Oburzający wyrok: twórca Amber Gold dostanie pieniądze od państwa polskiego. Ofiary wciąż czekają

Skarb Państwa przyznał się do naruszenia praw oszusta
Marcin S.P.– formalnie inicjator i twórca Amber Gold – otrzymał od polskiego rządu ofertę polubownego rozwiązania sprawy. W praktyce oznacza to, że Polska przyznała, iż doszło do naruszenia jego praw w czasie odbywania aresztu i zgodziła się wypłacić kwotę zadośćuczynienia.
Skarżący zaakceptował ten kompromis, a Europejski Trybunał uznał państwową propozycję za wystarczające odszkodowanie.
Tymczasem twórca piramidy pozostanie pozbawiony wolności co najmniej do sierpnia 2027 roku – polskie sądy konsekwentnie odrzucają jego kolejne próby przedterminowego zwolnienia.
Wysoki koszt dla państwa, żenujące tłumaczenia
Kwota 16 tys. euro może nie wyglądać na gigantyczną – ale chodzi o zasadę. Polskie władze przyznały, że prawa osoby, która doprowadziła do strat rzędu niemal 600 mln zł i pokrzywdzenia ponad 18 tys. Polaków, zostały naruszone.
Jak informuje "Dziennik Bałtycki", oficjalnie prawa S.P naruszono w ten sposób, że przez lata przebywał on w areszcie w systemie ciągłego nadzoru oraz był objęty monitoringiem, co – według skargi – miały naruszać jego prywatność i godność. Zarzut ten został dostrzeżony przez Trybunał, choć według przedstawicieli służb, takie działanie było konieczne, bo istniała obawa, że S.P. może próbować popełnić samobójstwo.
Ofiary Amber Gold – bez zadośćuczynienia
Dramat tysięcy inwestorów zepchnięto na margines dyskusji. Poszkodowani w procesach cywilnych dopiero teraz dopominają się sprawiedliwości, a część z nich walczy o wypłatę od Skarbu Państwa odszkodowań za szkody wyrządzone przez zaniedbania organów ścigania i nadzoru finansowego.
To właśnie instytucje państwowe, za pierwszych rządów Donalda Tuska, nie reagowały wystarczająco szybko, mimo ostrzeżeń Komisji Nadzoru Finansowego, iż działalność Amber Gold ma znamiona piramidy finansowej.
Rekompensata dla skazanego – a co z kontrargumentami?
Obrońcy wyroku wskazują, że Trybunał Praw Człowieka chroni fundamentalne prawa wszystkich osób, również takich, które dopuściły się poważnych przestępstw. Trudno jednak nie zauważyć, że uprzywilejowanie skazanego oszusta względem setek pokrzywdzonych Polaków i polskich podatników wygląda na naganną kolej rzeczy.
Przyjęcie „ugody” z ETPC to w praktyce przyznanie się wobec międzynarodowego trybunału, że polski system penitencjarny ma poważne luki, które powinny być jak najszybciej naprawione.
Pozostaje mieć nadzieję, że pieniądze te zostaną przekazane na rzecz oszukanych. Pytanie tylko, dlaczego musimy składać się na to wszyscy w naszych podatkach.
źr. wPolsce24 za "Dziennik Bałtycki"











