Tusk uwielbia przechwalać się cudzymi sukcesami. On nie ma za krzty honoru
Premier Donald Tusk z dumą ogłosił w mediach, że jego rząd podejmuje "twarde decyzje w interesie Polski bez kompleksów". Wtórował mu minister Władysław Kosiniak-Kamysz, opowiadając z satysfakcją o tym, jak to Polska potrafi z godnością walczyć o swoje interesy.
Politycy ci wygodnie jednak przemilczeli, że w rzeczywistości proces tych historycznych zakupów ruszył jeszcze w 2022 roku za rządów Zjednoczonej Prawicy. To ówczesny szef MON, Mariusz Błaszczak, zwrócił się do USA o pozyskanie maszyn, a pierwszą umowę offsetową zawarto jeszcze we wrześniu 2023 roku.
Warto przypomnieć, że politycy "koalicji 13 grudnia" nie tylko nie zabiegali wcześniej o kupno Apaczy, ale wręcz je stanowczo krytykowali, narzekając, że to sprzęt "bardzo drogi", a 96 sztuk to rzekomo zdecydowanie za dużo.
Dziś opowiadanie o tym potężnym kontrakcie, w całości wynegocjowanym przez ministra Błaszczaka, jako o własnym sukcesie, to wyraz ogromnej hipokryzji i totalnej bezczelności.
Tusk miał szanse zachować się uczciwe, ale jak zwykle mu nie wyszło
Donald Tusk miał szansę zachować się uczciwie i przyznać, że jedynie doprowadza do końca dzieło poprzedników, ale u polityków Platformy Obywatelskiej najwyraźniej znów dał o sobie znać "gen kłamstwa".
To niestety nie jedyny przypadek przypisywania sobie nieswoich zasług. Niedawno minister Kosiniak-Kamysz brylował w garnizonie w Białej Podlaskiej, który został w całości zaprojektowany, sfinansowany i wybudowany przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. Podobny spektakl ministrowie Kosiniak-Kamysz i Tomczyk urządzili na zmodernizowanym przez poprzedników lotnisku w Łasku, które zostało przygotowane pod najnowocześniejsze myśliwce F-35.
Fakty są nieubłagane: to odważne decyzje Prawa i Sprawiedliwości sprawiły, że Polska będzie miała drugą co do wielkości – zaraz po Stanach Zjednoczonych – flotę śmigłowców Apache na świecie. Te potężne maszyny, nazywane "latającymi czołgami", są prawdziwymi łowcami czołgów, zdolnymi do niszczenia celów opancerzonych z odległości 10 kilometrów, a także do zwalczania dronów.
Zostały zaprojektowane do idealnego współdziałania z amerykańskimi czołgami Abrams, w które nasza armia jest już wyposażona. Zastąpią one wysłużone maszyny Mi-24, wznosząc polskie wojsko na niespotykany dotąd poziom. Tak strategicznych zakupów z pewnością nie udałoby się zrealizować z pożyczek, o które tak mocno zabiega dziś Donald Tusk.
źr. wPolsce24











