Rzecznik europejskiego przemysłu zbrojeniowego czy polski minister finansów? Zaskakujące słowa Domańskiego w niemieckich mediach
Według Domańskiego SAFE to dowód, że Unia wreszcie traktuje bezpieczeństwo jak wspólne, europejskie zadanie, a nie wyłącznie problem poszczególnych stolic. Podkreśla, że Europa nie może już opierać się tylko na jednym sojuszniku i musi sama finansować własną siłę militarną, nawet jeśli oznacza to nowe wspólne długi i głębsze wiązanie się z Brukselą. W tym kontekście pojawia się też pytanie o przyjęcie Euro, choć - wyraźnie przestraszony o echa tego wywiadu w Polsce - minister odpowiada, że Polacy nie są jeszcze gotowi.
Minister brzmi jak lobbysta niemieckiego przemysłu zbrojeniowego? Tak to musi wyglądać, jeśli jednowymiarowo kreśli się wizję SAFE jako szansy na tani kapitał, miliardy euro na modernizację armii i wzmocnienie bezpieczeństwa regionu. Czyżby minister nie dostrzegł ogromnego ryzyka politycznego i finansowego, w tym uzależnienia się od unijnych pożyczek i mechanizmów, nad którymi Warszawa ma ograniczoną kontrolę?
Nie słyszał o tym, co stało się udziałem Rumunii, gdzie - jak usłyszeliśmy od lokalnego ministra obrony - niemiecki Rheinmetall, wraz z SAFE, zaproponował podwyżkę ceny wozów bojowych? Polityk wprost zasugerował, że Niemcy chcą naciągnąć sojusznika, korzystając z brukselskiego programu „obronnego”.
Według Domańskiego przekaz jest jasny: Polska ma być w awangardzie, wśród pierwszych państw, które sięgną po miliardy z SAFE, i pokazać, że potrafi wykorzystać unijne narzędzia do wzmocnienia własnej armii. Opozycja i część komentatorów odpowiadają pytaniem, czy ta „awangarda” nie skończy się rachunkiem, który polscy podatnicy będą spłacać przez dekady, już po zakończeniu obecnej kadencji?
źr. wPolsce24 za Handelsblatt











