W końcu jest! Trzaskowski tłumaczy się z afery. "Byłem tam tylko raz, ale..."
Kolejna afera w instytucjach zarządzanych przez włodarzy stolicy ujrzała światło dzienne. Jak wynika z informacji przedstawionych na konferencji prasowej, w Szpitalu Południowym doszło do rażących naruszeń. Kontrola wykazała, że system rozliczeń w szpitalu całkowicie zawiódł, w wyniku czego trzeba było skorygować aż 33 faktury, a do kasy placówki wróciło pół miliona złotych. Skala nieprawidłowości jest tak duża, że szpital musiał skierować sprawę do prokuratury. W ramach wyciągania konsekwencji, prezydent stolicy podjął decyzję o odwołaniu zarządu szpitala oraz miejskiej rady nadzorczej.
"Równi i równiejsi" na warszawskim SOR-ze
Zwykli warszawiacy muszą często godzinami czekać w gigantycznych kolejkach na pomoc medyczną. Tymczasem w Szpitalu Południowym miał funkcjonować system dla uprzywilejowanych. Rafał Trzaskowski próbował uspokajać nastroje twierdząc, że nie było żadnego "formalnego pokoju VIP", jednak natychmiast musiał przyznać, że w szpitalu stworzono "samowolny mechanizm" faworyzowania pacjentów poza jakimikolwiek standardowymi procedurami.
W centrum tego skandalu znajduje się Dawid Kacprzyk, który miał "nieuprawniony, samowolny dostęp do pomieszczeń należących do przyszłego Warszawskiego Centrum Chirurgii Kręgosłupa". Choć prezydent Warszawy zarzeka się, że o kolejności przyjmowania na SOR musi decydować stan zdrowia pacjenta, a nie "znajomości, funkcja publiczna, partia, stanowisko czy w końcu numer telefonu", to ewidentnie ten standard w podległym mu szpitalu po prostu nie istniał.
Trzaskowski odmówił podania nazwisk polityków i osób z życia publicznego, które korzystały z usług szpitala, zasłaniając się tajemnicą lekarską i ochroną prywatności. Sam zresztą pośpieszył z deklaracją, że jako mieszkaniec sąsiedniej okolicy, korzystał z tamtejszej izby przyjęć ponad dwa lata temu – zastrzegając jednocześnie, że miało to miejsce zanim Kacprzyk został koordynatorem SOR-u.
Brak odpowiedzialności na szczycie?
Najbardziej oburzający w całej sprawie jest jednak fakt, jak ratusz podchodzi do politycznej odpowiedzialności za ten stan rzeczy. Podczas konferencji dziennikarz zapytał o wezwania opozycji do dymisji wiceprezydent Renaty Kaznowskiej, która z ramienia miasta odpowiada za ten sektor. Co na to Rafał Trzaskowski? Włodarz Warszawy zignorował możliwość wyciągnięcia konsekwencji wobec swojej zastępczyni, zasłaniając się jedynie zwolnieniami na szczeblu dyrekcji szpitala i rady nadzorczej.
Choć prezydent apeluje, by rozliczać nieprawidłowości, ale "nie niszczyć reputacji całej placówki", trudno nie odnieść wrażenia, że po raz kolejny winę zrzucono wyłącznie na kozłów ofiarnych niżej w hierarchii, próbując ratować polityczny układ w warszawskim ratuszu. Trzaskowski deklaruje, że szpitale "mają być dla pacjentów, a nie dla żadnych układów", jednak to właśnie za jego rządów ten system patologii mógł w najlepsze funkcjonować.
źr. wPolce24











