątkiem i rzucony na rozżarzony piec przez swojego ojczyma. Wszystko to działo się pod okiem matki, Magdaleny B., która zamiast chronić własne dziecko, stała się wspólniczką w tej makabrycznej zbrodni.
Gdzie jest państwo? Gdzie są sądy?
Sprawa Kamilka to nie tylko opowieść o potworach w ludzkiej skórze. To także bolesny akt oskarżenia wobec systemu, który po raz kolejny zawiódł najsłabszych. Przez lata rodzina znajdowała się pod „opieką” licznych instytucji – kuratorów, pracowników socjalnych, szkół. Wszyscy widzieli, nikt nie zareagował skutecznie.
Dziś, gdy zapada wyrok, rodzi się pytanie: czy polski wymiar sprawiedliwości potrafi jeszcze odróżnić dobro od absolutnego zła? 25 lat dla człowieka, który ze szczególnym okrucieństwem zamordował bezbronne dziecko, to sygnał fatalny. To wyrok, który w odczuciu wielu Polaków jest de facto zachętą dla innych zwyrodnialców. W takich sprawach jedyną sprawiedliwą karą – przy braku kary śmierci w polskim kodeksie – powinno być bezwzględne, dożywotnie odosobnienie bez możliwości ubiegania się o zwolnienie.
Wyrodna matka i „liberalny” wymiar kary
16 lat dla Magdaleny B. brzmi jak ponury żart. To kobieta, która wydała swoje dziecko na rzeź. W tradycyjnym systemie wartości rola matki jest święta – ma być tarczą dla swojego potomstwa. Magdalena B. tę tarczę skruszyła, wybierając lojalność wobec kata. Czy po kilkunastu latach (a przy dobrym sprawowaniu pewnie po dekadzie) ta kobieta ma prawo wrócić do społeczeństwa?
Czas na realne zmiany, nie tylko na papierze
Choć po tragedii wprowadzono tzw. „Lex Kamilek”, mający uszczelnić system ochrony dzieci, dzisiejszy wyrok pokazuje, że mentalność sędziowska wciąż pozostaje w tyle za społecznym poczuciem sprawiedliwości. Konserwatywna opinia publiczna od lat domaga się zaostrzenia kursu wobec najcięższych zbrodniarzy.
Śmierć Kamilka musi stanowić memento. Nie możemy pozwolić, by biurokracja i sędziowska pobłażliwość wygrywały z życiem dzieci. Dziś płaczemy nad pamięcią chłopca z Częstochowy, ale jutro musimy zapytać głośno: ilu jeszcze „Kamilków” cierpi za zamkniętymi drzwiami, podczas gdy urzędnicy przerzucają się papierami, a sądy wydają wyroki, które trudno nazwać sprawiedliwymi?
źr. wPolsce24 za rmf24











