Ta grupa migrantów zalewa Polskę najszybciej, liczby porażają. Kto i dlaczego pozwolił na ten masowy szturm?

Oficjalne statystyki pokazują porażającą dynamikę: na przestrzeni zaledwie kilku lat liczba Kolumbijczyków nad Wisłą wzrosła niemal krotne, a dynamika przyznawanych pozwoleń na pracę między rokiem 2023 a 2024 skoczyła o ponad 350 procent. Polskę, jako rzekome „nowe Eldorado”, zaczynają masowo wybierać przybysze z Ameryki Południowej. Jednak brutalne zderzenie z rzeczywistością pokazuje, że zamiast mitycznej krainy bogactwa, na miejscu bardzo często znajdują potężne kłopoty – a wraz z nimi, problemy zaczynają dotykać również polskie społeczeństwo.
Masowy szturm z drugiego końca świata
Kolumbia to obecnie kraj, z którego wnioski stanowią aż trzy czwarte wszystkich pozwoleń na pracę wydawanych dla migrantów z całej Ameryki Łacińskiej. Coraz częściej stają się oni widoczni w polskich miastach i miasteczkach, trafiając głównie do sektorów niewymagających wysokich kwalifikacji – przetwórstwa przemysłowego, budownictwa, transportu oraz logistyki.
Lewicowo-liberalne media, na czele z portalem Wirtualna Polska, próbują przedstawiać ten proceder w tonie humanitarnej opowieści o ludziach oszukanych przez nieuczciwe agencje pośrednictwa pracy, którzy padają ofiarą rzekomego wyzysku, barier językowych i trudnych warunków bytowych. Jednak dla każdego trzeźwo myślącego obserwatora kluczowe staje się inne pytanie: kto i dlaczego pozwolił na tak masowy i niekontrolowany napływ ludności z tak odległego, obcego nam kulturowo kręgu cywilizacyjnego?
Naiwność imigrantów i bezradność systemu
Artykuł WP wskazuje, że Kolumbijczycy przybywają do Polski skuszeni wizjami łatwego zarobku w euro lub złotówkach, które bezrefleksyjnie przeliczają na swoją walutę narodową. Na miejscu okazuje się jednak, że rzeczywistość drastycznie odbiega od obietnic latynoskich werbowników. Cudzoziemcy nie znają języka, prawa, ani realiów życia w Europie Środkowej. Często lądują w przepełnionych kwaterach pracowniczych, tracą zatrudnienie lub stają się obciążeniem dla lokalnych systemów pomocy społecznej i urzędów.
Z konserwatywnego punktu widzenia ten „szturm” obnaża głęboką patologię polityki migracyjnej. Zamiast promować rodzimych pracowników, polski rynek uzależnia się od taniej siły roboczej z krajów podwyższonego ryzyka. Kolumbia, choć kulturowo katolicka i pod tym względem nam bliska, to jednak od dekad zmaga się z ogromną przestępczością, wojnami karteli narkotykowych i głęboką destabilizacją społeczną. Importowanie dziesiątek tysięcy ludzi z regionu świata o tak odmiennej strukturze społecznej, z różnymi powiązaniami – bez odpowiedniej weryfikacji i strategii asymilacyjnej – to igranie z ogniem.
Czas na opamiętanie
Doświadczenia państw Europy Zachodniej jasno pokazują, jak kończy się bezkrytyczne otwieranie drzwi dla masowej migracji zarobkowej z odległych kontynentów. Początkowe zapewnienia o tym, że przybysze „będą tylko pracować”, szybko weryfikowane są przez rzeczywistość – pojawiają się problemy z przestępczością, gettoizacją, tworzeniem zamkniętych enklaw i rosnącymi kosztami socjalnymi, które ostatecznie ponosi polski podatnik.
Skoro media głównego nurtu same zaczynają zauważać, że „nowe Eldorado” zamienia się w pasmo kłopotów, polskie władze muszą natychmiast zareagować. Statystyki nie kłamią: Kolumbijczycy napływają najszybciej. Czas zatrzymać ten niekontrolowany proceder, uszczelnić system wydawania pozwoleń na pracę i postawić bezpieczeństwo oraz spójność kulturową Polski na pierwszym miejscu – zanim problemy, które ci ludzie przywożą ze sobą, na stałe zagoszczą na naszych ulicach.
źr. wPolsce24 za wp.pl











