To najbardziej „wkurzająca” minister w rządzie? Potrafi przekroczyć granice wytrzymałości samego Tuska

Jak relacjonują posłowie Lewicy, jedną z rzeczy, które szczególnie irytują szefa rządu, jest sposób funkcjonowania minister pracy. Politycy zwracają uwagę na jej zamiłowanie do podkreślania pozycji – m.in. podczas sejmowych debat, gdy towarzyszy jej liczna grupa współpracowników z resortu.
– Idzie po schodach kancelarii premiera, a obok troje asystentów: jeden dźwiga segregatory, drugi niesie teczkę Agnieszki, a trzeci podtyka dokumenty do podpisania. Wtedy ona naprawdę czuje, że jest ministrem – wspomina jeden z rozmówców. Według relacji, widok ten miał dosłownie „zamurować” Tuska.
Ambitna, skuteczna, ale… „wkurzająca”?
Z artykułu wynika, że Dziemianowicz-Bąk nie ma w Lewicy wyłącznie zwolenników. Jeden z polityków nazwał ją wprost „wkur***cą prymuską”.
W obronie koleżanki stanęła Katarzyna Kotula.
– Potrafi po godzinnej dyskusji wyciągnąć z teczki gotowy projekt, który odpowiada na wszystkie wątpliwości, jakie wysuwaliśmy. Po prostu przewiduje, co może się wydarzyć – przekonywała.
Według polityków Lewicy, minister nie interesuje się władzą dla prestiżu. – Ma plan i chce po sobie coś zostawić. Dlatego tak mocno naciska.
Starcia z premierem i granice cierpliwości
Z relacji wynika, że Dziemianowicz-Bąk często zabiera głos na posiedzeniach rządu – także poza tematami swojego resortu. To również ma drażnić premiera. Po jednej z długich dyskusji Tusk miał jej powiedzieć: „Jesteś tak samo wkur**ca jak ja”*.
– Tusk wielokrotnie pytał Czarzastego: „Jak ty z nią wytrzymujesz”, ale jakimś cudem sam też wytrzymuje – ironizuje jeden z polityków Lewicy.
Były jednak momenty, gdy pozycja minister wyraźnie się chwiała. Część partyjnych kolegów krytycznie oceniła jej twardą postawę w sprawie projektu dotyczącego Państwowej Inspekcji Pracy oraz ostrzeganie premiera przed możliwą utratą miliardów złotych z Krajowy Plan Odbudowy.
„Jestem lewicowym ministrem w liberalnym rządzie”
Sama Dziemianowicz-Bąk swoją determinację tłumaczy doświadczeniami z młodości. Pracowała na umowach śmieciowych, nie otrzymała wynagrodzenia i musiała dochodzić swoich praw w sądzie.
– Doskonale wiem, w jakiej sytuacji są młodzi ludzie wykorzystywani przez rynek pracy – mówiła. – Jestem lewicowym ministrem pracy w liberalnym rządzie. To nie jest obelga, tylko fakt.
źr. wPolsce24 za "Newsweek"











