Szokujące ustalenia dziennikarki: Schroniskom bardziej opłaca się trzymać psy, niż oddawać je do adopcji

Zaniedbania, które ujrzały światło dzienne
Autorka tekstu opisuje sytuacje, które wielu czytelników uważa za barbarzyńskie: wychudzone i zmarznięte psy, zdewastowane kojce, metalowe miski z zamarzniętą wodą, a nawet znalezione zakrwawione kije obok boksów. Dopiero publiczne reakcje, w tym interwencje znanych osób, m. in. piosenkarki Dody, sprawiły, że opinia publiczna i instytucje państwowe zaczęły w ogóle zwracać uwagę na problem.
Biznes na cierpieniu?
Według Mraczny, patologie nie wynikały jedynie z braku empatii ze strony opiekunów schronisk, winny jest system, w którym trzymanie zwierzęcia w placówce może być bardziej „opłacalne” niż jego adopcja. Schroniska otrzymują bowiem znaczące środki publiczne na utrzymanie każdego zwierzęcia — co, w skrajnych przypadkach, może stanowić zachętę do przetrzymywania ich w placówce jak najdłużej zamiast ułatwiania adopcji. W swoim artykule dziennikarka skrupulatnie przedstawia te wyliczenia.
Tym można tłumaczyć fakt, że w wielu placówkach proces adopcji jest skomplikowany i długi, a procedury znacznie szersze niż zwykłe sprawdzenie, czy "chętny się nadaje".
Przykłady skrajnych zaniedbań
W tekście opisano m.in. przypadki schroniska w Sobolewie, w którym m.in.:
-
psy były niedożywione i pozbawione opieki weterynaryjnej,
-
boksy były przepełnione, a budy nieocieplone,
-
dochodziło do przypadków nieuzasadnionego usypiania zwierząt.
Zarzuty wobec właściciela tej placówki sięgają wielu lat, a akta sprawy liczą dziesiątki tomów. Mimo to, jak wskazuje autorka, reakcja władz lokalnych i organów ścigania była opóźniona lub niewystarczająca.
Patologie systemowe
Mraczny podkreśla, że problem nie ogranicza się do pojedynczych przypadków, ale ma pierwotne przyczyny systemowe. Chodzi m.in. o:
-
brak skutecznych mechanizmów kontroli nad finansowaniem schronisk,
-
niskie wymogi jakościowe wobec placówek,
-
system dotacji oraz refundacji, który nie premiuje adopcji, a utrzymanie zwierząt.
Szerszy kontekst problemu
Specjaliści i organizacje zajmujące się ochroną zwierząt od dawna zwracają uwagę na to, że praktyki w niektórych schroniskach odbiegają od standardów dobrostanu zwierząt. Raporty pokazują, że problem przeludnienia, braku odpowiedniej opieki i zaniedbań występuje w wielu placówkach, a niedostateczne finansowanie i nadzór utrudniają poprawę sytuacji.
Co to oznacza dla społeczeństwa?
Tekst Julii Mraczny zasługuje na omówienie, bo to gorzkie ostrzeżenie: bez reform systemowych i realnej kontroli publicznej, system pomocy zwierzętom może stać się źródłem patologii, a nie ratunku.
Tymczasem w polskim Sejmie wciąż mrożona jest ustawa przygotowana przez prezydenta Karola Nawrockiego, która pomogłaby rozwiązać choć część problemów. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty nie dopuszczając ustawy pod obrady, nie waha się wykorzystywać dobrostanu zwierząt w doraźnej walce politycznej.
Czworonogi, które powinny znaleźć bezpieczny dom i opiekę, nierzadko doświadczają cierpienia i zaniedbania, podczas gdy środki publiczne przeznaczone na ich dobro są konsumowane bez wystarczających efektów.
źr. wPolsce24 za portal.faktura.pl, ESDAW











