Dramatyczny apel w sprawie Wołynia. Bez zmiany podejścia nie damy rady godnie pochować przodków
Historyk nie ma wątpliwości: skala problemu całkowicie rozmija się z możliwościami prowadzenia prac. Polska – nawet przy formalnej współpracy strony ukraińskiej – jest w stanie przeprowadzić zaledwie dwie–trzy ekshumacje rocznie. W praktyce oznacza to, że przy liczbie miejsc pochówku liczonych w tysiącach, odnalezienie szczątków wszystkich ofiar na samym Wołyniu może potrwać setki lat. A przecież do tego dochodzą jeszcze tereny Małopolski Wschodniej.
Procedury spowalniają wszystko
Kluczową barierą są skomplikowane procedury i przepisy. Każdy etap wymaga osobnych zgód i decyzji:
– najpierw pozwolenie władz ukraińskich na poszukiwania,
– następnie żmudne prace terenowe,
– później ponowna dokumentacja i kolejny wniosek – tym razem o zgodę na ekshumację.
Nawet w przypadku Woli Ostrowieckiej, gdzie zgodę uzyskano w miesiąc, uznano to za tempo „ekspresowe”. Po przyjeździe na miejsce kolejne dni zajmują działania saperów i przygotowanie terenu. Realne prace zaczynają się dopiero po kilku dniach.
Czas działa na niekorzyść
Największym zagrożeniem jest jednak upływ czasu. Odchodzą ostatni świadkowie, którzy mogą wskazać miejsca pochówku. Bez ich relacji wiele lokalizacji może nigdy nie zostać odnalezionych.
– Jeśli nie usłyszymy: „to było gdzieś tutaj”, będziemy błądzić. A część ofiar może już nigdy nie zostać odnaleziona – podkreśla badacz.
Potrzebna pilna zmiana podejścia
Dr Popek postuluje stworzenie szczegółowej bazy miejsc pochówku – z wykorzystaniem współrzędnych GPS, dokumentacji i zdjęć. Taka baza mogłaby powstać w ciągu kilku lat, przy zaangażowaniu większej liczby zespołów. Nie rozwiąże to jednak głównego problemu: dramatycznie wolnego tempa samych ekshumacji.
Obecnie trwają prace w Woli Ostrowieckiej – to dopiero piąta ekshumacja na Wołyniu od ponad trzech dekad. Choć wcześniej, w latach 1992, 2011 i 2015, udało się odnaleźć i godnie pochować szczątki setek ofiar, skala potrzeb pozostaje ogromna. W trwających obecnie pracach odnaleziono dotąd szczątki co najmniej 38 osób.
Ryzyko zapomnienia
Historyk ostrzega, że jeśli tempo nie ulegnie zmianie, temat może z czasem zniknąć z debaty publicznej.
– Za kilkadziesiąt lat nikt może już nie szukać ofiar Wołynia. Pojawią się inne tematy – zauważa, porównując sytuację do dziś niemal zapomnianych poszukiwań ofiar powstania styczniowego.
Nadzieja w archiwach
Szansą na przełom może być zapowiadane przez prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego otwarcie archiwów dotyczących wydarzeń na Wołyniu. Jednak i tu potrzebny będzie czas – dokumenty wymagają opracowania, digitalizacji i analizy. Na razie jedno jest pewne: bez przyspieszenia procedur i zwiększenia skali działań, odnalezienie wszystkich ofiar pozostanie zadaniem rozłożonym na wiele pokoleń.
źr. wPolsce24 za PAP











